Michała Kozłowskiego podziwiam nie tylko za sukcesy w powiększania księgozbioru, ale też za oceny i publikowanie charakterystyk analizowanych książek oraz czasopism. Zwłaszcza czasopism, które są namacalnymi świadectwami jak polska marynistyka przeobrażała się przez cały XX wiek. Nie wątpię, że ze zbioru Michała już niebawem korzystać będą historycy akademiccy.
Dla nas – wiele, wiele ciekawo0stek
Dziękujemy Ci Michale!
Korzystając z okazji dorwania się do głosu – przypominam, że SSI oczekuje na relacje z tegorocznych rejsów.
Żyjcie wiecznie!
Don Jorge
====================================================
Don Jorge,
Tempo przyrostu kolekcji zmalało, ale to efekt tego, że dużo pozycji
już zdobyłem. Przestałem szukać niektórych tytułów czasopism, bo mam
już całe wydania. Tropiłem od dawna kolejnych numerów „Młodzieży
Morskiej”. Niestety kilku mi brakowało i nie umiałem ich zdobyć, bo to
rzadkość. Teraz mam już wszystkie, ładnie oprawione (od 1945 do
1948 roku). Szkoda tylko, że żeglarstwo w nich jest prawie pomijane.
W pierwszym numerze listopad 1945 piszą, że odszedł Generał
Zaruski i nawet nie wiedzą, gdzie leży. Oczywiście nie wspomnieli, że katem było
NKWD. Po roku znowu piszą, że nie wiadomo, czy umarł.

Sporo informacji o rybołówstwie, o odbudowie floty handlowej. Trochę szarych zdjęć.
Jakieś artykuły o żaglach też się zdarzają, ale raczej jako napęd
żaglowców. Pojawiają się porady dla modelarzy i plany okrętów
wojennych. Kilka artykułów o rejsie jachtu „Dal” z 1933 roku i opis
wyprawy „Kon Tiki”, oczywiście bardzo ciekawe. Historia wypraw
polarnych przypadkiem rosyjskich. W numerze 1/1948 podano
informację o połączeniu „Morza” z „Marynarzem Polskim” i o dołączeniu
do redakcji „Młodzieży Morskiej”.
Żeglarstwo od tego numeru zanikło, ale pojawił się Świerczewski… Cytat z jednego
z artykułów: „Komsomoł to najbardziej wartościowa kadra floty. Komsomoł
bowiem poświęca wiele uwagi przygotowaniu właściwych kadr dla
floty” W numerze 11/48 były wyłącznie artykuły o rewolucji, to
numer przedostatni i dobrze. Bez żalu odkładam na półkę ten
oprawiony komplet, ale to też dokument przemian w czasopismach (\albo w polityce…)
„Młodzież Morsk”ą połączono z „Żeglarzem” i powstał nowy tytuł „Młody Żeglarz”. Był to
miesięcznik wydawany od 01.1949 do 12.1951. Brakuje mi już tylko dwóch numerów, to mogę
podsumować zawartość. Wydawcą jest organizacja „Służba Polsce” Pierwszy artykuł to
„31 rocznica armii pokoju” Spod strzechy na morze, taka drobna propaganda czerwonych.
Weterani Arktyki to oczywiście kapitan lodołamacza Jermak, Sorokin (syn rybaka). Już w
pierwszym numerze przedostatnia strona to „Archiwum Neptuna”.
Pojawiają się artykuły żeglarskie, zdjęcia „Zewu Morza”. Sporo różnych
zdjęć, nawet Bieruta… pierwsza rocznica Związku Młodzieży Polskiej,
marynarka ZSRR na straży pokoju. Z cyklu sławni ludzie morza: komandor Szalabin, włodarz oceanu
lodowatego. „Służba Polski” szkoli przyszłych marynarzy w Giżycku, dziesiątki wypłynęły na ćwiczenia.

.
Już się cieszę na kolejne ciekawe strony a tu Rokosowski na czele
Wojska Polskiego i cała strona plus zdjęcie piersi pełnej orderów,
widać wielki bohater. (tylko co to ma wspólnego z morzem) o jeszcze
dwie strony życiorysu… Rok 1949 zakończyli okładką ze zdjęciem
Stalina i cztery strony o wodzu. Rok 1950 również Stalin na okładce i
cztery strony o bohaterze. Na otarcie łez artykuł „Zew Morza” w
Leningradzie”
W 1951 pierwszy artykuł o bojerach, bojerowe MP w Giżycku. Trzydzieści sześć załóg
dwuosobowych to chyba duża ekipa na tamten czas. Wyraźnie nastąpiła poprawa jakości zdjęć w 1951
roku. W numerze 6/1951 zdjęcia podniesienia bandery na „Janku
Krasickim” i „Henryku Rutkowskim” a obok „Zew Morza”, taki zestaw
musiał robić wrażenie. „Kajakiem w Krainę Jezior” to duży artykuł o
Mazurach i dodatkowo mapa Mazur na tylnej okładce. Listopad 1951
to znowu rewolucja i towarzysz Stalin. W dziale modelarskim
„Budujemy krążownik Aurora” Ostatni numer wydano w grudniu
1951. Połączono z „Morzem” i zanikł. Przetrwała tylko rubryka
„Archiwum Neptuna” i rozweselała przez kolejne dziesięciolecia na
okładkach „Morza”.
Zdobyłem kolejne numery „Morza” z 1946 i 1947 roku. Trzynastu numerów mi już tylko brakuje i bym
miał komplet od 1924 roku, to 70 lat. Poszukuję numerów: 8,9, 1946/ 2,3,4,7,12, 1947/ 4,5,6,7,
1949/ 11, 1950/ 1, 1951/ może gdzieś Wam zalegają na strychach?
Wśród moich zbiorów mają też swoich reprezentantów szanty.
Śpiewnik JK PAN z 1984, Shanties 84 MKS „Szkwał” Kraków, Piosenki
żeglarskie AZS UJ 1978, Na Żagle z Piosenką - Warszawski YK 1982.
Najstarsze to Piosenki Marynarskie z 1947 roku: autor części tekstów
to Jarema Stępowski, muzyka Bolesław Lewandowski. Chyba nie ma
innych przykładów szant napisanych przez fachowców tak wielkiej
klasy. Jak ktoś chce pośpiewać to mam więcej pozycji z nutami.
Nieraz trafiam na ciekawe dokumenty i je gromadzę. To też
interesujące źródło informacji o minionych czasach. Teraz zdobyłem
kartę pływacką z 1960 roku, była dokumentem wydawanym tylko na
trzy lata. Pewnie myśleli, że można zapomnieć pływać. Patent
żeglarza mechanika z 1960 roku, wydany przez Polski Związek
Motorowodny. Uprawniał do pływania po wodach śródlądowych jako
załoga… i prowadzenia jachtów do pojemności silnika do 175 cm.
Najciekawszy w tym zestawie jest jednak dowód rejestracyjny kajaka
z napędem spalinowym o mocy 3KM. Kajak z tkaniny gumowanej a
wymagał dokumentów, to jest komplet jednej osoby.

.
Latem odwiedziłem wyspę Stora Karlso i mnie urzekła. Interesowałem się
też sąsiednią wysepką Lilla Karlso, ale innym razem spróbuję
zwiedzić. Szukając informacji o tej wyspie przeczytałem książkę
Andrzeja Urbańczyka „Tratwą przez Bałtyk” W młodości czytałem
kilka razy książkę o wyprawie „Kon Tiki” i byłem nią zafascynowany.
Teraz czytając relację miałem nieodparte wrażenie, że się też
wzorowali. Nie mogłem tylko zrozumieć jak można trasę 150 mil (\pisali 300mil) płynąć przez
12 dni i jeszcze chwalić sterowność. W innej książeczce Urbańczyka jest narysowana trasa, nie mogła
przekroczyć 200 mil., więc trzysta to fikcja literacka. Trochę opisów wyspy było. W 2004 zbudował
kolejną tratwę i przywieźli ją do Warszawy, promowano ją, potem skasowano. W 2009 A. Urbańczyk
zbudował nową tratwę i popłynął podobną trasą do Visby. Tym razem wrócił z tratwą do Polski i chyba ta
tratwa stała wiele lat w Łebie.
.
Mam kilka książek generała Mariusza Zaruskiego. „Współczesna
Żegluga Morska” Mariusz Zaruski. Opisy budowy statków żaglowych,
parostatków. Ciekawie brzmią słowa o przyszłości telegrafu,
zapowiadają przewrót w sposobie obliczania przebytej drogi i miejsca
okrętu na morzu. W niedługim czasie astronomia żeglarska stanie się
zbyteczna. Dział o przyborach nawigacyjnych. Trochę o nawigacji.
Ogólnie, gdyby nie wiek książki i autor, bym takiej pozycji nie trzymał.
Kolejna książka M. Zaruskiego „Na Pokładzie Iskry” 1929 Relacja z
pierwszego zagranicznego rejsu: Lipawa, półwysep Hanko i Helsinki,
Visby do Gdyni. Po poprzedniej książce ta zdecydowanie bardziej mi
odpowiadała. Jakby ktoś inny ją pisał. „Nawigacja” 1932 to
podręcznik do użytku na jachtach, przekartkowałem tylko i wystarczy.
„Na Skrzydłach Jachtów’” 1938 to zbiór relacji z czterech rejsów.
Książka ciekawa. Mam i kolejne książki generała „Wśród Wichrów i
Fal” 1958 /oryginał 1935/ „Z Harcerzami na Zawiszy Czarnym” 1966
wydanie drugie. Już się boję, jak uzupełnię drobne luki w kolekcji
„Morza”. Wtedy spróbuję opisać te tomy roczników. To lektura na
miesiące, ale jak ciekawa.
Pozdrawiam i miłego czytania,
Michał Kozłowski