JANUSZ KURBIEL NIE ŻYJE
z dnia: 2016-09-09


Janusz zaczął żeglować około 1960 roku w Jacht Klubie AZS Śląsk, który miał przystań nad sztucznym jeziorkiem Dzierżno koło Gliwic. Tam, wraz z kolegami z V liceum Ogólnokształcącego w Gliwicach pośród których byłem też ja, (nawiasem mówiąc wszyscy z nich są kapitanami , także żaglowców) w wchodził w skład niepokonanej na Śląsku ekipy w klasie Cadet. Wkrótce potem Janusz przesiadł się na Omegę. Omega był przez Janusza wypieszczona, wyposażona „regatowo” i Janusz na tej Omedze wygrywał regaty. Potem, już jako jachtowy sternik morski przesiadł się na Horneta.
Wszyscy od początku braliśmy udział w rejsach morskich, choć nie było to łatwe, ale Janusz rozpowszechnił metodę dostawania się na rejsy w taki sposób, że w wakacje brało się worek i jechało się do Gdyni gdzie odbywały się regaty Międzynarodowego Tygodnia Zatoki Gdańskiej lub Świnoujścia na regaty o Puchar Gryfa Pomorskiego , na jachty poszukiwano załóg. I tak wszyscy się „załapywali” na regaty pełnomorskie. Janusz od początku był twardym żeglarzem: w kambuzie walczył z chorobą morską przewiązując po prostu usta szczelnie ręcznikiem!
W tamtym czasie – mniej więcej ok. 1965 roku poznał Ludka Mączkę i Wojtka Jacobsona co zaowocowało późniejszym rejsem na Vagabond przez Przejście Pólnocno-Zachodnie.
Liczba książek podróżniczych w pokoju Janusza w mieszkaniu przy ulicy Lelewela w Gliwicach, była imponująca. W tamtych czasach wydawana była seria „Naokoło świata”. Miał chyba wszystkie. Oczywiście pośród książek były książki o wyprawach polarnych. Od Janusza dowiadywałem się jakie książki marynistyczne i podróżnicze się ukazały, bo On je kupował pierwszy. Miał wszystkie książki z „Biblioteki Nawigatora „ Wydawnictwa Morskiego, ale te mieliśmy wszyscy. Był zafascynowany „Desperackim rejsem” Johna Caldwella. Do tego stopnia, że jachcik typu Silhouette, który kupił i zwodował na Dzierżnie gdy był oczątku studiów nazwał "Poganin" po "Paganie" Caldwella.
Janusz stawiał żeglarstwo na pierwszym miejscu, konsekwentnie realizując swoje cele. Potrafił już w latach 1965…1970 znaleźć sponsorów dla różnych przedsięwzięć, nawet takich przyziemnych jak zimowy remont drewnianych Omegi czy Horneta. Chyba w 1968 albo w 1969 był w ośrodku Centre Nautique des Glénans z którym AZS wymieniał się żeglarzami i tam zasmakował w żegludze po Atlantyku i nawiązał znajomości, które pozwoliły mu na stałe wyjechać do Francji i tam realizować zamierzenia żeglarskie. Znalazł sprzyjający klimat aby skończyć studia i zrobić doktorat na Sorbonie, zbudować jacht do celów żeglugi polarnej i popłynąć tym i następnymi jachtami w fascynujące Go region polarnej Północy, także w celach badawczych. Jego podróży i nagród, które otrzyma nie będę wymieniać, bo to można znaleźć np. w Wikipedii, filmy można znaleźć na YouTube. Ważne jest to, że nie zapominał o przyjaciołach, których zapraszał potem do załóg na Vagabond, Vagabond Deux, Vagabond’Elle: między innym Ludka Mączkę, Wojtka Jacobsona, Leszka Pukowskiego. Jeszcze w styczniu tego roku został nakręcony filmik o jego najnowszych planach żeglarsko-naukowych – można oglądnąć na YouTube:
https://www.youtube.com/watch?v=_uMiyCXp55U.
Pływałlśmy razem na początkach naszych karier żeglarskich, tak mniej więcej do 1967 roku na Vedze Wojtka Siłki, na Opalu, "Josephie Conradzie", na innych jachtach, których nazw już nie pamiętam. Dobrze się nam pływało.
Myślę, że spełnił znaczną część swoich marzeń. Teraz w Fieddler’s Green odbywa kolejne rejsy z kolegami, którzy odpłynęli wcześniej. Stopy wody pod kilem
.
Zygmunt Biernacik

Ten artykuł pochodzi ze strony:
JERZY KULIŃSKI - ŻEGLARZ MORSKI
Subiektywny Serwis Informacyjny
http://www.kulinski.navsim.pl

URL tego opowiadania:
http://www.kulinski.navsim.pl/art.php?id=3013