POSEZONOWY RAPORT
z dnia: 2014-09-09


Bez żadnej taryfy ulgowej, bez żadnych złośliwości, a nawet z widoczną sympatią Marcin Palacz opisuje i pokazuje jak się sprawy mają w polskich, portach i drogach wodnych.
Potraktujcie ten news jako raport posezonowy. Postęp jest widoczny, ale na razie raczej w dokonaniach inwestycyjnych.
Złe duchy administracji morskiej w Ustce i Dziwnowie jeszcze unoszą się nad tymi portami. Świnoujście i Łeba już europejskie.
Hel nadal niczego nie kuma.
Marcinowi dziękuję. Wkrótce jego raport z szwedzkich portów. Skądeś przecież nauki trzeba pobierać.
Sami niczego w tej dziedzinie nie wymyślimy. Po prostu za krótki staż oraz ten i ów jeszcze nie poszedł na emeryturę.
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
-----------------------------------------------
Z Zalewu Wiślanego do Gdańska: przy różnych okazjach powtarzano w ciągu ostatniego roku radosne informacje, że na Szkarpawie nie ma już napowietrznych linii energetycznych. Nieprawda. Przeniesione zostały pod dno rzeki linie najniższe: 12 i 13 metrowe. Zostały 3 linie z prześwitem 14 m! Wszystkie one znajdują się na odcinku między Rybiną a Zalewem. Natomiast na Wiśle Królewieckiej, która stanowi alternatywne, żeglowne połączenie Rybiny z Zalewem, jest aż 8 linii energetycznych. Najniższe wiszą na wysokości 13.5 m.
Żeby było ciekawiej, wszystkie linie na Wiśle Królewieckiej są teraz doskonale oznakowane (po dwie dobrze widoczne tablice z obydwu stron), a mimo to przy ujściu Wisły Królewieckiej do Zalewu stoją nowiutkie tablice: "Koniec szlaku żeglownego" i "Nieoznakowane linie napowietrzne". Pisał o tym w już w czerwcu Piotr Salecki na zalewwislany.pl - ja przeczytałem i zobaczyłem w naturze we wrześniu.

W ciągu ostatnich lat zainwestowano naprawdę duże kwoty w udrożnienie Wisły Królewieckiej: wyremontowano mosty zwodzone, podniesiono i starannie oznakowano rzeczone linie energetyczne, zbudowano pomosty, powstała prywatna przystań Marina Baltica w Sztutowie. Cały ten wysiłek zostaje w części zmarnowany przez postawienie tablicy z fałszywą informacją - bezsensownego urzędniczego dupochronu, dodanego po wiosennej tragedii na Cieplicówce. Nikt rozsądny, nie wiedzący skądinąd jak jest naprawdę, zobaczywszy tablicę o nieoznakowanych liniach, łódką z masztem na Wisłę Królewiecką przecież nie wejdzie. Ja, mimo że wiedziałem czego się należy spodziewać i widziałem oznakowania linii, przepływając pierwszy raz pod drutami miałem duszę na ramieniu – gdzieś za uszami kołatała się jednak myśl, że może tablica postawiona została nie bez przyczyny.

Najnowsze (tegoroczne) inwestycje na Wiśle Królewieckiej to pływający pomost, keja (chyba dla statków pasażerskich) i slip po wschodniej stronie mostu w Sztutowie. Most ten, choć w zasadzie ma ustalone godziny otwarcia, w rzeczywistości często otwierany jest na życzenie - uprzejmy operator dyżuruje w przyczepie kempingowej ustawionej na terenie Mariny Baltica.

W Rybinie, w ramach „Pętli Żuławskiej” zainstalowano dwa solidne, bliźniacze pomosty pływające - jeden przed mostem na Wiśle Królewieckiej, drugi przed mostem na Szkarpawie, oba od wschodniej strony. Nareszcie można tam wygodnie zacumować i zaczekać na otwarcie mostu. Tylko się cieszyć. Pozostał jeden szkopuł: między pomostami a brzegiem jest metr wody. Zejścia na ląd nie ma!
Na brzegu stoją natomiast tablice (też nowe, obie identyczne, zapewne pętlo-żuławskie): "Teren prywatny, wstęp wzbroniony". Widziałem to już w czerwcu, myślałem, że inwestycja jeszcze nie skończona. Jednak nie . Zejścia na ląd po prostu nie przewidziano!

W tejże Rybinie jest też pachnące nowością stumetrowe, eleganckie, betonowe nabrzeże. Na nabrzeżu stoi ładny ceglany budynek z toaletami. Jest prąd, woda na kei, pompa do odbioru fekaliów, ławeczki, lampy, trawnik, wieszaki na koła ratunkowe. Super. Kół ratunkowych na wieszakach wprawdzie nie ma – bo przecież ukradliby, ale to nieistotny szczegół (póki ktoś się nie utopi). Szkoda natomiast, że w budynku nie ma pryszniców.
Jest też duży problem i absurd: nabrzeże obłożono wielkimi twardymi, gumowymi, pionowymi czarnymi ochraniaczami o trójkątnym przekroju, rozmieszczonymi tak na oko co metr. Takie ochraniacze zapewne świetnie spełniają swoją rolę w Porcie Północnym, ale na kei przy której mają stać jachty są gorsze niż traktorowe opony (bo odstęp między ochraniaczami jest większy niż zwykle między oponami). Zwykłych jachtowych odbijaczy tam już zupełnie nie da się skutecznie użyć. Trzeba mieć deskę (ale na ilu jachtach wozi się deski?). Czarne ochraniacze brudzą i rysują burtę niemiłosiernie. Już lepszy byłby goły beton.

Szkarpawą w tym roku płynąłem na początku sezonu i ostatnio – pod jego koniec . Za każdym razem sporo problemów na odcinku między Rybiną i Zalewem sprawiły mi wodorosty. W czerwcu trzy razy tam nurkowałem by oczyścić śrubę. Między Rybiną a śluzą Gdańska Głowa było lepiej. O dziwo, na Wiśle Królewieckiej (we wrześniu) wodorosty nie przeszkadzały.

Na Szkarpawie w tym sezonie pojawiły się nowe czerwone i zielone boje. Boje są jakieś dziwne, bo widać, że ich ustawienie tak by pływały we właściwej pionowej pozycji przekracza możliwości Zarządu Dróg Wodnych – wszystkie czerwone walce leżą na boku.

Przejście Elbląg – Górki Zachodnie zajmuje zwykle jeden długi dzień (12-13 godzin), przy braku większych zacięć z otwieraniem mostów i śluzowaniem.

Hel: "jajo" (dla niezorientowanych – niefunkcjonalny, tandetny i brzydki budynek zaplecza mariny zbudowany za dotacyjne fundusze kilka lat temu) jest zamknięte na cztery spusty. Już nawet pub w jaju (w czerwcu) nie działa. Funkcjonują toalety w stojącym obok kontenerze. Zarząd portu stara się o fundusze na budowę normalnego zaplecza dla żeglarzy – miałoby ono stanąć za "jajem" – tam gdzie teraz stoi kontener sanitarny. Problem co zrobić z "jajem"? Najlepiej byłoby rozebrać, ale na to Unia zapewne nie da kasy, choć te pieniądze akurat byłyby sensownie wydane.

Władysławowo: miejsc w y-bomach przy krótkim pomoście pływającym brak, mimo że wpływam wczesnym popołudniem. Przy wszystkich nabrzeżach, z wyjątkiem wysokiego nabrzeża „przeładunkowego” stoją kutry rybackie oraz motorówki „dorszowe”. Proszę przez radio o wskazanie miejsca, gdzie mogę stanąć. Bosmanat informuje, że w takich sytuacjach należy wołać „Port Serwis”. "Port serwis" wskazuje miejsce na trzeciego przy dwóch kutrach, a uprzejmy pan pojawia się na wskazanym kutrze by odebrać cumy.
Opłata 43 zł za postój łódki o długości 8.25 m w takich warunkach wydaje mi się dość wygórowana (wliczone prąd i woda, jeśli kabel czy wąż sięgną do jakiegoś gniazdka lub kranu). Za każdorazowe wejście do ubikacji należy się 2 zł, skorzystanie z umywalki (jednej z dwóch) 5 zł, prysznic 7 zł. Całe zaplecze sanitarne czynne jest w godzinach 0800-2000, w nocy można korzystać z toj-tojka przy bramie. Władysławowo twardo broni pozycji numer 2 na mojej liście najgorszych przystani polskiego wybrzeża.

Łeba: bez zmian, czyli dobrze i dość drogo, szczególnie jeśli chcemy skorzystać z prądu (10 zł za dobę) i wody na kei (kolejne 10 zł). Czysto, spokojnie, sympatycznie, bezpiecznie. W czerwcu nie było problemu z głębokościami na podejściu. Pies Bosman po staremu przynosi patyki.

Ustka: omijam. Ustka to numer jeden na mojej liście najgorszych przystani i w perspektywie silnych wiatrów północno-zachodnich w nadchodzących dniach, nie mam ochoty ryzykować uwięzienia w tym porcie. Usłyszane na falach VHF konwersacje między wchodzącymi jachtami, a kapitanatem, dotyczące miejsca postoju, utwierdzają mnie w przekonaniu, że w Ustce nic nie zmieniło się na lepsze. Dodatkowym nowym utrudnieniem jest otwierana kładka dla pieszych od czasu do czasu odcinająca awanport od właściwego portu.

Darłowo: informacje o całkowitym braku miejsca w marinie okazują się przesadzone, choć faktycznie, spośród z nominalnych 76 stanowisk postojowych (zwykle mieści się więcej jachtów), 80% wykupionych jest przez rezydentów. W ciągu mojego 4 dniowego postoju w Darłowie (czekam aż przestanie wiać z zachodu), wszyscy chętni jakoś jednak w marinie miejsca znajdują. Tu wszystko jest wliczone w (niewygórowaną) opłatę za postój: prysznic, woda, elektryczność pralka, bezprzewodowy internet (działa całkiem szybko). Gdyby miejsc w marinie naprawdę brakło, to jak dawniej (gdy nie było mariny) można stawać przy wschodnim nabrzeżu za mostem – działa znajdujący się tam kontener sanitarny. Jeśli rozkołys przy moście jest zbyt duży, to alternatywą jest nowe, ponad kilometrowej długości nabrzeże ciągnące się na wschodnim brzegu rzeki od mariny aż po nowy most w Darłowie. Nabrzeże to jest nawiasem mówiąc dość dziwne: w zasadzie wysokie, przeznaczone dla większych jednostek, co paręset metrów ma jednak 30 metrowe obniżenie, przy którym cumowanie byłoby całkiem wygodne. Na każdym obniżonym odcinku nabrzeża stoi jedna rozdzielnicą elektryczną (uruchamiana kartą elektroniczną). Przy odległym końcu nabrzeża – w pobliżu nowego (stałego) mostu w Darłowie - ustawiono pomost pływający – cumują przy nim kutry rybackie.
Podobno kapitanat niechętnie godzi sie na postój przy tym nowym nabrzeżu – czego nie rozumiem. Koszt budowy nabrzeża, jak dumnie informują tablice, to 40 mln zł (tyle co średni koszt kilometra autostrady). Nadal trwa budowa nowego basenu na zachodnim brzegu rzeki – ma tam trafić część nieżeglarskich jednostek zajmujących miejsca w marinie (np. liczne motorówki „na dorsza”).

Największą wadą Darłowa są warunki postoju w oczekiwaniu na otwarcie mostu po wejściu z morza – rozkołys bywa bardzo duży, a nabrzeże jest nie przystosowane do postoju małych jednostek. Most otwierany jest o każdej pełnej godzinie przez całą dobę.
Mimo tego - Darłowo darzę sympatią – to numer jeden, na mojej liście najlepszych przystani.

Kołobrzeg: nowa marina robi bardzo dobre wrażenie. Ze zdziwieniem zauważam, że w części mariny, przeznaczonej dla gości (na wejściu dobrze widoczne strzałki „residents” oraz „guest”), na kilkanaście cumujących wieczorem jachtów tylko trzy mają polską banderę. Są Niemcy, Duńczycy, Holendrzy, Norwegowie, Szwedzi (i nie są to polskie jednostki pod obcymi banderami).
Pytam w bosmanacie o możliwość zatankowania paliwa. Przy większej ilości – przyjedzie na keję beczka. Przy mniejszej – marina ma umowę z firmą, która żeglarza z kanistrami zawiezie na stację benzynową, bez dodatkowych opłat. Faktycznie: przyjeżdża taksówka, jadę, tankuję 20 l oleju napędowego (cena normalna) i zostaję odwieziony z powrotem do mariny.

Wejście do portu, po zakończonej dwa lata temu przebudowie falochronów, jest szerokie i chyba bezpieczne nawet w trudnych warunkach.

Dziwnów: omijam, ale przez radio słyszę, że kapitanat pyta wchodzące jachty o wszystko: łącznie z nazwiskiem prowadzącego – jak do niedawna w Helu. Wiatr i prognoza zachęcały do dalszej żeglugi do Świnoujścia, a upał zniechęcał do wchodzenia w głąb lądu, więc z pewnym żalem zrezygnowałem z również z wizyty w nowej marinie w Kamieniu Pomorskim.

Świnoujście: marina w Basenie Północnym to największa przystań polskiego wybrzeża: są tu miejsca dla 300 jachtów. Miejsc wolnych wiele. Jest (i działa sprawnie) wszystko co potrzebne, w tym internet bezprzewodowy i stacja paliwowa (czynna od 0800 do 1800). Trwa przebudowa starego ceglanego budynku po zachodniej stronie basenu - ma tam się mieścić nowy bosmanat i dodatkowe zaplecze dla żeglarzy – jak na razie z odległych zakątków mariny, tych przy wejściu do basenu, do toalet jest z 500 metrów.

Przy marinie zauważam stację rowerów do wypożyczenia, podobnych do warszawskiego Veturilo, tyle że znacznie droższych w użyciu – 3 Euro opłata rejestracyjna, 13 zł pierwsza godzina. Z mapy wynika, że stacja przy marinie jest jedyną w Polsce – pozostałe rozrzucone są po niemieckiej części wyspy Uznam i w jej okolicach. Warto zauważyć, że „Świnoujście Traffic” nie interesuje się drobnoustrojami, nie ma tu obyczaju niepotrzebnego gadania przez skiperów jachtów na falach VHF.
.
Marcin
Ten artykuł pochodzi ze strony:
JERZY KULIŃSKI - ŻEGLARZ MORSKI
Subiektywny Serwis Informacyjny
http://www.kulinski.navsim.pl

URL tego opowiadania:
http://www.kulinski.navsim.pl/art.php?id=2573