Wszystko będzie dobrze, jeśli dobrze sie skończy. Na razie mowa jest o przeprowadzeniu żaglowca "Generał Zaruski". Od pana Grzegorza Pawelca otrzymałem tekst oficjalnego komunikatu. Telst, jak tekst, ale moja uwagę przykuły jednak fotografie. Wybrałem tylko dwie. Chyba wystarczy, aby wyrobić sobie opinię co do piętra, z którego ma wystartować "rewitalizacja".
Tu klik za zdrowie doktorów
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
_________________________________________
Witam,
w załączeniu przesyłamy informację o rozpoczęciu przygotowań do transportu "Generała Zaruskiego". Zmieniliśmy jednak jego sposób. Jacht zostanie zwodowany i przyholowany do Gdańska. Trwają pracę nad zabezpieczeniem kadłuba do tej operacji...
Przy okazji informujemy, że dziś ogłoszony został przetarg na:
Opracowanie dokumentacji na wykonanie odbudowy jachtu "Generał Zaruski", pełnienie nadzoru autorskiego nad pracami wykonywanymi na podstawie tej dokumentacji oraz wykonanie dokumentacji powykonawczej. http://www.mosir.gda.pl/pl/dokumenty/24_02_2009
Pozdrawiam
Grzegorz Pawelec
__________________________________
Generał przypłynie do Gdańska
Już w listopadzie Gdańska Stocznia „Remontowa” S.A. ustami jej prezesa pana Piotra Sojki zadeklarowała daleko idącą pomoc przy ratowaniu żaglowca „Generał Zaruski”. Jedna z form tej pomocy to udzielenie jednostce bezpłatnej gościny na terenie stoczni, umieszczenie pod specjalnie do tego celu przygotowanym zadaszeniem, udostępnienie wszelkich potrzebnych mediów, pomieszczeń, pomocy logistycznej itp. W związku z powyższym zapadła decyzja, że jacht zostanie przemieszczony z Władysławowa do Gdańska.
Najprościej byłoby zwodować i przeholować. Jednak jacht od paru lat stał na nabrzeżu. Między plankami poszycia powstały szczeliny. Trzeba by kadłub uszczelnić oraz wykonać wiele innych prac, które pozwoliłby uzyskać zdolność do przejścia na holu. Po naradzie z zespołem specjalistów „Remontowej” ustaliliśmy, że najbardziej dla „Generała” komfortowym sposobem przemieszczenia będzie użycie dźwigu pływającego „Maja”. Dźwig ten ze swoim ponad trzydziestometrowym wysięgnikiem jest w stanie 100 tonowy kadłub podnieść bezpośrednio z nabrzeża, postawić na swoim pokładzie i z takim ładunkiem odbyć podróż do Gdańska. Poczyniono odpowiednie ustalenia techniczne i finansowe z armatorem „Mai”. Specjaliści z „Remontowej” wykonali stojak (podbudowę) pod kadłub, na której jacht miał stać zarówno podczas transportu, jaki i potem już w stoczni. Warto podkreślić, wszelkie koszty związane z operacją wspaniałomyślnie zobowiązała się pokryć „Remontowa”. Firma brokerska STBU wynegocjowała dla nas ofertę ubezpieczenia jachtu na czas transportu. Wszystko, łącznie z ekipą TVP, która miały dokumentować tę - jakby nie było - dość niecodzienną operację, było przygotowane. Od tej pory już czterokrotnie wyznaczany termin transportu, ze względu na prognozę pogody, musiał być odwoływany. Dźwig ma bardzo dużo zleceń. Nie mógł porzucić innych zajęć, kiedy prognoza pogody była odpowiednia dla żeglugi do Władysławowa. Kiedy z kolei było okienko w harmonogramie „Mai” - pogoda nie sprzyjała. Do tego doszły kłopoty techniczne z jednym z pędników „Mai” oraz zapiaszczenie (zwężenie) toru podejściowego do portu we Władysławowie.
W tej sytuacji powróciliśmy do koncepcji holowania jachtu na własnej stępce. W stoczni „Szkuner” od paru dni trwają prace przygotowujące kadłub do holowania. Szacujemy, że potrwają 3-5 tygodni. Z ramienia armatora prace nadzoruje doświadczony kapitan jachtowy Mirosław Bielecki. Kadłub zostanie doszczelniony. Będą też wykonane wszelkie inne prace i czynności zalecone przez inspektora PRS, w tym próby przechyłowe dla sprawdzenia stateczności praktycznie całkowicie opróżnionego kadłuba. Zostaną też zainstalowane awaryjne pompy własnym z napędem spalinowym dla odpompowywania wody, która podczas holowania mogłaby się mimo uszczelnienia kadłuba przedostawać się do wnętrza. We Władysławowie kadłub zostanie zwodowany rutynowo przy pomocy slipu stoczniowego. W Gdańsku będzie ustawiony na nabrzeżu „Remontowej” przy pomocy dźwigu pływającego REM. Do podnoszenia będzie użyta wykonana przez speców z „Remontowej” specjalna kołyska. Dzięki temu uniknie się podnoszenia sfatygowanego kadłuba bezpośrednio na stropach.
Kiedy jacht będzie gotowy do podróży i uzyska odpowiednie dokumenty PRS oraz Urzędu Morskiego będziemy monitorować pogodę. O ile tylko będzie odpowiednia prognoza holownik "Puma", którego armatorem jest „Remontowa” niezwłocznie wyruszy do Władysławowa, aby podać hol na „Generała”. Po kilkunastu godzinach ufam, jacht będzie bezpiecznie stał na gościnnym nabrzeżu. Będziemy mogli niemal niezwłocznie przystąpić z inspektorem PRS, panem Romanem Streublem do szczegółowej oceny stanu technicznego kadłuba i ustalania zakresu prac.
Przy tej okazji warto przypomnieć, że Polski Rejestr Statków jest jednym z mecenasów ratowania „Generała”. Wszystkie usługi związane z nadzorem nad odbudową i ponownym nadaniem klasy zostaną wykonane bezpłatnie. Trzeba też bardzo mocno podkreślić, że mimo znacznego pogorszenia się koniunktury gospodarczej Gdańska Stocznia „Remontowa” nie wycofuje się z przyjętych wobec „Generała” zobowiązań. Przeciwnie, na niedawnym spotkaniu dyrektora Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Gdańsku pana Leszka Paszkowskiego z przedstawicielem GSR panem Hubertem Weiherem jednoznacznie potwierdzono, że Stocznia pokryje koszty holowania, bezpłatnie udzieli „Generałowi” gościny na swoim terenie, udostępni infrastrukturę techniczną, media, logistykę itp. Także wiele prac GSR gotowa jest wykonać bezpłatnie. Szczegółowy zakres zostanie ustalony po przybyciu jednostki do Gdańska. Jest to budzący podziw i szacunek piękny przykład oddania sprawie ratowania zabytku, jakim jest wysłużony, ale przede wszystkim zasłużony, piękny mały żaglowiec „Generał Zaruski”.
Mimo opóźnień, termin ponownego wejścia jachtu do eksploatacji w sezonie 2010, choć trudny, nadal jest w pełni możliwy. Zrobimy wszystko, aby został dotrzymany. Liczymy, że przykład menedżerów „Remontowej” i Polskiego Rejestru Statków będzie zaraźliwy i inni sponsorzy, do których będziemy się zwracać udzielą „Generałowi” potrzebnej pomocy. Żaglowiec odpłaci się z nawiązką kolejnymi dziesiątkami lat wytrwalej służby, sławiąc jednocześnie imiona mecenasów jego rewitalizacji.
Kapitan s/y General Zaruski (w odbudowie)
Jan Trammer
_______________________________________________________________
Uwaga!
Wszelkie informacje zawarte w niniejszej korespondencji przeznaczone są wyłącznie dla osoby lub podmiotu, do którego korespondencja ta została pierwotnie zaadresowana. Informacje te mogą stanowić dane poufne, chronione przepisami prawa. Nieuprawnione zapoznanie się z treścią niniejszej korespondencji, dalsze jej przekazywanie, rozpowszechnianie lub innego rodzaju wykorzystanie, bądź podjęcie jakichkolwiek działań w oparciu o zawarte w niej informacje przez osobę lub podmiot nie będący adresatem, jest niedozwolone. Odbiorca korespondencji, który otrzymał ją omyłkowo, proszony jest o zawiadomienie nadawcy i usunięcie jej z komputera.
;-)
Aloha!!! :-)
Robert
PS: ...a swoją drogą ciekaw jestem, jak to z Zaruskim teraz będzie... ? Na razie - trzymam kciuki!
A co będzie. Nic nie będzie a jak nawet będzie to nic z tego nie będzie. Na razie sprawdza się mój scenariusz, który przedstawiłem Don Jorgowi po medialnym kupieniu wraku o ujemnej wartości.
A można będzie liczyc na informację o dacie wodowania?
Warto byłoby tam byc...
rd
"Zaruskiego" zniszczyli ludzie, których entuzjazm dla "rewitalizacji" był równie wielki jak ich braki w pojęciu o własnej wiedzy i możliwościach. Historia się powtarza. Zarówno opis zamierzonych działań jak i zamieszczone zdjęcia zdjęcia są wstrząsające.
Jeżeli chcieć się zająć odbudową starego kecza to należy to robić dla niego a nie dlatego, że sponsorom jest najwygodniej sponsorować taką a nie inną operację. Ja jestem z wielkim szacunkiem dla Stoczni Remontowej, jej fachowości, etc. Ale Zaruski nie jest statkiem stalowym, nie jest też drewnianym jachtem. to statek drewniany, dębowy z tych, które dlatego sa tak drogie w budowie i remontach bo nie ma już ludzi, którzy by się na tych remontach i budowie drewnianych kadłubów tej wielkości znali. Mamy środek zimy, najbardziej sztormowy miesiąc na Bałtyku. Targanie rozeschniętego kilkuletnim postojem kadłuba tylko po to by się znalazł w Gdańsku jest pomysłem, delikatnie mówiąc, poronionym. Zaruskiemu najmniej teraz potrzeba zadaszonego miejsca na postój i telewizji, która by to filmowała. Jeżeli rozeschnięty kadłub zostanie teraz udychtowany, a statek spószczony na wodę, to powstanie klasyczna sytuacja, o której jeden z moich utalentowanych przyjaciół zwykł mówić - coś musi pier.... . Te szpary powstały w kadłubie nie dlatego, że się planki poprzesuwały, tylko dlatego, że wyschnięte zmieniły swoje wymiary. Jeżeli teraz to szczelnie zatkamy i zwodujemy statek, to te pompy z własnym napędem mogą się jak raz przydać by załoga holowanego kadłuba miała szansę wyskoczyć za burtę dostatecznie szybko zanim ten nie pójdzie w grunt wzorem przysłowiowej, warszawskiej siekiery. W lepszej wersji, jeżeli nie puszczą mocowania planek do zładu, to puszczą same planki, które w tej sytuacji będą się tylko nadawać do wymiany.
Może warto się zastanowić na poważnie co chce się ze statkiem zrobic i na poważnie się do tego zabrać. Zacząć należy od zwodowania go tak jak jest, i pozostawienie na wózku slipowym, żeby zatonął. Po tygodniu można go wyciągnąć z powrotem i dopiero wtedy dychtować i zastanawiać się co dalej. Może zdecydowanie lepiej zrobić remont kadłuba na stoczni we Władysławowie, która ma tą zaletę nad gdańską, że nigdzie nie trzeba do niej płynąć. Jeżeli chodzi o telewizję, to ta będzie miała największą radochę gdy się jakieś nieszczęście przydarzy. News będzie cięższego gatunku.
Może też warto się zastanowić jaka może być różnica pomiędzy tym co się komuś wydaje a tym na czym się zna - chociaż trochę.
Pozdrowienia - Jarek
Szanowny Panie Jarosławie,
był Pan uprzejmy napisać: „Te szpary powstały w kadłubie nie dlatego, że się planki poprzesuwały, tylko dlatego, że wyschnięte zmieniły swoje wymiary.”
Jak planki mogły się poprzesuwać? Gdzie? W jaki sposób? Zastanawiam się czemu nie napisał Pan również, że należy wybrać wodę ze skrzynki mieczowej oraz z buchtować kilwater? Czy Pan naprawdę(!) ma innych za aż takich taaakich idiotów??
**
Pisze Pan: „Zacząć należy od zwodowania go tak jak jest, i pozostawienie na wózku slipowym, żeby zatonął.” Święte słowa! Święte! I jakże odkrywcze. W całej stoczni „Szkuner” nikt o tym nie wiedział! Chciałem Pana jeszcze łaskawie prosić o informację, czy zawory denne zakręcić? Czy też może pozostawić jak to mówią „roztwarte”? No i otwory po wałach śrubowych? Zatykać? A jak zatykać to papier gazetowy z mąką kartoflaną wystarczy? Czy jeszcze kleju kropelka dodać?
**
Drugiego marca pisze Pan: „ Mamy środek zimy, najbardziej sztormowy miesiąc na Bałtyku...” Jeżeli ktoś chciałby uwzględnić, że prace przygotowawcze do holowania muszą potrwać 3-5 tygodni to wychodzi koniec marca. Czy to środek zimy? Że w marcu potrafi wiać jak diabli to mimo mojej tępoty, na którą jako na okoliczność łagodzącą ośmielam się powoływać, wiem. Mimo braku zastanowienia „jaka może być różnica pomiędzy tym co się komuś wydaje a tym na czym się zna - chociaż trochę”, obiło mi się o uszy, że jakoby ktoś, czasem, gdzieś ogłasza prognozy pogody. Naiwnie i z gruntu niesłusznie sądzę, że współczesne, krótkoterminowe prognozy są na tyle wiarygodne, że dzięki nim będzie można wyznaczyć holowanie na dzień ze sprzyjającymi warunkami pogodowymi.
**
Jeżeli jest Pan zdania, że do odbudowy kadłuba „Zaruskiego” nie jest potrzebne zadaszenie to ja, pewnie z powodu mojej wrodzonej, a może nawet i dziedzicznej tępoty, zgodzić się z Panem, przynajmniej w tej sprawie, mimo wysiłków i potu na umęczonym czole, nie umiem.
Jeżeli sądzi Pan, że aby sfinansować odbudowę „Zaruskiego” nie jest potrzebne życzliwe poparcie mediów to i tu, z powodów jak wyżej, zgodzić się z Panem nie umiem.
**
Jasnym jest, że przeholowanie kadłuba „Zaruskiego” to operacja poważna, wymagająca starannego przygotowania. Ale nie uważam, żeby była to operacja szaleńcza czy desperacka. Ludzie, którzy się tym zajmują rozważają różne możliwości, dyskutują je, radzą się innych, potem podejmują decyzje. To normalny sposób działania w takich sprawach. Panie Jarosławie, jeżeli ma Pan wiedzę o tym, że coś robimy wbrew dobrej praktyce, czy wiedzy szkutniczej to zna Pan do mnie telefon i @dres mailowy. Zwracałem się także do Pana z prośbą o pomoc i radę. I nadal o nią proszę i Pana, i każdego, kto takiej pomocy udzielić może. Jeżeli zechce Pan w przyszłości zgłosić głos osobny, czy głos odrębny, czy głos wołającego na puszczy to bardzo proszę do mnie zadzwonić, albo napisać. Będzie pewne, że dotrze to do mnie szybko i skutecznie.
**
Panie Jarosławie, skąd wiem o Pańskim poście? Parę dni temu zadzwonił do mnie przedstawiciel firmy ubezpieczeniowej, z którą zażarcie negocjujemy możliwie najniższa stawkę za ubezpieczenie holowania. Poinformował, że jego szef dostał od nieznanej mu osoby mail z linkiem do Pana postu i po zapoznaniu się z jego treścią polecił podnieść stawkę za ubezpieczenie i to baaardzo znacznie podnieść. Zadzwoniłem do znanego eksperta, żeby zechciał wobec firmy ubezpieczeniowej ustosunkować się do wartości merytorycznej Pańskiego postu. Recenzja nie była merytoryczna, za to na tyle krótka, że cytuję ją w całości: „Autor postu to człowiek obsesyjnie smażący piranie na ogniu polskiego piekiełka.” Nie wiem czy miał racje, nie znam się ani na piraniach, ani na polskim piekiełku... Ale bardzo mocno Pana proszę, jeżeli nie może lub nie chce Pan pomóc, proszę starać się nie szkodzić. Jeżeli będzie Pan miał jakieś uwagi to raz jeszcze usilnie proszę najpierw o telefon lub mail do mnie.
Przed „Generałem” jest szansa na ratunek, na odbudowę. Na razie tylko szansa, nie zmarnujmy jej.
Jan Trammer
Szanawny Panie Janie,
Miło, że trafił Pan do mojego okienka. Przykro mi, że znalazł Pan drogę tylko w wyniku skierowania. Byłbym rad, gdyby przekazał mi Pan swój adres mailowy - pisząc na priva kulinski@rsi.pl
Oby żył Pan wiecznie !
Don Jorge