MALTA i DOOKOŁA ADRIATYKU
Tegoroczny rejs Iwony i Marka Tarczyńskich kończy siedmioletni cykl odwiedzin portów schengeńskich na małym jachcie "Cerberyna Mila 3".
O poprzednich rejsach czytaliście w SSI (okienko "szukaj" na stronie tytułowej).
Warto przypomnieć Nagrodę "ZAGLI" w 2013, Wielką Dębową Nagrodę SAJ w 2016, rejsy na Wyspy Owcze, Szetlandy, do Oslo, do Tallina, perygrynacje Renem ...
Prawdziwy sens turystyki jachtowej.
Gratulacje !
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
.
---------------------------------------------------------------------------------
.

REJS NA MALTĘ I DOOKOŁA ADRIATYKU
25.06 – 9.08.2016
Tegoroczny rejs zakończył nasz żeglarski program, Nurtem Schengen, który realizowaliśmy przez ostatnie 7 lat. Do zdobycia mieliśmy jeszcze bandery Słowenii i Malty.
Załoga: Iwona i Marek Tarczyńscy, tym razem bez suczki Mili, która wcześniej pożegnała ten świat.
Jacht: "Cerberyna – Mila 3", z 1975 r., typ Supero 800, z silnikiem stacjonarnym Yanmar 3YM20, dł. 8 m, szer. 2,70, wyporność 2,8 t, zan. 1,4 m, slup 36 m2.
Jacht z Polski został przewieziony drogą lądową do portu Koper w Słowenii.

Rejs rozpoczęliśmy 25.06, z KOPER na wyspę CERTOSA, położoną w archipelagu Wenecji. Dystans 85 Mm przez Zatokę Wenecką dało się pokonać w 17 godzin. Cały następny dzień to zwiedzanie historycznego centrum WENECJI.
Rano ruszamy do Ancony, z postojami w portach: GARIBALDI, RAVENNA, PESARO. Północno – zachodnie wody Adriatyku to trudny akwen, zwłaszcza przy ograniczonej widoczności. Przybrzeże zastawione całymi koloniami łapek na kraby i innych urządzeń rybackich. Dalej linia wież wiertniczych, później wenecki traffic tor i w centralnej części morza wielkie enklawy instalacji wydobywczych i przesyłowych ropy i gazu. Kiedy cała ta struktura zaczyna o zmierzchu „świecić” żeglarzowi robi się bardzo niekomfortowo. W związku z tym staramy się pływać od świtu do zmierzchu.
30.06, przy słabym wietrze z SE, docieramy do ANCONY. Marina wielka, nowoczesna, na 1000 stanowisk. Rano odbijamy do uroczego SAN BENEDETTO (wiatr z SE i S, 3 - 4B). Wieczorem w miasteczku deptaki pełne, sklepy otwarte, restauracje i bary oblężone.
Następnie przez PESCARĘ, TERMOLI i VIESTE, po cięciwie zatoki Golfo di Manfredonia, dopływamy do BARI.
Żeglowanie na południowo – zachodnim Adriatyku, mimo silnego wiatru i wysokiej fali, jest przyjemniejsze. Nie ma tu takiej ilości wież wiertniczych, pojawił się prąd brzegowy, biegnący na południe do cieśniny Otranto. W Bari cumowaliśmy w Uniwersyteckim Centrum Sportu. Jak dotąd jest tu najniższa opłata, 15 E/noc, podczas gdy standard to 30 - 35 E. W Bari pierwsze kroki kierujemy do bazyliki San Nicolo, gdzie znajduje się w głównym ołtarzu sarkofag królowej Bony Sforzy. W mieście zachwycają nie tylko zabytkowe budowle, ale także parki i ogrody.
Z Bari płyniemy do BRINDISI, cały czas z wiatrem z NE, do 5B. W czasie II wojny światowej Brindisi był ważnym portem dla aliantów, walczących na Półwyspie Apenińskim, w tym dla naszego II Korpusu.
Rano, przy wietrze z NE, 3 - 4B, płyniemy do portu OTRANTO. Nocujemy na portowym kotwicowisku, na wprost otwartego morza. O świcie, wymęczeni nocną huśtawką, ruszyliśmy, naokoło obcasa włoskiego buta, do naszej ulubionej sprzed 6 laty mariny SANTA MARIA di LEUCA, leżącej już na Morzu Jońskim, od strony Zatoki Tarenckiej. Zatokę przechodzimy ostrym bajdewindem, na pełnych żaglach, do portu CROTONE, Całą szerokość zatoki, ok. 70 Mm, pokonaliśmy w nieco ponad 15 godzin.
Z Crotone bierzemy kurs na Sycylię przez porty: LE CASTELLA (za półwyspem Rizutto spotykamy jacht, wrzucony na skały – dziób głęboko w wodzie, rufa zaczepiona na skale, łopoczące resztki żagli; widok przejmujący), ROCELLA IONICA, do którego płynęliśmy po cięciwie zatoki Golfo di Squillace i REGGIO di CALABRIA.
Z Reggio, przecinając Cieśninę Messyńską, przeszliśmy, na SYCYLIĘ. Około. 1330 uderzył szkwał spadowy z N. Fale przekroczyły 4 m. Widać było, że wielki wpływ na charakter wiatru ma tu potężny masyw Etny. Wieczorem, przy wciąż tężejącym wietrze, stanęliśmy w porcie CATANIA. To był początek sztormu, bo następnego dnia (15.07) wiało z S, z siłą 28 w, w porywach do 35 w.
Gdy przycichł wiatr, popłynęliśmy po cięciwie Zatoki Katańskiej i Zatoki Augusta, do SYRAKUZ, miasta, pamiętnego śmiercią Archimedesa. W drodze na Maltę cumowaliśmy jeszcze w sycylijskim porcie MARZAMEMI.
Następnie, mijając Port Palo na południowo – wschodnim cyplu Sycylii, 18.07. ruszyliśmy przez Cieśninę Maltańską do Valetty. W czasie całego przebiegu ok. 66 Mm osiągnęliśmy średnią szybkość 5,5 w. Przed wieczorem byliśmy już w Creek Msida Marinie, położonej w centrum stolicy Malty - VALECCIE (1 noc 42,80E).
.

W paru punktach Valetty znajduje się audiowizualna prezentacja „Malta 5D”, pokazująca historię Malty oraz jej sąsiednich wysp, Gozo i Comino. W Ogrodzie Pamięci sfotografowaliśmy polski akcent: w 1942 r. niszczyciel „Kujawiak” natknął się na minę i w pobliżu Malty zatonął. Zginęło 13 marynarzy. W Saluting Battery żołnierz codziennie oddaje z armaty o 12.00 i 16.00 salut na cześć poległych w wojnach.
20.07. rozpoczęliśmy drogę powrotną na Adriatyk, do Słowenii. Po raz drugi stanęliśmy w Marzamemi, Syrakuzach, Rocella Ionica, Crotone, Santa Maria di Leuca, Otranto. Odcinek z Syrakuz do Rocella Ionica (98 Mm) pokonaliśmy w znakomitym czasie 20 godzin, przy zmiennym wietrze, najpierw z NW, potem z SE i SW. Pracy z żaglami było ogromnie wiele. Całą drogę, z Valetty do Otranto, Marek poświęcał się rozpracowywaniu trasy Odyseusza, wiodącej z wyspy bogini Calipso do kraju Feaków, czyli, jak sądzimy, z Malty do greckiej wyspy Korfu.
W porcie Otranto przeszliśmy szczegółową i surową kontrolę Guardii Costierra, która odprawiała nas do Albanii i wystawiła dokument Raportino Di Arrivo nr 135/16. Okazało się, że sterniczy patent Iwony, która prowadzi sprawy portowe, nie wystarczał i trzeba było odszukać kapitański patent Marka, chociaż w rubryce Patente Nautica widnieje zapis Master/Skipper. Potraktowaliśmy to jako przykład czujności migracyjnej. Natomiast w zupełności zadawalające było ubezpieczenie jachtu na kwotę 50 tys. PLN, którą potem zakwestionowano w Czarnogórze.
Z Otranto przeprawiliśmy się na bałkański brzeg Adriatyku, do portu VLORE. Płynęliśmy szybko w dużych przechyłach, 4 - 5B z NW, pokonując 50 milowy dystans w 11 godzin. Port Vlore w starym, komunistycznym stylu. Kurz, brud. Świadczeń żadnych. Opłata przez agenta 70E, w tym 50 E stała opłata portowa i 20E za postój jachtu. Po sprawdzeniu dokumentów dostaliśmy przepustkę do portu DURRES. Tu historia się powtarza: agent, kontrola, postój 70E i przepustka do portu Bar w Czarnogórze.
Do Baru szliśmy po cięciwie zatoki Pellg i Drinit, przy wietrze z SE, 3 - 4B. W porcie BAR nie otrzymaliśmy winiety, bo ustawowe ubezpieczenie jachtu wynosi tu 800 tys. E. Ponieważ nie chcieliśmy się zgodzić na doubezpieczenie jachtu do tej astronomicznej kwoty, musieliśmy opuścić szybko Czarnogórę, co uczyniliśmy następnego dnia rano.
Do Chorwacji płynęliśmy na samym silniku. Upał wielki. 30.07. weszliśmy do mariny ACI (Adriatic Croatia International) w DUBROWNIKU. Wykupiliśmy winietę na 8 dni za 460 KUN (7,5 KUN=1E). Nazajutrz pojechaliśmy autobusem zwiedzać centrum miasta (1 bilet 15 KUN). Z Dubrownika wybraliśmy trasę na wyspę KORCULA. Niektórzy badacze uważają, że to właśnie na tej wyspie znajdowała się siedziba bogini Calipso i tu przebywał u niej Odyseusz. Wyspa urocza, ale wersja o pobycie Odyseusza nie trafiła do naszego przekonania.
Żeglując do Trogiru wzdłuż sławnej wyspy Hvar (wiatr z SE, 3 - 4B) i obserwując wielki ruch jachtów, doszliśmy do wniosku, że Chorwacja to dziś Mazury Europy, ze wszystkimi konsekwencjami. Po przejściu cieśniny między wyspami Brač i Solta, uderzył wiatr z NW, o sile 5 - 6B, toteż ostatnie 12 Mm forsowaliśmy 5 godzin, nim stanęliśmy w marinie ACI w TROGIRZE. Nigdzie w Chorwacji nie spotkaliśmy tylu Polaków, co w tym historycznym mieście.
Z Trogiru, przez porciki ŻIRJE i BRBINJ na wyspie DUGI OTOK, popłynęliśmy na wyspę LOŜINJ, gdzie stanęliśmy na kotwicowisku w zatoce ČIKAT. Zatoka była płytka i otwarta, toteż o 1800, w związku z tężejącym wiatrem od strony morza, zdecydowaliśmy się przejść do mariny MALI LOŜINJ, położonej nieco dalej i dobrze osłoniętej. Byliśmy tam o 2000, akurat, gdy zaczęła się burza z ulewnym deszczem. Pospiesznie przycumowaliśmy dziobem przy starym, betonowym pirsie, pełnym zardzewiałego żelastwa. Deszcz lał jak z cebra. Po ½ godzinie dmuchnęło 34 w na dopychanie. Pod naporem wiatru kotwica zaczęła puszczać i łódka niebezpiecznie zbliżała się do betonu. Wybieranie liny kotwicznej niewiele pomagało. Trzeba było zapalać silnik i odchodzić na wodę, bo do rana rozbiłoby nam jacht. Wyszliśmy wstecznym na pełną zatokę. Była godz. 2200, lał deszcz, biły pioruny, szalał wiatr. Z trudem podeszliśmy do oświetlonej stacji benzynowej, na zawietrznym brzegu. O 2400, wiatr nieco przycichł i ustał deszcz, więc przecumowaliśmy się na nabrzeże miejskie. Adriatyk pokazał pazur.
W sobotę, 6.08, zostawiając po lewej burcie wyspę Susak, ruszyliśmy na cypel Półwyspu Istria. Z NE zerwał się tak silny wiatr, że na wysokości Vele Srakane musieliśmy zawracać. To sztorm. Stajemy na kotwicowisku, przy płd. – zach. cyplu Čunski. W nocy i następnego dnia wieje 30 -35 w. Cały czas czuwamy, bo dookoła skały, a w oczach mamy jacht roztrzaskany za cyplem Rizutto.
Wreszcie w poniedziałek, płyniemy na Półwysep Istria. W Kvarnerze siła wiatru wzrosła do 5B, wypiętrzyły się wysokie fale, idące od zatoki rijeckiej. Wokół pełno jachtów. Wszystko, co stało w portach w czasie 2-dniowego sztormu, wysypało się teraz na morze. Cumujemy w głębokiej zatoce, w marinie ACI PULA.
We wtorek, 9.08 - ostatni odcinek rejsu, z Puli do Koper w Słowenii. Do mariny Koper wpływamy po południu z silnym wiatrem i stajemy na tym samym miejscu, z którego 25 czerwca rozpoczynaliśmy rejs.
Rejs trwał 46 dni, przepłynęliśmy blisko 2 tys. Mm (1908).
Odwiedziliśmy 6 państw: Słowenię, Włochy, Maltę, Albanię, Czarnogórę, Chorwację.
Cumowaliśmy w 39 portach, z tego w 7 portach dwa razy
Poznaliśmy całą atrakcyjność apenińskiego i bałkańskiego Adriatyku.
Zamknęliśmy realizację projektu Nurtem Schengen. Tegoroczny rejs, wg sugestii Wojtka Skóry, nazwaliśmy Koroną Schengen.
Bardziej szczegółową relację z rejsu i prezentację zdjęć zamieścimy na stronie Jacht Klubu Politechniki Warszawskiej (www.jkpwwolica.waw.pl )
Iwona i Marek Tarczyńscy
Komentarze
Brak komentarzy do artykułu