KANIKUŁOWE ROZMYŚLANIA O ŻEGLARSTWIE
Świat się zmienia – ilościowo i jakościowo. Także żeglarstwo, no bo czemu by się miało nie zmieniać? Kiedyś lubiłem

jeździć samochodem a teraz zadowala mnie jeżdżenie rowerem elektrycznym. Głównie z powodu możliwości

korzystania ze ścieżek rowerowych. Kiedyś na półtorakilometrowej długości ulicy Klonowicza w Gdańsku był jeden

samochód – mój. Bywało kiedyś że w małych porcikach szwedzkich – cumował jeden jacht zagraniczny – mój.

To były piękne lata. To se ne vrati pane Havranek. I dlatego z podziwem przyglądam się bałtyckim peregrynacjom

emeryta Colonela. To tak wygląda jakby chciał kijkiem bieg rzeki Wisły zawrócić. Sowieci też kiedyś czegoś takiego

próbowali. Przeczytajcie też komentarz podnewsowy Tomasza Konnaka pod poprzednim newsem.

A Gienek Ziółkowski się zadumał nad marnościami nowych czasów.

Codziennie raniutko odpalam komputer z nadzieją przeczytania, że taki jeden właśnie odwalił kitę.

Takie wydarzonko, który wywoła efekt domina.

To by była jakaś iskierka nadziei, że nie wszystko jeszcze przepadło. Mściwy jestem. Wiem. Przepraszam.

Żyjcie wiecznie !

Don Jorge

---------------------------------------------------

Drogi Jurku,

Na wstępie chciałbym Cię bardzo przeprosić za milczenie i brak informacji o powodach takiego zachowania.

1. Środowisko żeglarskie

W mojej skromnej ocenie dzisiejsze tak zwane „środowisko żeglarskie” A.D. 2019 przybrało nieświadomie formę grupy rekonstrukcyjnej, bliżej nieokreślonej grupy społecznej, spędzającej wolny czas na wodzie słodkiej lub słonej. Grupa ta nakręca się sama, dyskutując na t.zw. „forach” o bardzo zróżnicowanym poziomie intelektualnym.

Wokół kwitnie jak w większości krajów europejskich turystyka wodna, która bez potrzeby hołubienia tradycji żeglarskiej – której tak naprawdę nigdy w Polsce nie było.

Ludzie dla przyjemności, prestiżu, czy też z powodu innych czasami trudnych do zdefiniowania pobudek, kupują jachty lub czarterują i pływają po wodzie słodkiej, lub słonej. „Środowisko żeglarskie” patrzy na takie żeglowanie krytycznie, ogłasza wszem i wobec, upadek tradycji (jakiej ?) a samo traci zdolność samooceny.

Dowodem wprost moich powyższych opinii, sa wszelkiego rodzaju uroczystości „ku czci”, „jubileuszowe”, „nagradzające”. Średnia wieku uczestników wciąż rośnie (pomimo obecności wnuczek pilnujących dziadków), a ilość maleje z powodów „naturalnych

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.


2. Działalność na rzecz środowiska żeglarskiego

PZŻ w ostatnich latach przeszedł lifting kadrowo-ideologiczny. W efekcie zajął się tym, czym powinien – żeglarstwem sportowym. Niestety pokusa zwiększonych dochodów wzięła górę nad rozsądkiem i „świstaki” zapakowały w sreberka ze skrótem POL, tratwy z bilbordami.

Inne społeczne organizacje próbują reprezentować szeregowych żeglarzy w likwidacji drobnych lub większych „upierdliwości administracyjnych”. Skutek żaden z powodu zaniechania procedur konsultacyjnych, a opiniowanie czegokolwiek tak naprawdę legitymizuje bezprawie. Wiem, wiem, że kropla drąży skałę. Skałę drąży, drążyła nawet beton, ale jest bezsilna, wpadając do coraz większe beczki wazeliny.

Inne powody mają charakter bardziej polityczny i nie ma co "bić pianę" z tego powodu.

.

.

Drogi Jurku, pozostały mi tylko wspomnienia czasów, kiedy byliśmy młodzi, a każde marzenie było do zrealizowania.

 

Żyj wiecznie

Gienek

 

Komentarze
Brak komentarzy do artykułu