SZKOLENIA A SCHENGEN ?

Sprawa jest już dość stara, pochodzi z siódmego maja. ale u mnie gdzieś się korespondencja Jacentego zawieruszyła lub przepadła w zakamarkach sieci. Jacenty jest ciekaw "co ludzie powiedzą na temat definicji rejsu szkoleniowego w kontekście kodeksu Schengen.
Oto foto i mail Jacentego:

Witaj,
Wychodząc w czwartek z Gdyni "w ogólnym kierunku zachodnim" odszczekałem się marinie Gdynia z prośbą, żeby przeszczekali to do krulisów. I popłynęliśmy. Po jakimś czasie marina wywołała nas z informacją, że Straż Graniczna pragnie z nami rozmawiać przez telefon (sic!!!). Po zatelefonowaniu tam usłyszałem informację, że jeżeli płyniemy w rejsie szkoleniowym, to zgodnie z kodeksem Schengen mamy obowiązek się odprawić (???!!!). Poinformowałem pana, że płyniemy w rejsie całkowicie turystycznym i wszystkimi siłami będziemy powstrzymywać się od wszelkich form szkolenia. Pan przyjął do wiadomości i się rozłączył.

Nie wiem, być może to jakaś nowa świecka tradycja, ale może się przyda Czytelnikom - by nie próbowali się szkolić. A przynajmniej do tego się przyznawać. Pozdrawiam w imieniu załogi "Copernicusa ze Skagen, gdzie nadal za wszelką cenę nie chcemy się czegokolwiek nauczyć.
Jacek
P.S. Prawnika na pokładzie mam, ale faktycznie "Kodeksu Schengen" nie zabraliśmy. I tak woda przy ósemce jakoś przedostała się do szafki z książkami.

Sprawa wydaje mi się surealistyczna - jak z rodzaju "słoń, a sprawa polska". Takich sytuacji pewnie nie przewidział nawet Franz K.  A miał taką wyobraźnię !!!

Ewentualne komentarze (ad rem) można przesyłać do mnie mailem - kulinski@rsi.pl  
Kamizelki !
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
____________
tu klik rankingowy

KOMENTARZE:

Szanowny Jerzy, pozwalam sobie podać link gdzie jest mała informacja o tym temacie , która ja interpretuję tak: jadnostki szkoleniowe muszą się meldować. Szkoda.
SAILNEWS.PL
http://www.sailnews.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=526&Itemid=9&utm_source=Newsletter02062009&utm_medium=email&utm_content=Newsletter02062009&utm_campaign=Newsletter
Andrzej Nowacki

________________________________

Zmiana przepisów: żeglarstwo bez granic
poniedziałek, 01.06.2009

Mat. redakcji SAILNEWS. Przed rozpoczęciem tegorocznych wakacji, kiedy to rzesze polskich żeglarzy wypłyną na szerokie wody, warto odnotować małą lecz znacznie ułatwiającą życie zmianę prawa. Dokładnie 8 maja, zaczęła obowiązywać ustawa z dnia 20 marca 2009 roku o zmianie ustawy o bezpieczeństwie morskim. Przepisy te znoszą nierespektowany przez wielu żeglarzy wymóg odprawy w bosmanacie i straży granicznej.
Zmiana ta, choć nie rewolucyjna, znosi praktycznie martwy wymóg zgłaszania się do bosmanatu i straży granicznej przy wejściu i wyjściu z portu. W artykule 4, po ustępie 1, dodaje się ustęp 1a w brzmieniu:

"Przepisów ustawy w zakresie monitorowania i informacji o ruchu statków, z zastrzeżeniem przypadków określonych w ustawie, nie stosuje się do:
1) jednostek pływających Służby Celnej;
2) statków pełniących specjalną służbę państwową innych niż określone w ust. 1 i pkt 1;
3) statków rybackich, statków o wartości historycznej i statków rekreacyjnych lub sportowych o długości do 45 m."

Pamiętajmy jednak, że przy żegludze do krajów spoza strefy Schengen, nadal obowiązuje dotychczasowa procedura! Dodatkowo, przepisy w poszczególnych Państwach mogą się róznić, więc zanim beztrosko opuścimy port, warto się zapoznać z lokalnymi przepisami. Dzięki temu unikniemy przykrych konsekwencji. 

________________________________________________

Drogi Jerzy
Przeczytałem powyższy komentarz. Jest nie na temat. "Ogólny kierunek zachodni" to włącznie z Norwegią kraje strefy Schengen i żadne inne. Dopełniłem obowiązku zameldowania się w bosmanacie ("odszczekałem"), choć głównie z uwagi na dość drakońskie opłaty, które wprowadzono dla klubów w tym roku, i za każdy dzień "niebycia" Copernicusa w marinie klub ratuje kawałek budżetu. Zgodnie z obowiązującymi przepisami i procedurą bosman mariny ma obowiązek przekazać zgłoszenie pogranicznikom ("krulisy" mnie nie przekonują, nasze straże graniczne mają ciągle mentalność sowiecką i przynależy im określenie typu pograniczniki i tamożnyje. Krulisami będą może za dwa pokolenia...). Bosman w każdym razie to uczynił.

Nie wiem, jak pogranicznicy odróżniają rejs szkoleniowy od jakiegokolwiek innego - przecież żeglarstwo, w każdej jego formie, to bezustanne szkolenie się i poszerzanie doświadczenia, wiedzy i umiejętności. W każdym razie nie chodzi o (głupi i np. w Szwecji niezrozumiały) obowiązek zgłoszenia, a obowiązek odprawy. Który podobno dotyczy jachtów w rejsach szkoleniowych.

I ja, chcąc być praworządnym obywatelem, bardzo bym chciał wiedzieć, czego na jachcie mi nie wolno, żeby rejs nie zamienił się w szkoleniowy. Czy jeżeli Jankowi na nocnej wachcie opowiadam, jak się opisuje światła na mapie, albo Tomkowi tłumaczę, dlaczego na windzie stalówkę należy układać równo i po co jest ten odrębny "rant" na bębnie, to łamię prawo, czy też nie?

I czy można liczyć, że czytelnicy okienka przyślą mi paczki, jak już mnie zamkną?

Pozdrawiam
Jacek Kijewski

_________________________________________________________________



 

Komentarze
Brak komentarzy do artykułu