Wszyscy fani kpt. Joanny Pajkowskiej mają okazję nie tylko na spotkanie, na wysłuchanie, ale i na dotknięcie dzielnej żeglarki. Rozumiem, że Organizatorzy zabezpieczą Asię przed zbyt natarczywym dotykaniem. Ma być jednym palcem, w lewe ramie, delikatnie !
Szkoda, że mnie nie będzie w Szczecinie.
A teraz - nawet szczecinianie klikna Asi tu (normalnie szczecinianie klikaja - JK AZS)
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
__________________________________________
Witam Don Jorge,
Bardzo proszę o zamieszczenie tego komunikatu. Jest to początek cyklu spotkań "Żegluj z Akademią Morską". Kolejne spotkania co dwa tygodnie, w tej samej sali, o tej samej porze. Przesyłam pozdrowienia.
Piotr Stelmarczyk JK AZS
_______________________________________________
Fot. Archiwum "ŻAGLI"
Spotkanie z Joanną Pajkowską i Andrzejem Armińskim
Akademia Morska w Szczecinie wspólnie z Jacht Klubem AZS rozpoczynają cykl spotkań ze znanymi żeglarzami „Żegluj z Akademią Morską”. Pierwsze spotkanie z kpt. Joanną Pajkowską oraz kpt. Andrzejem Armińskim odbędzie się w dniu 28 lutym 2009 r., sobota, o godz. 1600 w budynku Akademii Morskiej w Szczecinie, ul. Szczerbcowa 4, sala nr 6.
Kpt. Joanna Pajkowska będzie opowiadała o swoim samotnym rejsie dookoła świata bez zawijania do portów, a kpt. Andrzej Armiński o organizacji tego rejsu. Zostanie także zaprezentowany film z tej wyprawy. Organizatorzy spotkania zapraszają wszystkich żeglarzy oraz entuzjastów morza i żagli.
Słyszałem udanym rejsie kpt. Pajkowskiej już kawałek czasu, ale dziś po dłuższej przerwie spoglądam na to forum i z nieukrywanym zdumieniem odkrywam, że no cóż smutno przyznać ale chyba mamy tu do czynienia z próbą pewnego oszustwa. Z całym szacunkiem dla wielkości żeglarskiego wyczynu, jednakże te dokumenty http://rejsdookolaswiata.wrzuta.pl/pliki/bDWAZYrLJd/
jasno mówią, że jacht s/y Asia cumował 3 dni w porcie i w dodatku tankował tam paliwo. O żadnym rejsie non-stop bez zawijania do portów zatem mowy być nie może. Szkoda, że Pani Kapitan jak i armator Pan Arminski uciekli się wcześniej do kłamstw, przecież można było od razu uczciwie o tym zdarzeniu opowiedzieć. Czy kpt. Pajkowska nosi dwa nazwiska czy też to \'Broomhead\' jest zwyczajnie fałszywe,żeby ukryć fakt cumowanie w owym \'rejsie non-stop\'?
Pojawiają się też zatem wątpliwości, że skoro więcej paliwa było potrzebne to czy silnik nie był w użyciu... Oraz czy pętla była zamknietą (skoro jacht nie wrócił do punktu wyjscia...) ...wielce to wszystko zaczyna być nieeleganckie.
Zadziwia mnie też uznawanie rejsów z użyciem Kanału Panamskiego za w pełni \'dookoła świata\' i mówienie tu a jakimś rekordzie czasu okrążenia globu... Toż chodzenie po 1 metrowym okręgu wokół bieguna daje czasy okrążenia przecież bardziej fenomenalne...Chyba nie o to chodzi w rejsach dookoła świata żeby używać sztucznych ułatwień...Kpt. Lewandowski popłynął w zgoła innym stylu a Conrada nie dostał...szkoda.
Obiło mi się też o uszy (a raczej o oczy), że na innym jachcie Mantra Pana Armińskiego na którym odbywał się rejs samotny, coast-guard odnalazł dwie osoby...
Wszystko to w nienajlepszym świetle stawia i kpt. Armińskiego i kpt. Pajkowską, Kłamstwo poprostu żeglarzowi nie przystoi.
P.S. Kim jest Pan Kris Kamiński do którego adresowane jest ww. pismo?
P.S.2. Argumenty które widziałem, że krytyka nie jest dozwolona ze strony osób które świata nie opłynęły są absurdalne. To jakby ujawniono dokumenty, że Amerykanie nigdy nie stanęli na Księżycu, a krytykę dozwolono jedynie astronautom bo też byli w kosmosie...
Masz rację - zapędziłem się. Krytykować może każdy, ważne by krytykując zachował kulturę i poziom.
Powiem tylko tyle, że uważam, że kpt. Pajkowska popełniła poważne błędy polegające na zatajeniach, czy przeinaczeniach (lub, jeśli wolisz - kłamstwach).
Mogła od razu powiedzieć, że to rejs Panama-Panama, ale przez wszystkie oceany, i że zależy jej na ustanowieniu rekordu dla tej konkretnej, nowej trasy.
Mogła od razu przyznać się do owych postojów i tankowań paliwa zamiast próbować dorabiać do nich teorię.
Ja cenię ją za to osiągnięcie żeglarskie, a nie za "non-stopy i bez zawijania" (co sam jej powiedziałem) - ten rejs jest i tak wyjątkowym rejsem w historii polskiego żeglarstwa (niech ktoś policzy ile było podobnych polskich rejsów oceanicznych?) i nikt jej tego nie odbierze.
Aloha!!!
Ja tylko zastanawiam się nad jedną kwestią.
Ciekawy jestem komentarzy osób tu wypowiadających się, gdyby ta sytuacja została opublikowana na stronie PZŻ i dotyczyła nie Pani Kapitan Pajkowskiej, tylko np. któregoś z Kapitanów - gorliwych działaczy Związunia. Czy też Robercie byś mówił "czaruje nas" etc. ??
Niepokoi mnie tak wybiórcze traktowanie. Jak "Nasi" to dobrze zrobione, jak "Oni" to zle. A może jednak pozostańmy przy obiektywnych kryteriach i nazywajmy rzeczy po imieniu!
Piękny rejs i nie lada wyczyn, niestety przyćmiony przez nazwijmy to po imieniu manipulacje informacyjna i zupelnie niepotrzebne tlumaczenie ze czarne jest biale.
pozdrawiam
Piotrek
Zamiast gdybać - niech popłyną(!!!), a my zobaczymy, jak będziemy to komentować. Nie mam pojęcia z jakiego powodu zakładasz, że będę komentował inaczej - może wiesz coś o mnie, czego ja jeszcze sam nie wiem???
"Piękny rejs i nie lada wyczyn, niestety przyćmiony przez nazwijmy to po imieniu manipulacje informacyjna i zupelnie niepotrzebne tlumaczenie ze czarne jest biale."
Zgadzam się - już to wyżej powiedziałem.
Zareagowałem na ataki tylko dlatego, że negowały i deprecjonowały wartość rejsu J.Pajkowskiej - każdy kto uważa się za oszukanego i poszkodowanego ma prawo do satysfakcji i niech wyrazi swój pogląd - może to zrobić w oczy samej Pani Joannie, ale Panowie - zarzucając komuś bezeceństwa sami trzymajmy klasę!
Aloha!!! :-)
Robert
Panie Piotrze, to już zupełnie niezrozumiałe zarzuty. Pod banderą z literami PZŻ odbyło się wiele rejsów i nie zauważyłem, aby na tym forum ktokolwiek zwracał uwagę na ten szczagół. Jesteśmy uczuleni na te trzy literki tylko wówczas, gdy dotyczy to prób ograniczania swobody żeglarstwa rekreacyjnego.
Natomiast co do kpt. Pajkowskiej: nie znam Jej osobiście, ale żeglarskim życiorysem imponuje każdemu żeglarzowi. Jej rejs to fantastyczne osiągnięcie, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę wielkość jachtu. Owszem, niektórzy (niektóre) opływają świat ponad dwukrotnie szybciej, ale - inne jachty, inny budżet...
Co do wejścia do portu: zarówno awaria jak i warunki pogodowe nie tylko usprawiedliwiają ten fakt, ale i świadczą o rozsądku i dobrej praktyce morskiej. Z informacji które do mnie docierały, wiedziałem o pobycie w porcie wcześniej niż ta informacja została w Polsce upubliczniona i ukazała się również na stronie p. Pajkowskiej. Ponieważ jednak p. kapitan nie miała wpływu na to, co zamieszczano na Jej stronie, więc to chyba nie Ona powinna wyjaśniać, dlaczego pewne fakty starano się ukryć, stwarzając niezdrową atmosferę wokół tego wspaniałego rejsu. Gdyby ta wiadomość ukazała się na bieżąco, to mogłaby wzbudzić jedynie szacunek dla wiedzy żeglarskiej p. Pajkowskiej oraz niepokój o Jej przedsięwzięcie.
Przesyłam pozdrowienia i szczere gratulacje
Edward Zając
Mój post wcale nie umniejsza Pani Kapitan.
Zauważam tylko, że gorliwość z jaką podkreśla się kłamstwo które tu zostało nazwane "czarowaniem" w przypadku działalności PZŻ jakoś tutaj nie daje się zauważyć. Albo uznajemy, że kłamstwo jest czymś godnym potempienia i nazywamy to po imieniu, albo dostosowujemy kryteria do osoby ocenianej.
Zdaje się, że pojawił się wywiad z Panią Kapitan, gdzie tłumaczyła jakoby mimo wszystko był to rejs non-stop. To już nie jest żadne czarowanie, bo przecież chyba Pani Kapitan doskonale zna zasady takiego rejsu.
Nie jestem w tej dziedzinie specjalistą i nie będę zabierał głosu a tym bardziej oceniał tego rejsu, moge tylko powiedzieć, że wyczyn godny powszechnego uznania i szacunku, ale nie moge już tego powiedzieć, o zachowaniu związanym z atmosferą po rejsie związaną z tą sprawą. A wystarczyło by oficjalne dementi ze storny Pani Kapitan.
Uważam, że na największą pochwałę zasługuje żeglowanie odpowiedzialne i bezpieczne. Czasem lepiej cofnąć się 100 metrów przed szczytem i przeżyć, niż go zdobyć i nie wrócić.
Ale ... nie zakrzywiajmy rzeczywistości.
Zapewne już tym kometarzem podpadłem gospodarzowi strony i za to przepraszam, ale jakoś nie mogłem się powstrzymać od skomentowania.
Pozdrawiam serdecznie
Piotrek
"Co do wejścia do portu: zarówno awaria jak i warunki pogodowe nie tylko usprawiedliwiają ten fakt, ale i świadczą o rozsądku i dobrej praktyce morskiej"
Panie Edwardzie, nikt tu nie kwestionuje rozsądku ani dobrej praktyki morskiej Pani Kapitan. Natomiast jeśli płynie się w rejs non-stop bez zawijania do portów, to zawinięcie do takowego, zacumowanie i skorzystanie z pomocy z lądu jest tego rejsu końcem, a przedsięwzięcia sportowego porażką.
Albo się wchodzi na Everest albo się w złej pogodzie spod niego zawraca. Niczym nie umniejsza to poświęcenia i bohaterstwa tych co zawrócili o ile tylko nie kłamią, że na nim byli albo że '100 m poniżej' to też właściwie Everest.
" Ponieważ jednak p. kapitan nie miała wpływu na to, co zamieszczano na Jej stronie, więc to chyba nie Ona powinna wyjaśniać, dlaczego pewne fakty starano się ukryć, stwarzając niezdrową atmosferę wokół tego wspaniałego rejsu"
http://www.rejs-asiapajkowska.yoyo.pl/
i może powie Pan jeszcze, że Pani Kapitan nie ma wpływu w tej chwili na front page własnej strony na której podaje swój email jako kontakt, a całośc jest napisana w pierwszej osobie? I wciąż wbrew opublikowanym dokumentom twierdzi na tej stronie, że był to rejs bez zawijania do portów!!
A może to też owi mityczni 'oni' podpisali się fałszywym jak się zdaje nazwiskiem w dokumentach w Port Elizabeth?
Panie Jakubie, świat nie jest czarno - biały. Dlatego mnie interesują nie tylko fakty, ale również ich otoczenie.
Jest faktem, że p. Pajkowska do ukończenia rejsu nie miała wpływu na treść wiadomości umieszczanych na Jej stronie internetowej. Nie miała nawet możliwości obejrzenia swojej strony - chyba, że zajrzała tam w czasie postoju w RPA. Strona była redagowana przez organizatorów na podstawie wiadomości przesyłanych z jachtu. Nie wiemy jednak jakie wiadomości przesłano z jachtu.
Nie wiemy też, jakie polecenia wysyłane były z lądu na jacht. Nie wiemy jaka była umowa między sponsorem a żeglarką. To nie rejs Tomka Lewandowskiego, który sam za wszystko płacił. Rejsy sponsorowane rządzą się trochę innymi prawami i niekiedy żeglarz musi się zgodzić na wiele ustępstw, aby tylko mieć możliwość wypłynięcia w wymarzony rejs.
Nie znam wielu faktów i dlatego mam wątpliwości. Faktem jest wspaniały rejs. Reszta ... być może dla naszej dzielnej żeglarki ta reszta jest bolesna - i to może być dla Niej równie trudne jak rejs.
I jeszcze jedno: kto z nas jest pewny, jaki wpływ miało by na niego kilka miesięcy samotnego rejsu?
Przesyłam pozdrowienia
Edward Zając