Ktoś już zwracał uwagę, że określenie "samotnicy" do jednoosobowych załóg nie pasuje. Określenie "jednoręczni" - sugeruje coś zupełnie innego. A Tomasz Konnak, człowiek który na temat może dużo powiedzieć - właśnie się zastanawia nad filozoficznym problemem: CZY SPRAWIEDLIWOŚĆ JEST OSIĄGALNA. Mnie się natomiast wydaje (tylko wydaje), że jedynym rozwiazaniem są ... monotypy i to jeszcze przesiadkowe i na dodatek w drodze losowania. To jest rozwiązanie NIEREALNE w naszych warunkach, a więc zostawiam Was z problemem, o którym pisze Tomasz.
Tu Klik dla Tomasza, któremu ciągle się chce
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
=============================================
Zastanawiając się nad odpowiedzią na komentarz pod newsem o regatach samotników, rozważając sens stosowania żagli dodatkowych, zastanawiając się nad szansami poszczególnych jachtów, doszedłem o wniosku, że czynników decydujących o sukcesie bądź nie w regatach samotników jest naprawdę dużo. I że waga tych czynników jest inna niż nam się zazwyczaj
wydaje. Sam wcześniej tego nigdy tak naprawdę nie analizowałem. Teraz, niejako wywołany do tablicy, robię to pisemnie.
Pierwsza i najważniejsza rzecz jest taka, że poza regatami jachtów monotypowych, albo zbliżonych, równych szans nie ma. Możemy się albo nie ścigać, albo przyjąć to co jest. Tyle że, jak to postaram się wykazać, sama szybkość jachtu nie jest czynnikiem decydującym o sukcesie. W tych właśnie regatach.
Generalnie mam tu na myśli jachty, które normalnie startują w regatach załogowych, z jakimiś tam wynikami, a raz w roku wsiada na nie jeden wariat i próbuje tę całą maszynerię obsłużyć sam. Potyka się o wszystko: że cały osprzęt jest za daleko, że trudno wyjść od steru, że jacht jest niestabilny kursowo, że niektóre liny, przy danym osprzęcie, jest po prostu bardzo trudno wybrać licznej załodze a co dopiero samemu. Wydawało by się, że im większy jacht tym trudniej. Ale wcale tak nie musi być. Jeżeli na jachcie cały osprzęt jest odpowiednio dobrany, to wielkość jednostki, przy normalnych manewrach, nie ma większego
znaczenia. Duży jacht jest znacznie stabilniejszy, daje o wiele więcej czasu na reakcję. Za to w sytuacjach nieprzewidzianych, awaryjnych, oraz przy żaglach dodatkowych łatwiej będzie na jachcie mniejszym.
Doszliśmy do żagli dodatkowych. Jest ogromna różnica w obsłudze między spinakerem a genakerem/blooperem/big-boyem. A jak jeszcze genaker jest rolowany na dodatkowym sztagu to już w ogóle pełnia szczęścia. I w takiej sytuacji łatwiej będzie na Mushashim niż na Menuecie. Łatwiej też będzie na jachcie z rolerem genuy/foka. Bo gdy spinaker już pracuje trudno iść na dziób, żeby zrzucić sztaksel.
Pytanie, czy warto stawiać spinakera/genakera. Otóż to zależy. Zależy od trasy, od warunków i dość mocno od jachtu. Od jachtu zależy podwójnie – raz, na ile postawienie dodatkowego żagla jest proste czy realne a dwa, na ile, dla danego jachtu, poprawią się osiągi pod spinakerem. Jachty z małymi grotami, z dużą genuą, bez spinakera żeglują o wiele gorzej niż z tym żaglem. Tutaj wygrane są jachty typu ćwiartka, Orion i podobne.
Przegrane C-24 i Cartery. Bardzo dużym czynnikiem utrudniającym są baksztagi. Tyle że to też zależy. Jeżeli jacht jest przeżaglowany, wiatr ciut silniejszy, załoga lekka (bo nieliczna) to po zarefowaniu problem znika. I tak można rozważyć różne czynniki. Zazwyczaj wyjdzie, że wszystko zależy od sytuacji. Bo tak w istocie jest.
Przeliczniki. Wiadomo, że bez nich się nie da. Tyle że w żegludze samotnej trudno jest wykorzystać w pełni właściwości jachtu. A
przeliczniki tego zupełnie nie przewidują. I tutaj znacznie większe szanse mają jachty, które da się samemu tak prowadzić jak z załogą. Znaczy te jachty, które są temu najbliższe. Np. balastowanie załogi ma na Orionie czy Oceannie znaczenie marginalne, na Polledzie ogromne.
Używanie spinakera na Aquili nie da za wiele, na Pallasie da mnóstwo. Czy w tej sytuacji należy modyfikować współczynniki? W zasadzie by należało. Ale jest to praktycznie nierealne. Kolejny czynnik to samoster. Wiadomo, że jakiś system pomocniczy (gumy, linki na dziób) jest potrzebny. Im mniejszy i lżejszy jacht tym bardziej jest to niezbędne. Ale naprawdę pomocny jest samoster. Niektóre jachty go mają, inne nie.
Jest to o wiele istotniejsze w szansach jachtów niż żagle dodatkowe. Co tak naprawdę decyduje? Decyduje suma czynników i umiejętność wykorzystania najlepszych cech jachtu, oraz zminimalizowania tych najgorszych, przez samotnego żeglarza.
Jaki jacht jest najlepszy do takich regat? Trudno powiedzieć ale moim zdaniem zbliża się do ideału Mizar. Nowoczesny i szybki jacht, niewielki, dobrze wyposażony i pomyślany, z dużym grotem, małym fokiem, z ułamkowym takielunkiem ale bez baksztagów. Ale i ten jacht ma wady – lekkość i niestabilność kursową. Czyli potrzebuje samosteru. Wygląda na to, że ideału nie ma. Co, tak naprawdę, jest właśnie bardzo pocieszające.
Jakie z tego wynikają wnioski?
Im jacht większy tym szybszy, stabilniejszy, mniej wrażliwy na ruchy załogi i zmiany wagi załogi. Za to trudniejsza obsługa żagli
dodatkowych. Genaker jest lepszy od spinakera. Roler sztaksla pomaga, baksztagi przeszkadzają. Im większa genua tym gorzej, im większy grot tym lepiej. Sprawny system refowania pomaga, duży i podzielony kokpit przeszkadza. Jakiekolwiek braki w osprzęcie i wyposażeniu mocno zmniejszają szanse. Posiadanie samosteru to duży bonus, im lżejszy jacht tym bardziej jest to ważne.
Najważniejsze jest sprawne obsługiwanie jachtu i jak najlepszy wykorzystanie jego możliwości w ramach posiadanego współczynnika wyrównawczego. A gdy to już mamy to można pomyśleć o warunkach, wietrze, przewidywaniu zmian pogody. O przygotowaniu kondycyjnym, żywnościowym, ubraniowym. Wszystko jest naprawdę ważne. Gdy zmokniemy to mamy małe
szanse zejść pod pokład i się przebrać albo ubrać. Możemy marznąć albo stracić dystans. Jeżeli coś się zaplącze, rozleci to szanse na sprawną naprawdę są minimalne.
W ramach przygotowań warto przejrzeć wyniki z ubiegłych lat, zobaczyć jakie jacht były w czołówce a jakie nie. I zastanowić się nad przyczynami. A potem – jak najlepiej się przygotować. Z tym że doświadczenie i znajomość jachtu są bezcenne. Trudno wygrać za pierwszym razem.
Tomasz Konnak
Jakieś inne propozycje? ;)
Pozdrawiam
Acuś, a coś Ty się taki troskliwy zrobił??? Chcą - niech płyną, aby tylko sponsorzy dopisali :-)
Pozdrawiam
P.S. A co do wyniku i parcia za wszelką cenę - gdy w zeszłym roku Mizar zmylił drogę w długim wyścigu dzwoniłem do Włodka, żeby mu o tym powiedzieć. Więc chyba naprawdę nie jest z nami jeszcze tak źle...
Pozdrawiam
Sądzę,że utrafiłeś w sedno. Dla mnie, miejsce zajęte w regatach jest istotne, lecz nie jest najważniejsze.
Najważniejsza jest satysfakcja z dobrej żeglarskiej roboty.
W głębi duszy, dziwię się niechęci niektórych żeglarzy do startu w regatach. Można w nich doskonalić swoją technikę żeglowania, obserwować innych i uczyć się od nich, porównywać swoją łódkę z innymi. Takich doświadczeń nie nabędzie się w pływaniu turystycznym, często ulega się tam pokusie włączenia silnika, zmiany trasy itp. Dla mnie uczestnictwo w regatach, to bodziec do mobilizacji swoich wszystkich sił i refleksja, co jeszcze mógłbym poprawić w swoim żeglowaniu, w wyposażeniu, w jachcie. A chyba najistotniejsza jest przyjemność z spotkania i spędzenia czasu w doborowym towarzystwie.
Pozdrawiam
Pozdrawiam
Podoba mi się Twoje postawienie problemu; w regatach samotników niekoniecznie płynie się w celu zwycięstwa czy zajęcia miejsca na podium. Gdyby tak było, to większość jachtów nie powinna wystartować wiedząc, że obiektywnie nie mają szans znalezienia się w czołówce. Dwukrotnie wystartowałem w UNITY LINE wiedząc, że przypłynę ostatni - i liczyła się satysfakcja z przepłynięcia wyznaczonej trasy. Urok żeglowania zdecydowanie górował nad rywalizacją o szybsze przepłynięcie trasy.
Edward Zając
Jeżeli kiedykolwiek wystartuję w jakichkolwiek regatach, to co prawda byc może udział będzie dla mnie zaszczytem ale i tak drugie miejsce będzie oznaczało przegraną.
Może więc zrobimy sobie regaty we dwóch: ja zajme zaszczytne drugie miejsce,a Ty będziesz przedostatni!
To kompletne bzdury ! Przepraszam ale takie teksty bulwersują mnie do granic nerwowej wytrzymałości. Nie będę uzasadniał bo szkoda mi czasu
I nie każdy to potrafił zrobić... Ha, ha, ha!
Pozdrawiam.
Tak sobie dumam i dumam i ni czorta nie mogę znaleźć _logicznego_ uzasadnienia dlaczego to niby regaty solo miałyby się odbywać na jachtach _jednożaglowych/ketach_ - może byłbyś łaskaw rozwinąć swoje uzasadnienie???. Od dawna są nawet klasy jednoosobowych jachtów _dwużaglowych_ (np. International Canoe) i jakoś pojedynczy żeglarze się na nich, od dziesiątek lat, regacą nie wyrzekając, że muszą obsłużyć dwa żagle, do tego, czasami, balastować na przesuwnej desce itp. Wybrali sobie taką klasę i się na niej ścigają!
Im więcej żagli, tym trudniejsza ich obsługa, więc większa klasa żeglarza potrzebna, by skutecznie na takim jachcie żeglować, od razu widać, że mamy do czynienia z żeglarskimi profesorami, a nie z takimi, co to tylko jeden sznurek w ręku... ;-)))
Mnie nie boli, że w regatach żeglują różne jachty i różni ludzie o różnych umiejętnościach. Rozumiem, że dla potrzeb takich zawodów powstają specjalne przeliczniki i/lub klasy jachtów, a że nie ma pełnej sprawiedliwości i równych szans, to chyba... każdy dorosły człowiek już sam o tym wie, że w żadnej dziedzinie nie ma... a do startu i tak przygotują się tylko ci, którzy chcą i lubią i z różnych innych pobudek. Ja im życzę dobrej zabawy i stopy wody pod kilem.
Aloha!!!
Robert
Trzeba dodać, że __u nas__ się nie spotyka, bo w krajach bardziej żeglarsko rozwiniętych - morskie kety spotyka się... np. na wschodnim wybrzeżu USA do dziś żeglują malownicze catboaty, a w Wlk. Brytanii jest trochę pełnomorskich jachtów ożaglowanych jako chińskie lugrowe kety (dżonki) - podobnie, jak słynny Jester Haslera. Zobacz sobie TUTAJ
Aloha!!! :-)
Robert
http://www.junkrigs.com/index.htm
Dla dużych żeglarzy przewidziano to pięknie w konstrukcji JUS 80:
http://www.stadtdesign.com/products/vds633_D.htm
Pozdrawiam
Czy nie lepiej zastanowić się nad kompatybilnością sprzętu do zawodnika - nawet amatora. A może przede wszystkim amatora. Slocum pokazał, że można żeglować samemu i inni poszli jego śladem. Jaworski popłynął by stawić czoła wyzwaniu, ale czy nie musiał używać (zakazanych regulaminem regat) zbiorników wodnych na wysięgnikach rurowych? Żeby wybalastować ogromną powierzchnię żagli...
Odniósł sukces, a do "oszustwa" przyznał się po 20-u latach w wywiadzie prasowym. Dlaczego?
Żeglarze samotnicy byli i są dla mnie postaciami wielkiego formatu. Nadal ich podziwiam. Dostrzegam jednak, że coś w tym wszystkim jest chyba za bardzo. I zastanawiam się czy można to zmienić, żeby było fajniej.
Taki przykład. Gdyby kolarz w Tour de France pojechał tandemem - tylko dlatego, żeby pokazać, że można i wygrałby, czy inni przesiedliby się na tandemy?
Jachty morskie z reguły są jachtami załogowymi i to na nie wsiadają śmiałkowie i ruszają w konkury.
Karuzela kręci się sama, a uczestnicy zabawy nie zastanawiają się nad jej sensem, lecz po prostu biorą w niej udział. I dopóki dobrze się bawią wszystko jest OK. Ja też pływałem samotnie po Śniardwach... i wiem, że można. Jest to fantastyczne uczucie. Niestety z większym niż zwykle stopniem ryzyka. Warto mieć to na uwadze i pomyśleć jak to ryzyko zmniejszyć.
Pozdrawiam filozoficznie.
Chyba jednak nie bardzo można to co powyżej. Nie popłyniesz raczej na kilka godzin na Zatokę na Optymiście. Z żaglowcem to już w ogóle przegięty przykład.
"Czy nie lepiej zastanowić się nad kompatybilnością sprzętu do zawodnika - nawet amatora. A może przede wszystkim amatora. Slocum pokazał, że można żeglować samemu i inni poszli jego śladem. "
Ale po co? Ci co startują to sobie na pytanie odpowiedzieli. Pływamy na tym co jest, i na tym na czym lubimy pływać.
Właśnie ta kompatybilność sprzętu i zawodnika jest tu pewnym wyzwaniem.
Można zorganizować regaty na przeróżnych warunkach i są regaty żeglarzy samotnych bardzo różnych typów. Wybieramy to co chcemy i co możemy. Na Mini nie popłynę na razie, na Zatokę mogę.
"Żeglarze samotnicy byli i są dla mnie postaciami wielkiego formatu. Nadal ich podziwiam. Dostrzegam jednak, że coś w tym wszystkim jest chyba za bardzo. I zastanawiam się czy można to zmienić, żeby było fajniej. "
Przede wszystkim rozróżnij format regat. Czym innym jest popłynięcie dookoła świata a czym innym wystartowanie w regatach na Zatoce. Każdemu wg jego możliwości.
Natomiast nie bardzo wiem co takiego jest nie fajnie? Są regaty samotnych na śródlądziu, na innych jachtach. Każdy startuje tam gdzie chce albo... wcale. Ci co są na konkretnej imprezie i coś o niej wiedzą mają swoje uwagi, zastrzeżenia, sugestie, żądania.
Właśnie w odpowiedzi na konkretną uwagę powstał ten artykuł.
"Jachty morskie z reguły są jachtami załogowymi i to na nie wsiadają śmiałkowie i ruszają w konkury.
Karuzela kręci się sama, a uczestnicy zabawy nie zastanawiają się nad jej sensem, lecz po prostu biorą w niej udział. I dopóki dobrze się bawią wszystko jest OK. Ja też pływałem samotnie po Śniardwach... i "
Jak to nie zastanawiają, skoro właśnie zastanawiają! Czy mamy się poczuć urażeni? Bo ja na przykład się czuję urażony.
"wiem, że można. Jest to fantastyczne uczucie. Niestety z większym niż zwykle stopniem ryzyka. Warto mieć to na uwadze i pomyśleć jak to ryzyko zmniejszyć."
Ryzyko to zupełnie inny temat, inna strona tego medalu. Ryzyko było, jest i będzie i niech tak zostanie. Nie martw się o nas, jakoś sobie dajemy radę...
Pozdrawiam
Można napisać o tym inny artykuł ale nie przyszło mi do głowy, że takie coś mam wyjaśniać pasjonatom. A o "niepasjonatach" nie pomyślałem w ogóle, zakładając, że po prostu wzruszą ramionami po przeczytaniu kilku pierwszych zdań z komentarzem: "ot bawią się chłopcy, ale mnie to nie interesuje".
Pozdrawiam
"Człowiek ma dwie ręce. Jeśli jedną trzyma ster, to w drugiej tylko jeden szot żagla się zmieści. Uznano to w klasach olimpijskich takich jak Europa, Laser czy Finn."
Człowiek ma dwie ręce, ale i głowę, a są też tacy, którzy mają rozum i potrafią się nim posługiwać ;-))) , więc bywają i tacy, którzy radzą sobie nie tylko na ketach, ale też na slupach, kutrach, keczach...
"Olimpijskie" żeglowanie regatowe "po trójkącie" to przecież zupełnie inne żeglowanie niż regaty solo pełnomorskie, czy oceaniczne - tam od lat startują jachty wielożaglowe i jakoś nikomu nie przychodzi do głowy "ulogicznienie" zasad i wprowadzenie ketów, jako jachtów jedynie słusznych dla samotnych żeglarzy...
Aloha!!! :-)
Robert
Tomek,
Bardzo mi się podobają Twoje rozważania. Oczywiście do analizy współczynników mających na celu wyrównywanie szans można podchodzić na różne sposoby. Do Twojej listy czynników bardziej lub mniej istotnych mozna zaliczyć jeszcze np. warunki pogodowe i w ten sposób rozciągać dyskusję w nieskończoność.
Bardzo lubie regaty samotników przede wszystkim dlatego, że to jest jakiś sprawdzian samego siebie (co tak naprawdę jestem wart, gdy wszystko zależy tylko ode mnie). Po drugie w takich regatach (oczywiście w innych także) spotyka się na wodzie ludzi, którzy są bardzo podobni do siebie. Są w podobny sposób zakręceni i bez wątpienia pozytywnie do siebie nastawieni.
Wszystkich, którzy krytycznie patrzą na tego rodzaju imprezę namawiam na start. Przekonajcie się sami jakie to jest uczucie, gdy wszystko na pokładzie zebrało się przeciw tobie, a na końcu gdy mijasz metę (nawet na dalszej pozycji) odczuwasz wielką satysfakcję, że się udało. Dla mnie tej radości z faktu ukończenia tych regat starcza na bardzo długo później.
Jeszcze jeden wątek. Kilka razy dyskutanci wspomnieli, że ktoś może nas rozjechać i dlatego nie warto startować. Doświadczyłem rozjechania na regata przez jacht trzy razy cięższy ode mnie. Bolało przede wszystkim mentalnie ale trudno zdarza się. Dzisiaj ze "sprawcą" mam b.dobry kontakt i lubimy dalej się ścigać - no może nie zbliżamy się do siebie "na lakier" :-). Takie sytuacje się zdarzają i będą się zdarzać ale Świat na tym się nie kończy.
pozdr.Jacek s/y Polled
Napisałem, że C-24 wcale nie jest idealnym jachtem na te regaty, Polled wydaje mi się jeszcze mniej nadający i jestem pełen uznania, że na takiej wydmuszce udaje się pływać samemu i to jeszcze w takiej pogodzie jak ostatnio... ;)
A co do wyników - zobacz, ja sobie radziłem całkiem dobrze w regatach załogowych już dawniej a jak przyszło do samotników to w połowie stawki albo gorzej... Dopiero rok 2007 stanowił jakiś przełom, było wyraźnie lepiej. Ale kilka lat minęło...
Pozdrawiam