TYTAN ATLANTYKU
W towarzyskich dyskusjach podczas urządzanych "garden party" - zdarzało mi się wygłaszać subiektywną (ale popartą przykładami) opinię, że Francuzów mam za dupków (pardon). To znaczy - statystycznie. Z tej nacji kpiny dozwolone. Z tej statystyki wyłamuje się przykład wyjątkowej osobowości - biologa morza i lekarza portowej stacji sanitarnej w Marsylii - doktora Alaina Bombarda. O doktorze Bombardzie dowiedziałem się w roku 1952, w którym uzyskałem egzamin dojrzałości. Dokonania Alaina ukształtowało wtedy moje widzenie świata i życia. Do dziś jest dla mnie absolutnym wzorem wizjonera, człowieka czynu, konsekwencji, odwagi, pasji oraz niewyobrażalnej dzielności.

W laboratorium z wyciskarką soku z ryb Na otwartopokładowym pontonie "L'Heretique"
.
Alain Bombard - urodził się w 1924 w Paryżu. Pracując jako lekarz portowy w Marsylii wielokrotnie miał do czynienia z akcjami ratownictwa morskiego, przeważnie kończącymi się niepowodzeniami. Nie mógł się pogodzić z niewiarygodną śmiertelnością marynarzy (90%) odnajdowanych w szalupach okrętowych nawet po trzech dobach. Bolały go regulaminy ratownicze - zalecające kończenie poszukiwań po 10 dniach.
Szukał powodów dlaczego rozbitkowie (przeważnie zawodowi marynarze) umierali tak szybko skoro w szalupach były jeszcze zapasy wody słodkiej i "żelazne porcje żywnościowe". Statystyki dawały jednoznaczną odpowiedź: ci ludzie nie potrafili pokonać zwątpienia. Dlaczego? Przede wszystkim z powodu niewiedzy, czyli braku mentalnego przygotowania do ewentualności zostania rozbitkiem.


Wiatry i prądy Trasa rejsu
.
Bombard nie poprzestał na zwracaniu uwagi administracji morskiej na celowość przeszkalania marynarzy w zakresie morskiego survivalu. Na kilku sympozjach medycznych przedstawił niemal heretycką tezę, że człowiek może przeżyć na morzu nawet wiele tygodni bez zapasu wody słodkiej i zapasów żywności. Przekonywał, że człowiekowi, który ma wiedzę i naprawdę chce przeżyć wystarczy mięso łowionych ryb, sok (nie jest słony!) z tych ryb wyciskany, oraz plakton wyławiany siatką. Co więcej - sugerował nawet, że niewielkie ilości wody morskiej rozbitkowi nie zniszczą nerek.
Nie znajdował oczekiwanego zrozumienia środowiska medyków, mimo prezentacji wyników wielu przeprowadzonych przez niego badań i eksperymentów laboratoryjnych.
Pozostał mu tylko wariant osobistego przykładu. Niesłychanie ambitnego przykładu - samotnego przedryfowania oceanu bez wody i bez żywności. Nie dla sławy, nagród, tytułów, pieniędzy, ale dla przekonania decydentów, że wiele, wiele istnień ludzkich jest do uratowania.
Pamiętajmy - rzecz dzieje się 63 lata temu. Bombard ma do dyspozycji seryjne, 3-letnie, 4 komorowe, pneumatyczne, otwartopokładowe "dinghy" z płótna gumowanego. Na rufie ponton ma deskę stanowiącą pawęż. Długość 4,6 m, szerokość 1,9 m, szerokość "kokpitu" - 90 cm.. Nijakiej kabiny, nijakich konstrukcji "przeciwwywrotkowych". Mały żagielek stabilizujący ublisko dziobu, boczne miecze, plandeka i ... wiosło (jak się później okazało do bicia ciekawskich rekinów po pyskach). Jednostka otrzymuje wszystko mówiącą nazwę "L'HERETIQUE". Alain napotyka mnóstwo przeszkód formalnych. Oczywiście - administracji morskiej (karany grzywną), policji, a nawet komandora jachtklubu - grożącego wykluczeniem z klubu tego skippera jachtu, który wyholuje ponton Bombada poza falochrony portu. Powody ponadczasowe: asekuranctwo, fałszywa troska, zazdrość.
Wyrusza z Monte Carlo 25 maja 1952 w kompanii swego przyjaciela Jacka, który towarzyszy mu przez całe Morze Śródziemne (niebieska linia na mapce). Na Atlantyk wypływa już sam (czerwona linia na mapce). Dociera do Wysp Kanaryjskich. Z Las Palmas wypływa 19 października. Bombard wędkuje z powodzeniem. Jada ryby na surowo, popija wyciskanym z ryb sokiem, na deser jada różne odmiany plaktonu. Na szkorbut nie zapada. Nieliczne sztormy większych szkód jego "L'Heretiquewi" nie wyrządzają. Pogoda ducha - dopisuje. Ma ambitny i pożyteczny cel przed oczyma. 10 listopada mija Wyspy Zielonego Przylądka, aby tuż przed Wigilią osiągnąć Barbados. Nieco ponad dwa miesiące.
To jest niebywały sukces człowieka w służbie nauki.
Ratownicy morscy, armatorzy statków - uczucia ambiwalentne.
Alain Bombard umarł w Toulonie w wieku 81 lat.
-------------------------------------
Czytelnikom SSI doradzam poszukania w "Allego" książki „Dobrowolny rozbitek” (wyd. polskie: Iskry 1958; seria: „Naokoło świata”; tłum. Tadeusz Meissner). Naprawdę warto kupić. Cena około 15 zł.
Francuskojęzycznym Czytelnikom SSI mogę polecić książkę Fernanda Nathana - "Alain Bombard - protegeons la mer"
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">Na stronie sailbook.pl natrafiłam na reprint z SSI Twojego artykułu o Alainie Bombardzie. Bardzo zaciekawiła mnie jego historia i poszukałam w internecie trochę więcej informacji o nim. Rozczarowała mnie lakoniczna wzmianka w języku polski na Wikipedia.org. Myślę że warto by było uzupełnić ich informacje w oparciu o twój artykuł i może poszerzony o informacje ze strony Żagli: <o:p></o:p></span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"><a href="mhtml:{B4BD4EA0-E404-40D0-86C5-60C4149EFA5E}mid://00000023/!x-usc:http://www.zagle.com.pl/wydarzenia/zmar-alain-bombard-lekarz-marynista-i-polityk,1_1911.html"><font color="#0000ff">http://www.zagle.com.pl/wydarzenia/zmar-alain-bombard-lekarz-marynista-i-polityk,1_1911.html</font></a> <o:p></o:p></span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">Wydaje mi się że te opracowania warte są zamieszczenia na Wikipedia.org ponieważ informacja tam zawarta jest dość skromna. <o:p></o:p></span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">Z żeglarskim pozdrowieniem oraz z najlepszymi życzeniami wielkanocnymi, <o:p></o:p></span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL">Agnieszka <o:p></o:p></span></p>
<p class="MsoNormal"><span lang="PL"><a href="mhtml:{B4BD4EA0-E404-40D0-86C5-60C4149EFA5E}mid://00000023/!x-usc:http://www.pogoria.org/"><font color="#0000ff">www.pogoria.org</font></a> <o:p></o:p></span></p>
<p>Potrzeba matką wynalazków, oby jak najmniej takich "okazji".<br />Do Agnieszki - ciocia jest redagowana przez wszystkich a więc do pracy :-) <br />Zbigniew Batiar Klimczak</p>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 10pt" class="MsoNormal"><font size="2" face="Arial">Czytając notatkę o Bombardzie nasunęło mi się parę refleksji. Przede wszystkim jak wielki był jego wkład w sposoby ratowania rozbitków. Typowy przykład, że dajemy wędkę, a nie rybę. Taka technika survivalowa oparta na naukowych podstawach. W dodatku potem wielokrotnie stosowana. Jednym z takich nieplanowanych powtórzeń była historia Marylin i Maurice Bailey opisana potem w książce „117 dni na łasce oceanu”. Właśnie 117 dni przetrwali oni mając do dyspozycji tratwę i bączek po zatonięciu ich jachtu na środku oceanu. Przetrwali dzięki woli i wierze w możliwość przeżycia żywiąc się tym, co pływało wokół nich. Nie oni jedni, albowiem od czasu do czasu słyszymy o rozbitkach, którzy radzą sobie w tym obcym środowisku przez dłuższy czas. </font></p>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 10pt" class="MsoNormal"><font size="2" face="Arial">Druga refleksja, to niesamowity wyczyn robiony wcale nie dla wyczynu i bez sponsorów. Nie można powiedzieć, że nie dla rozgłosu, bo o ten Bombardowi jak najbardziej chodziło. Nie jednak dla spopularyzowania swojego imienia, a żeby jak najwięcej ludzi wiedziało o tym, jak przetrwał. Medali żadnych nie zdobył, choć w końcu przyznano mu Legię Honorową.</font></p>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 10pt" class="MsoNormal"><font size="2" face="Arial">Trzecia refleksja dotyczy naszego sposobu żeglowania. Wszystko jedno, czy jest to rejs dookoła świata, czy wycieczka po Bałtyku najczęściej wygląda to bardzo podobnie. Oglądamy widoki, zaliczamy lokalną knajpkę i pędzimy dalej gonieni terminami czy to zawodowymi, czy wynikającymi z warunków klimatycznych. Zapodziała się gdzieś ciekawość świata, poznawanie ludzi, innych kultur. Przecież można żeglować po coś, starać się wejść w bliższy kontakt z odwiedzanymi społecznościami. Jednym z takich przykładów jest współpraca z fundacją Oceans Watch (</font><a href="mhtml:{B4BD4EA0-E404-40D0-86C5-60C4149EFA5E}mid://00000022/!x-usc:http://www.oceanswatch.org/"><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">http://www.oceanswatch.org/</font></a><font size="2" face="Arial">). Fundacja organizuje, między innymi, monitoring raf koralowych na Pacyfiku czy pomoc wyspiarskim społecznościom, a jacht jest znakomitym środkiem transportu ułatwiającym dotarcie do najdalej położonych wysepek Oceanu Spokojnego. Innym przykładem niech będzie pomoc w zbieraniu danych o zanieczyszczeniu mikroplastikiem podczas ostatniego Atlantic Rally for Cruisers (ARC). Jednym słowem, bądźmy kreatywni w naszych rejsach!</font></p>
</div>
<p>Czasy się zmieniają i to radykalnie. Coraz więcej ludzi traktuje żeglarstwo jako jeden z sposobów zwiedzania świata i wypoczynku a wtedy sięga się dalej niż port.<br />Jest lepiej i idzie ku lepszemu, cieszmy się.<br />Z pięknego Buska-Zdroju pozdrawia<br />Zbigniew Batiar Klimczak</p>
<div>Do listy lektur obowiązkowych, którą podajesz chciałbym dorzucić jeszcze dwie książeczki, które z pewnością mógłbym umieścić wśród 10 najważniejszych i najbardziej wciągających, jakie przeczytałem. </div>
<div>Pierwsza, to “<strong>117 dni na łasce oceanu”</strong> napisana przez <strong>Maurice i Maralyn Bailey</strong>. Jest to świetnie napisany dziennik walki o przetrwanie, która zaczęła się z chwilą katastrofy jachtu: podczas małżeńskiego rejsu z Wielkiej Brytanii do Nowej Zelandii, kilka dni po opuszczeniu Kanału Panamskiego. Ich jacht tonie w najbardziej nieprawdopodobnych okolicznościach: zostaje zaatakowany przez wieloryba, który wielokrotnie nawraca, aby dokończyć działa zniszczenia. Małżonkowie mają niespełna godzinę, aby przenieść to co można do tratwy ratunkowej i dodatkowo do pontonu. Dokumentują na fotografiach jak ich jacht, z żaglami na maszcie, coraz bardziej pogrąża się w toni. Dalej jest tak jak u Bombarda. Łowią ryby i – jeśli się trafią – żółwie. Wyciskają z nich sok, zjadają wnętrzności i rybie oczy, które zresztą po jakimś czasie wydają im się właśnie najsmaczniejsze. Najważniejsze jednak, że się nie poddają. Najpierw wiosłują, próbując nie dać się prądom morskim, które usiłują małżonków zabrać na pełny ocean tam, gdzie niemal nikt i nigdy nie pływa. Gdy okazuje się, że wiosłowanie nie przynosi efektu po prostu zdobywają żywność, łatają nieustannie przecierającą się tratwę, planują kolejne podróże i projektują nowy jacht...</div>
<div></div>
<div>Drugą jest <strong>“Opowieść rozbitka”</strong> <strong>Gabriela Garcii Marqueza</strong>, podczas czytania której cały czas myślałem o tym, o czym piszesz Ty: <em>czemuż on, ten rozbitek, nie znał ustaleń Bombarda.</em> Pełny tytuł: <font face="Times New Roman">"<em>Opowieść rozbitka, który dziesięć dni dryfował na tratwie bez jedzenia i picia, był ogłoszony bohaterem narodowym, całowany przez królowe piękności, obsypany złotem przez agencje reklamowe, a potem znienawidzony przez władze i zapomniany na zawsze",</em> jest równie intrygujący jak treść. </font></div>
<div><strong>Pokazuje też, że nie mniej niebezpiecznie bywa już po cudownym ocaleniu, na lądzie.</strong></div>
<div></div>
<div>Żyj wiecznie!</div>
<div>Lech </div>
<h1 style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt"><font size="2" face="Arial"></font></h1>
<p style="TEXT-ALIGN: justify; MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoNormal"><o:p><font size="2" face="Arial"></font></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify; MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoNormal"><font size="2" face="Arial">Szóstego paździenika 1952 roku, po pięćdziesięciu dniach samotnej żeglugi na Atlantyku Allain Bombard postanawił spisać testament. </font></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify; MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoNormal"><font size="2" face="Arial">Pisze w dzienniku pokładowym kilka osobistych dyspozycji oraz zdanie: <em>„Chcę powiedzieć, że moje doświadczenie jest ważne dla przetrwania na morzu przez pięćdziesiąt dni. Niezależnie od tego, że jestem w końcu martwy, rozbitkowie nie powinni tracić nadziei</em>.” Następnie układa się na dnie łodzi, między komorami, i pod pionowo świecącym słońcem oczekuje śmierci.</font></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify; MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoNormal"><font size="2" face="Arial">„<em>Nie mogłem dłużej”</em> wspominał później, „<em>słońce mnie łamało, dziąsła mi krwawiły, puls spadł do dziesięciu. Wtedy umrzeć wydawało mi się łatwe – zasypia się i człowiek więcej się nie budzi.” </em></font></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify; MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoNormal"><font size="2" face="Arial"><em>„To trwało tak z pół godziny”</em> opowiadał Bombard „<em>a potem zacząłem się śmiać. Wyobraziłem sobie, że wyląduję gdzieś na plaży - martwy, zostawiając rady jak przetrwać - i nie umrzeć !”</em></font></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify; MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoNormal"><o:p><font size="2" face="Arial"><em></em></font></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify; MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoNormal"><font size="2" face="Arial">Niby wszystko było wiadomo i było jasne czemu morze zbiera tak obfite żniwo wśród rozbitków - uważano, że rozbitkowie umierali bo na łodziach ratunkowych nie było wystarczających zapasów słodkiej wody oraz żywności, zatem zabójcze było pragnienie i głód. Sprawa picia wody morskiej była wówczas jednoznacznie ustalona: nie wolno pić wody morskiej bo to prowadzi do szaleństwa i niewydolności wątroby; we flotach wojennych, a za ich przykładem, w marynarkach handlowych obowiązywał sławny zakaz picia wody morskiej przez rozbitków. Wpajane marynarzom na wypadek katastrofy reguły postępowania nie dopuszczały innych poglądów, a zatem inne poglądy oficjalnie nie istniały. </font></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify; MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoNormal"><o:p><font size="2" face="Arial"></font></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify; MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoNormal"><font size="2" face="Arial">Aż tu nagle jakiś nieznany, młody lekarz zatrudniony jako badacz w Instytucie Oceanograficznym w Monaco głosi - że rozbitkowie umierają przede wszystkim - nie z braku wody i żywności ale z braku wiary w możliwość ocalenia, że „zabija ich strach i poczucie beznadziejności”. Zaczyna interesować się sprawami przeżycia rozbitków, bada skład wody morskiej, zachowania ludzi którzy przeżyli katastrofę statku. Nurtuje go pytanie - czemu rozbitkowie umierają po zaledwie kilku dniach dryfowania na sprawnej, zdolnej nie tylko do utrzymania się na wodzie ale i do żeglowania szalupie, na której jest woda pitna i żywność.</font></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify; MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoNormal"><o:p><font size="2" face="Arial"></font></o:p></p>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoBodyText"><font size="2" face="Arial">Urodzony w Paryżu, Allain Bombard, zetknął się z morzem podczas wakacji spędzanych w Bretanii i zaczął żeglować. Po studiach trafił do szpitala miejskiego w Boulogne-sur-Mer w departamencie Pas-de-Calais. Kiedy przywieziono tam zwłoki dwudziestu jeden rybaków z trawlera, który zatonął na Kanale <st1:personname productid="La Manche" w:st="on">La Manche</st1:personname> - Bombard zetknął się naocznie z tragedią katastrofy morskiej. To zdarzenie odmieniło na zawsze jego życie, spowodowało zainteresowanie szansami przeżycia rozbitków i powiększeniem tych szans. Bada wpływ zmęczenia na odporność organizmu, dużo pływa wpław u wybrzeży Bretanii, zajmuje się łodziami pneumatycznymi. </font></p>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoBodyText"><font size="2" face="Arial">Myśli o tym, co powinien zrobić rozbitek, znajdujący się na tratwie czy łodzi ratunkowej bez zapasów<span style="mso-spacerun: yes"> </span>wody i żywności, nade wszystko - jak poradzić sobie ze sprawą wody. Dochodzi do fundamentalnego wniosku, że picie wody morskiej w ilości do około jednego litra dziennie nie tylko nie zagraża życiu ale pozwala długo przetrwać, zwłaszcza jeśli zbiera się deszczówkę, nawet zasoloną i pije sok, wyciskany ze złowionych ryb.</font></p>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoBodyText"><o:p><font size="2" face="Arial"></font></o:p></p>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoBodyText"><font size="2" face="Arial">Szybko jednak orientuje się, że jego poglądy na ratowanie rozbitków do nikogo nie trafiają i żadnej dyskusji o zmianie metod ratownictwa nie będzie. A więc postanawia własnym przykładem wykazać, że jego rozumowanie jest słuszne. W towarzystwie ochotnika Jacka Palmera wychodzi latem 1952 roku z Monte Carlo na otwartej łodzi, a raczej potonie Zodiac, o długości czterech i pół i szerokości niespełna dwóch metrów, z małym żagielkiem i bocznymi mieczami. Mają wiosła, sławną dziś wyciskarkę do owoców (dobrze widoczną na fotografii w głównym artykule Jerzego Kulińskiego), siatki do planktonu, plandekę, sekstant, kilka map, parę książek i dużo, dużo nadziei. Łódka nosi nazwę „L’Hérétique”.</font></p>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoBodyText"><o:p><font size="2" face="Arial"></font></o:p></p>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoBodyText"><font size="2" face="Arial">W Tangerze Jack Palmer ma dość i rezygnuje z rejsu. Bombard niezrażony, staruje z Las Palmas i samotnie wypuszcza się na Atlantyk. Po sześćdziesięciu czterech dniach żeglugi ląduje na wyspie Barbados, osłabiony, wyczerpany i bardzo wychudzony, ale cały i żywy. </font></p>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoBodyText"><font size="2"><font face="Arial">Nie tylko sam rejs, ale skrupulatnie prowadzone dzień po dniu badania naukowe i notatki czynią go sławnym na całym świecie, o czym wyżej napisał Gospodarz SSI.<span style="mso-spacerun: yes"> </span></font></font></p>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoBodyText"><o:p><font size="2" face="Arial"></font></o:p></p>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoBodyText"><font size="2" face="Arial">Sławny żeglarz Gerard d’Aboville mówił o wyczynie Bombarda tak: <em>„on rozumiał, że nadzieja jest najważniejsza aby przeżyć na morzu. I tego dowiódł. Dla pokoleń żeglarzy amatorów i zaprawionych marynarzy Allain Bombard będzie referencją”.</em></font></p>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoBodyText"><font size="2" face="Arial">A tak mówił o szkoleniu: <em>„W latach pięćdziesiątych szkolono żeglarzy, że w razie wypadku powinni sobie radzić, aby osiągnąć ziemię. Dzisiaj uczy się ich, że w takiej sytuacji należy nacisnąć guzik bojki EPIRB”.</em></font></p>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoBodyText"><o:p><font size="2" face="Arial"></font></o:p></p>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoBodyText"><font size="2" face="Arial">Kiedy w 2002 zbliżała się pięćdziesiąta rocznica wielkiego rejsu doktora Bombarda – Gérard d’Aboville usiłował zmobilizować media i prasę wokół tematu półwiecza wielkiej epopei L’Hérétique” – ale, jak relacjonuje, „<em>to nikogo już nie obchodziło. Nikt się tym nie interesował i nikt nie chciał o tym słuchać. A przecież Bombard był niezrównanym gawędziarzem i potrafił opowiadać”.</em></font></p>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoBodyText"><o:p><font size="2" face="Arial"></font></o:p></p>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoBodyText"><font size="2" face="Arial">Bombard był, o czym znacznie mniej się pisze, jednym z prekursorów prawdziwych, rzeczywistych działań proekologicznych. Związany z Prowansją i Morzem Śródziemnym wspierał autorytetem protest przeciw budowie rurociągu ścieków z huty aluminium Pechiney w Gardanne, znanych jako „czerwone błota” i trujących okolice Cassis. </font></p>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoBodyText"><o:p><font size="2" face="Arial"></font></o:p></p>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoBodyText"><font size="2" face="Arial">Miał także przygodę polityczną: miesiąc - od 22 maja do 23 czerwca 1981 był sekretarzem stanu w Ministerstwie Środowiska, w rządzie premiera Pierre Mauroy. Ponieważ „<em>mówił co myślał</em>”, było oczywiste, że „<em>nie mógł dłużej pozostawać na tym stanowisku</em>”. Skala europejska służyła mu lepiej jako trybuna - były paryżanin został mieszkańcem departamentu Var, i<span style="mso-spacerun: yes"> </span>był w latach 1981 – 1994 deputowanym europejskim, który – jak mówi cytowany Gerard d’Aboville – „<em>miał naprawdę istotne rzeczy do powiedzenia”.</em></font></p>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoBodyText"><o:p><font size="2" face="Arial"></font></o:p></p>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoBodyText"><font size="2" face="Arial">Oprócz jedynej przełożonej na polski książki „Dobrowolny rozbitek” - „ Naufrage volontaire” i<span style="mso-spacerun: yes"> </span>„Histoire du Naufrage Volontaire” (1953), Bombard napisał: „La derniére exploration” (1974), „Les grands Navigateurs” 1976, „Protegéons la mer” (wspólnie z Charlesem Paolinim -1977), „Au-delá de l’horizon” 1978, „<st1:personname productid="la Mer" w:st="on">la Mer</st1:personname> et l’Homme” (1980), „Aventurier de <st1:personname productid="la Mer" w:st="on">la Mer</st1:personname>” (1998), Testament pour l’Océan (2001). Bombard był żonaty i miał pięcioro dzieci. Był kawalerem orderów Legii Honorowej oraz Mérite Maritime. </font></p>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoBodyText"><o:p><font size="2" face="Arial"></font></o:p></p>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoBodyText"><font size="2" face="Arial">Tomasz Piasecki</font></p>
</div>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 10pt" class="MsoNormal"><font size="3" face="Calibri">W lutym 1942 roku z lotniskowca USS „Enterprise” wystartował samolot, który po akcji nie powrócił do bazy. Uszkodzony i bez paliwa wodował na Oceanie Spokojnym. Trójka lotników przesiadła się na żółtą, gumowaną dinghy wielkości 1,2 x 2,4 m. Nie mieli ze sobą praktycznie nic poza podstawowymi narzędziami. Dopiero po 34 dniach wylądowali na atolu Pukapuka w Archipelagu Cooka. Przetrwali dzięki wielkiej woli walki żywiąc się tym, co udało im się upolować z ich niewielkiej tratwy. Z tej przygody powstała książka The Raft (Tratwa) napisana przez Roberta Trumbulla. Nie jest to może literatura najwyższych lotów, ale dokumentuje niezwykłe wydarzenie. Być może było to jedną z inspiracji dla Bombarda.</font></p>