Zapewne pamiętacie zeszłoroczny rejs oraz korespondencje Krzysia Mnicha. No i "urzędowe kłopoty" towarzyszące rejsowi między Międzyzdrojami i Ustką. Cieszy mnie bis, bo propaguje nowy u nas sposób zażywania rozkoszy morskiej żeglugi. Och, gdyby tak jeszcze pogoda dopisała. Gdzie ten efekt cieplarniany ? Przy okazji - ciepłe słówko dla naszego aktywnego komentatora Roberta (progozy).
Dziękuję Januszowi Ostrowskiemu, gratuluje Wam obu !
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
_______________
Witaj Don Jorge
Z Krzysiem Mnichem dokończyliśmy właśnie rejs na proa wzdłuż polskich plaż.
Oczywiście nic to niezwykłego, poza faktem, że sztrandowanie było wpisane w filozofię kontaktu z brzegiem. Mieliśmy zagwarantowany brak styczności z bosmanami portowymi oraz możliwość wybierania spomiędzy smażalni (piwo;) rozstawionych znacznie gęściej niż porty schronienia.
Rejs zaczęty w ubiegłym roku z plaży w Międzyzdrojach, doprowadził nas po kilku upalnych dniach do Ustki i ciepłego powitania przez tamtejszych żeglarzy.

W tym roku rejs kontynuowaliśmy z portu w Ustce bo to już całkiem legalne. Za to spotkała nas iście bałtycka pogoda, bo nie tylko, ze zmienna to jeszcze dość wietrzna. Naszej jednostki słaby wiatr nie zatrzymuje, natomiast 5stB stanowi granicę, powyżej której musimy sztormować. Dzięki małemu zanurzeniu i braku wystającego kila czy steru nie obawialiśmy się dotknięcia dna, zatem mimo mało korzystnych prognoz żeglowaliśmy w pobliżu plaż by móc uciec na brzeg przed cięższymi warunkami. Tak zresztą stało się w Dębkach, gdzie po godzinie redukowania prędkości i stabilizowania zjazdów z fali liną wyłożoną za rufę jeszcze wzrosło do 6B a my wyjechaliśmy spokojnie na piasek.
W tym roku dociągnęliśmy do Górek Zachodnich po spotkaniu ze Stefanem Eknerem na Helu gdzie jego na śliczny kecz lugrowy zaoferował nam hiltonowski komfort :).

Ten sposób turystyki żeglarskiej nie jest (jeszcze) powszechny, ale wydaje się dość bezpieczny. Piszą nie dlatego, że my pierwsi (bo tak nie jest) ale by pokazać, że się dzieje. Nawet teraz Artur Wilkin na katamaraniku HX gdzieś czeka na zmianę pogody.
Potrzebna jest oczywiście uwaga i szacunek dla siły morza, przewidywanie układów fal wokół cyplów i falochronów, ale poczucie komfortu wynikające z możliwości powrotu na brzeg niemal w każdym miejscu naszego wybrzeża jest bezcennym darem dla ostrożnego żeglarza. Można też łatwo spenetrować rzadko odwiedzane miejsca, a przy płaskiej wodzie sunąć o rzut beretem od brzegu (między rewami) co jest niezapomnianą przyjemnoscią.
Bezpieczeństwo podnosi dostępność trafnych prognoz z nowego serwisu ICM, który w tym roku poprawił się o 100% . Nam pomogły w podejmowaniu decyzji SMSy od Roberta Hoffmana.
Aloha
Janusz
PS. w ząłaczeniu 2 fotki do wykorzystania.

<p>Stefan nawet sugerował pociągniecie wzdłuż mierzei jak najdalej, przeniesienie na Zalew Wiślany, a ja bym chciał jeszcze do Elbląga. Pewnie byśmy tak zrobili, ale trzeba było wrócić po samochód do Ustki i czasu na sen by zabrakło. W tygodniowym wypadzie na Bałtyk stosunkowo dużo czasu zabiera logistyka. <br />Dojechałem do Ustki w sobote na noc. powiązanie całości linami i sztauowanie pozowliłoby na wyjście po 15oo w niedzielę, ale trzeba było przeczekać nawet poniedziałek (w nocy było 11B).<br />Zostaje wtorek(do Łeby), we środę po 13 już było 6B(Dębki) do przeczekania, we czwartek spokojnie do Helu i piątek przez Zatokę. Sobota była dobra na jazdę wzdłuż mierzei, ale samochd z wózkiem został w Ustce...<br />"Na czysto" był to rejs na 3,5 dnia plus noce na brzegu i sobotnie spacery po rozlewisku i w okolice Portu Północnego.<br />Na swobodniejszą włóczęgę warto zostawić 2 tygodnie, a wtedy możnaby a to na wschód a to na zachód :). </p>
<p> </p>
<p>Żyjcie wiecznie !</p>
<p>Don Jorge</p>