PRZEORANIE SZWECJI

Newsy Eugeniusza Moczydłowskiego kojarzą mi się z wierszykiem Boya o malarzu który chciał tylko od Stefanię. W odróżnieniu – newsy Marka Popiela przywołują mi ludowe przysłowie o kogucie, który nie przebiera. Tym razem wybrał Kanał Gota. Imponująca budowla hydrotechniczna, którą Szwedzi w 1832 roku przeorali swój kraj od Bałtyku do Bałtyku. Sam Kanał, nie ;licząc jezior ma 190,5 km długości a 58 śluz umożliwiają pokonać różnice poziomów wody – 91,8m.  Piękne widoki i atrakcyjne konstrukcje – na przykład kiedy widzicie jak statki przepływają nad jachtami.

Niesłychanie atrakcyjny cel turystycznego rejsu.

Polecam.

Żyjcie wiecznie!

Don Jorge

=====================================

 START Z SZTOKHOLMU
Po dokuczliwych nieporozumieniach w Gdańsku docieramy w piątek wczesnym popołudniem
do Sztokholmu. Mariusz zwany Mirkiem dotarł wcześniej i zdążył już odebrać techniczny instruktaż
od Mariusza – armatora. W sobotę dociera reszta Załogi. Wyprawa na zakupy prowiantowe podział
na wachty etc – rutyna. W niedzielę o 0900 ruszamy wzbudzając wśród sąsiadów zainteresowanie
eleganckim odejściem na zewnętrznej cumie rufowej.


.
Poniedziałek.
Przedzieramy się krętym labiruntem pomiędzy wyspami i nawet odaje nam się na chwilę
postawić genuę, ale kręty kanał i obfitość przeszkadzajek nie pozwalają się nią długo cieszyć.
Ostatecznie po dziesięciu godznach motorkowania i przepłynięciu ca 41 mil rzucamy kotwicę w
zawczasu wypatrzonym zakamarku za wysepką Grubbholmen. Spokojna noc na kotwicy.


.
Wtorek
Świtkiem, po porannej kawie ruszamy z Rafałem - nie czekając na przeciągającą się resztę
Załogi. Długi slalom gigant pomiędzy szkierami by wreszcie po 21 i przepłynięciu 74 mil dotrzeć do
Mem gdzie zaczyna się właściwy Kanał Gota – główny cel naszej podróży.

.
Środa
Kanał ożywa dopiero od dziewiątej rano i o takiej porze pokonujemy pierwszą śluzę. Potem
następną i następną i w kolejnej starter odmawia współpracy. Śluzy obsługują młodzi ludzie na
zasadzie wakacyjnej pracy i obsługujący naszą patrzy z przerażeniem na ciężkiego zawalidrogę.
Ostatecznie udaje się wyholować siłami załogi jacht ze śluzy do najbliższej poczkajki i przystąpić do
ratowania sytuacji. Problem wynika z faktu, że alternator nie ładuje obu akumulatorów, ale tylko
wybrany, a właśnie wybrany był hotelowy. Szaman podpowiada wymyślny sposób lewą ręką do
prawego ucha. Zasilana z hotelowego akumulatora przetwornica zostaje podłączena do zewnętrznego
gniazda ładowania i teraz ładuje obydwa akumulatory. Oczywiście głównie ten bardziej rozładowany.
Po godzinie próba odpalenia silnika udaje się. Teraz już skrupulatnie ładowany jest akumulator
rozruchowy. Ostatecznie, po pokonaniu jeszcze kilku śluz i jeziorz Asplagen docieramy do Norsholm,  ale
nie chcąc czekać rano na otwarcie wyjściowej kaskady i mostu, wykorzystujemy ostatnie otwarcie i
cumujemy w wyjsciu hanału na jezioro Roxem w dość spartańskich warunkach, W sumie 12 mil i
ponad 7 godzin wliczając przeprawę z akumulatorem.

.
Czwartek
15 mil żeglugi wzdłuż jeziora Roxen. Bardzo malowniczo, ale oczywście wiatr w oczy. Czas
goni więc nie mamy go dość by poćwiczyć halsowanie. Na końcu jeziora zaczyna się kaskada śluz
plus niewielkie jezioro do Borensbergu nad jeziorem Boren. Ten odcinek to kolejne 25 mil.

.
Piątek
Krótki postój na zakupy prowiantoe w Motala i ruszamy na wielkie i gębokie jezioro Vattern.
Wiatr tradycyjnie w oczy, a na halsowanie nie ma czasu. Późnym popołudniem docieramy do
Karlsborga na zachodnim brzegu jeziora nawijając kolene nieco ponad 19 mil.

Akwedukt - statki nad samochodami (Wikipedia).

.

.
Sobota
Gdy tylko śluzy zaczynają działać ruszamy w drogę w kierunku jeziorz Viken. Ma ono kształt
pohylonej krokwi, a skoro wiatr wieje z NW to „za rogiem” powinno dać się pożeglować ale nie, nie
z nami takie numery. Za zakrętem jeziora wiatr posłusznie odkręca na SW. i koniec marzeń. To
jezioro stanowi najwyższy punkt naszej podróży który wynosi 98,1 m npm.

.

Niedziela
Ostatni odcinek Kanału Gota prowadzi do Sjotorp nad wielkim jeziorem Vanern. Teraz w
śluzach tracimy wysokość, co odbywa się dużo spokojniej niż przy wznoszeniu. W Sjotorp
zajmujemy miejsce w ostatniej części mariny gdzie od jeziora dzieli nas tylko pojedyncza śluza.
Powinniśmy ruszyć następnego dnia rano, ale na jezorze panuje wietrzysko sięgające w porywach
7B więc rezygnujemy z penetroowania znajdującego się na jeziorze archipelagu  malowniczy
zamkiem. Wycieczka do autobusem do Mariestad albo spacery przykanałowymi ścieżkami. Nawet
rozważaliśmy popłynięcie do Mariestad, ale znajdujący się tam mosr nie zapewniał bezpiecznego
przejścia. Dzień oddechu też się przydaje.

Marek

 

Drukuj    Powrót
Komentarze
Brak komentarzy do artykułu