Gniewino to siedziba samorządu gminy położonej na zapleczu zachodniego brzegu Jeziora Zarnowieckiego (Powiat Wejherowski). Zamieszkują tam ludzie rozsądni, czyli tacy, którzy wiedzą co jest grane, co więcej - umieją wyjść naprzeciw. Gniewinianie wiedzą, że prędzej czy później niedobór energii i ekologia przesądzi wykonawczą decyzję o budowie elektrowni atomowej w Polsce. Wiedzą też, że dzisiejsze atomowe to zupełnie co innego niż to co wybuchło w Czarnobylu. Wiedzą też że lokalizacja elektrowni jądrowej w obrębie gminy, to ogromne pieniądze, praca, prestiż. No więc samorządowcy zastosowali wypróbowaną metodę wojskową. Gdy przed laty odbębniałem najpierw brygadę pracy "Służba Polsce", a następnie zaszczytną służbę wojskową - szybko zorientowałem się, że szarża bardzo lubi ochotników. Gdy dowódca plutonu ogłaszał "ochotnicy wystąp" - zawsze występowałem, mimo, że jeszcze nie wiedziałem o jakie zadanie chodzi. Drodzy Czytelnicy - nigdy na tym źle nie wyszedłem. A raz to nawet... fantastycznie.
No i Gniewino idzie tym samym torem. Są w tej dobrej sytuacji, bo już wiedzą o co chodzi, zgłaszają się jako pierwsi, i są pewni, że decydentów ucieszy perspektywa jazdy po miodzie. Tyle dziś komitetów protestacyjknych, a tu bęc - ochotnicy. Pozostaje jeszcze problem czających się za kazdym rogiem ekoterrorytów, ale i na nich też już są wypróbowane metody. A więc Gniewino zaprasza atomówkę, ale stawia warunek - chcemy dostępu... do morza. Chcemy, aby do nas przypływał elegancki świat. Chcemy czterokilometrowego kanału - łączącego Jezioro Żarnowieckie z Bałtykiem, chcemy falochronów, śluzy, mostu zwodzonego, przystani jachtowej. Przy kosztach budowy elektrowni jadrowej - to po prostu małe piwo. Gniewinianie to bardzo rozsądni ludzie.
Jezioro Żarnowieckie ma długośc około 7,5 km, powierzchnia - 1470 hektarów, pojemnośc 121 mln metrów sześciennych wody, maksymalna głębokośc - około 7 m. Zasilanie - rzeka Piaśnica Górna i Struga Bychowska - około 2,4 mln metrów szesciennych rocznie. W południowo-zachodniej części usytuowana jest największa w Polsce elektrownia wodna - szczytowo - pompowa. Niedaleko - ruiny niedokończonej elektrowni jądrowej starej generacji
Jestem już zaproszony do Gniewina. Przyjrzę się wstępnej koncepcji, obejdę okolicę i trasę projektowanego kanału, zrobię sporo fotografii, porozmawiam z Wójtem, z kimś z Rady i komitetu inicjacyjnego. Zrobię Wam z tego obszerną fotorelację.
Coś nadal niewyraźna sytuacja rankingowa - koniecznie zajrzyjcie:
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
Nic dziwnego, że w Gminie Gniewino chcą mieć elektrownię atomową, kanał do morza, przystań jachtową, mosty zwodzone itd, zamiast protestować. Zarząd Gminy Gniewino od lat potrafił gospodarować i cenił rolę wiedzy. Kiedy rozpoczynały sie fundusze unijne, ta gmina wysłała na studia podyplomowe do Warszawy chyba najliczniejszą reprezentację spośród wszystkich 2500 polskich gmin, po to, aby nauczyli się z tych środków korzystać. I potrafią, co widać nie tylko w planach na przyszłość ale i w realizacjach. W naprawdę mocno kryzysowych latach dziewięćdziesiątych, kiedy średni wskaźnik bezrobocia w Polsce wynosił koło 18 %, a w gminach tzw. popegeerowskich, na północy dochodził do 30% - w Gminie Gniewino było 4% (słownie: cztery procent) bezrobotnych, zatrudniano tam ludzi z okolicznych gmin, o czym miejscowi do dziś pamiętają. Wójt Gniewina, pytany o źródła sukcesu gminy, odpowiadał, że wszystko, co było można zostało w gminie sprywatyzowane. To jedna z tych gmin, które robią postęp, więc i elektrownię atomową też potrafią u siebie zrealizować. Wbrew temu, co się potocznie słyszy - energetyka jądrowa jest postępotwórcza, bo wymaga wysokich kwalifikacji i ciągłego kształcenia. Nie wiem, czy to nie jest jeszcze ważniejsze niż same tylko kilowaty, które popłyną w Polskę. Życzymy mieszkańcom Gniewina sukcesu !
Pozdrawiam
Tomasz Piasecki
PS. Dla pukajacych sie glowe, ze zamierzam sie osiedlic tak blisko elektrowni atomowej, wyjasniam, ze od 25 lat mieszkam niedaleko czegos takiego w Ann Arbor w Michigan, USA i jakos nie odczuwam z tego powodu zadnego dyskomfortu, a wrecz przeciwnie, bo zuzycie 372 kWh energii elektrycznej za miesiac marzec kosztowalo mnie 38 doalrow, czyli tyle ile w ciagu 4 godzin zarabia sprzataczka, lub stroz nocny przyjety do pracy bez referencji. Raz jeden tylko poczulem sie troche nrwowo i zaczylem wygladac przez okano, czy nie zbliza sie jakas wielka pomarancowa kula, ale wkrotce okazalo sie, ze jednoczesny brak pradu, wody w kranach i nie dzialajacy telefon spowodowany byl nie klopotami w pobliskiej elektrowni atoowaej, lecz ogolna awaria seici energetycznej w poln - zachodnich stanach, ktora powstala na zasadzie tzw domina. Tak wiec, spoko, kochani, czule alkomaty w dyspozytorni i innych wezlowych punktach elektrowni, a takze przy bramie wjazdowej reagujace na wydychane przez pracownikow powietrze w dniu popularnych imienin np. Henryka, czy Jozefa, ze o Dniu Kobiet nie wspomne i wszsytko bedzie dobrze :)
Na wstępie przypomnę że całkiem niedawno byliśmy świadkami histerycznego protestu mieszkańców nieodległych Dębek, kórzy roztaczali apokaliptyczne wizje jakoby planowana farma wiatrakowa na Bałtyku miała wywoływać... ataki padaczki u plażowoczów, w następstwie migotania słonecznego światła przesłanianego śmigłami wiatraków(!)
Ale w takim szaleństwie też jest metoda. Siłami partii zielonej w nazwie ale na wskroś czerwonej w ideologii i zainteresowanej nie tyle ochroną przyrody co... promowaniem homosexualizmu oraz legalizacją tzw. "miękkich" narkotyków(!) organizuje się gdzieś antyatomowe protesty z Czarnobylem w tle - a potem sprzedaje się społeczeństwu rewelację jakoby nowoczesne wodne reaktory (nawet takie jak niedoszła żarnowiecka "WuWuERka"), w odróżnienieniu od grafitowej czarnobylskiej "eRBeeMKi" nie stwarzały jakiegokolwiek zagrożenia wybuchem. To wszystko prawda, ale dzięki takiemu socjotechnicznemu zabiegowi dorabia się gębę ekoterrorystów i ekooszołomów wszystkim przeciwnikom energetyki jądrowej, nawet tym którzy dysponują realnymi już argumentami. A są one niebanalne. Nie wiadomo co robić z odpadami radioaktywnymi. Można rzecz jasna wydobyć z nich pluton 239 i użyć go w roli nowego paliwa reaktorowego - ale i tak pozostaje setki całkowicie bezużytecznych izotopów promieniotwórczych o czasie półtrwania od godzin do dziesiątek tysięcy lat, z którymi nie bardzo wiadomo co robić. Te pochodzące z laboratoryjnych wręcz reaktorów "EWA" i MARIA. wobec których elektrownia atomowa byłaby tym czym wieloprzemysłowa rzeźnia jest wobec niewielkiego ogrodu zoologicznego składuje się w postcarskich fortach Różana. Najpopularniejszą jednak obecnie metodą jest zalewanie odpadów w blokach z nafaszerowanego barytem i ołowiem betonu, i topieniem ich w oceanicznych głebinach. Czy ktoś zafascynowany rzekomo niskimi kosztami energii jądrowej liczył ile kosztowałby taki transport z wybrzeża Bałtyku gdzieś przynajmniej na Morze Norweskie, chyba że mają one być zatapiane w pobliskiej Zatoce Gdańskiej w sąsiedztwie pojemników z iperytem? A może entuzjaści energii jądrowej liczą na wynalezienie antygrawitacji, aby realny stał się pomysł z wystrzeliwaniem ich w przestrzeń kosmiczną, np na Słońce? Na razie jednak zadawalamy się myślą że przez najbliższe 500 lat będą one bezpieczne, co stanie się z nimi po upływie tego czasu, gdy bynajmniej nie wszystkie groźne izotopy zdążą się rozpaść - wolimy nie myśleć: niech martwią się tym przyszłe pokolenia. A niezależnie od tego wszystkiego największym i najbardziej uciążliwym odpadem radioaktywnym stanie się prędzej czy później... sama wyexploatowana energia jądrowa, nad reaktorami której trzeba będzie wybudować taki same sarkofagi jak w Czarnobylu, niewielkim pocieszeniem będzie fakt że bez uprzednich wybuchów i wycieków.
Innym argumentem przeciw energrtyce jądrowej jest ograniczony zapas paliwa rozszczepialnego. Wyczerpie się ono niewiele później niż ropa naftowa. Można co prawda zwielokrotnić jego zapasy przez zastosowanie tzw reaktorów powielających (co sprowadza się w istocie do spalania nie deficytowego uranu 235 lecz o wiele pospolitszego uranu 238 (takiego samego z jakiego robi się balasty "maszynek" do wygrywania regat) a zwłaszcza toru 232. Ale powyższa technologia z zachwalanym wyżej "bezpieczeństwem" wspólczesnych wodnych reaktorów nie ma nic wspólnego, są to potencjalne chemiczno - jądrowe bomby w których reakcja jądrowa przebiega tak intensywnie że jako chłodziwo musi być stosowana nie ciężka czy też lekka woda, ale stopione metale alkaliczne: sód i potas.
Zupełnie już ubocznym i mało exponowanym zagrożeniem (a raczej uciążliwością) wiążącą się z energetyką jądrową jest... "efekt cieplarniany", tyle że zupełnie innej natury niż ten powszechnie znany, wywoływany przez niektóre gazy. Po prostu, sprawność cieplna elektrowni jądrowych jest tak beznadziejnie niska, że produkcji energii elektrycznej towarzyszy wytwarzanie ogromnych ilości ciepła, z którym nie ma co robić. Można by przekształcić Jezioro Żarnowieckie w atrakcję w postaci "wód termalnych" ogrzewanych ciepłem z elektrowni - ale czy byłoby wielu chętnych na kąpiel lub spożywanie hodowanych tam ciepłolubnych gatunków ryb, choćby pospolitego karpia?
Z jednego tylko punktu widzenia energetyka jądrowa jest absolutnie niezastąpiona. Z punktu widzenia producentów broni jądrowej. Do tego celu potrzebny jest wysokoprocentowy, najlepiej zupełnie czysty materiał rozszczepialny. Można wydobywac go bezpośrednio z rud uranowych, w postaci uranu 235. Ale jest to bardzo uciążliwe i kosztowne( z uwagi na konieczność oddzielenia go od identycznego pod wzgledem chemicznym a rózniącego się tylko minimalnie masą atomową izotopu U238), tymczasem elektrownie jądrowe nie potrzebują aż tak wzbogaconego paliwa - moga przerabiać i uran naturalny. Za to w "wypalonym" paliwie jądrowym znajduje się pewna niewielka ilość idealnego wprost materiału rozszczepialnego przydatnego zarówno do wykorzystania w elektrowniach, jak i do produkcji głowic jądrowych: plutonu 239. Ten o wiele prościej jest oddzielić od uranu i wszelkich innych pierwiastków - różni się bowiem od nich także i właściwościami chemicznymi. Czy nie daje nic do myslenia fakt że za PRL tak intensywnie forsowano budowę EJ Żarnowiec, a potem okazało się że można było obejść się i bez niej?
Tomek Janiszewski
ps. Co to "inwestycji towarzyszących" w postaci Portu Morskiego Gniewino - on może powstać i bez elektrowni. W końcu nawet bezsensownie jak by się mogło obecnie wydawać zlokalizowana elektrownia szczytowo - pompowa Żarnowiec może pracować i bez atomówki na potrzeby której została zbudowana. Szczególnie gdy zacznie magazynować energię elektryczną przesyłaną już nie z dalekiego Śląska, lecz z miejscowych wiatraków. Na przykład tych znanych każdemu SIZ-owiczowi które mlą już w okolicach Pucka.
Tomku,
Przedstawiasz liczne argumenty, które są - łagodnie mówiąc - tak dyskusyjne, że nie warto o nie kruszyć kopii; zresztą Kolega mieszkający w pobliżu elektrowni jądrowej wypowiedział się na ten temat tuż obok. Krótko mówiąc, Twoja wizja postępu jest inna, niż uznana na świecie i masz do tego prawo, jakkolwiek baterie słoneczne i wiatraki jeszcze nie prędko będą stanowić praktyczne i ekonomicznie sensowne rozwiązanie sprawy.
Zaciekawiła mnie natomiast podana przez Ciebie informacja o balastach "maszynek" do wygrywania regat, które to balasty "robi się" z uranu.
Bedę Ci wdzięczny, jeżeli zechcesz podzielić się z korzystającymi z tego Forum odpowiedzią na dwa pytania: - w jakich współczesnych klasach regatowych przepisy dopuszczają balasty uranowe ? - jaka jest dopuszczona graniczna gęstość materiału balastu ?
Do grupy "maszynek do wygrywania regat" - należą z pewnością m.in. jachty Pucharu Ameryki. Jednak w tym wypadku - przepisy ograniczają gęstość materiału balastu do 11 350 kg/m3, (America's Cup "33" Class Rule, pkt. 14 - Appendages, 14.2 Metal). Jest to, jak wiadomo, wartość nieco niższa od gęstości ołowiu. Aby nie dzielić włosa na czworo dodam tylko, że dopuszczalna ilość wtrąceń innych materiałów wynosi 1 część na milion, innymi słowy - 1 gram na tonę. Przepisy nie mniej regatowej klasy - 12 M również określają gęstość materiału balastu jako "nie większą niż gęstość ołowiu".
Pozdrawiam
Tomasz Piasecki
innych
Tomku,
W przerwie świątecznych przygotowań kilka zdań o poruszonych sprawach.
Odchodzenie od elektrowni jądrowych nie jest prawdą. Obecnie w Europie buduje się bodaj z pięć elektrowni atomowych. Niemcy z niczego się nie wycofują, to drugi (po Francji) potentat w energetyce jądrowej. Kiedyś "zielony" koalicjant forsował u nich takie hasło, ale okazało się, że łatwiej krzyczeć niż robić, więc teza o wyższości baterii słonecznych i wiatraków po cichu poszła do lamusa. A to z tego prostego powodu, że prądu – z nieregularnie pracujących wiatraków i baterii – nie potrafimy przechowywać, a koszty wytwarzania są bardzo wysokie. Sprawność współczesnego wiatraka jest bliska sprawności parowozu z lat 40-tych i wynosi około 30–33 %. Jest też powód poważniejszy: zmniejszenie emisji CO2 i energetyka węglowa pasują do siebie jak pięść do nosa.
Cała energetyka cieplna, siłowni atomowych też, polega na gotowaniu wody, z której powstaje (mocno przegrzana) para, kierowana na łopatki turbin. Tylko tyle i aż tyle. Gdyby rzetelnie policzyć produkcję CO2 i naturalną promieniotwórczość milionów ton węgla spalanego w elektrowniach, zagrożenia nie są tak małe jak sugerujesz. To trochę jak z tym hasłem o wyłączeniu światła na godzinę: gdyby wszyscy naprawdę wyłączyli całe obciążenie – to turbiny i generatory w elektrowniach diabli wezmą i potem długo nie będzie co włączać.
A w żeglarstwie – balasty uranowe są zakazane, ale nie "obecnie", lecz od dobrych dwudziestu pięciu lat. Bodaj w 1980-81 roku była afera z uranem, ale skończyło się to szybko, bo obrót materiałami rozszczepialnymi jest silnie kontrolowany. Latem 1983 stał, na kei w Sete, jacht France III, który miał w balaście zalaminowane ślady po usuniętych ciężarkach i to był chyba definitywny koniec całego epizodu.
Odpady promieniotwórcze to kłopot. Jest ich rocznie na świecie około 12 tysięcy ton. Jednak popioły elektrowniane w Polsce zawierają około 5 tysięcy uranu. Jeszcze jedno: chmury nad elektrowniami atomowymi nie są zabójcze, to zwykłe cumulusy, które zaczynają się w chłodniach kominowych.
Wesołych Świąt
Tomek
Czy przypadkiem owe 7 nowobudowanych EJ-to nie są przypadkiem elektrownie francuskie + fińska? Z tą 33% sprawnością wiatraka to chyba pomyłka - domyślam się że miało chodzić o sprawność cieplną elektrowni konwencjonalnych. W elektrowniach jądrowych dochodzą jeszcze straty w rozlicznych wymiennikach ciepła (niezbędnych dla ograniczenia emisji promienioowania z tzw. obiegu pierwotnego) - stąd niewielka sprawność tych ostatnich. Jako zdeklarownay miłośnik kolei wiem natomiast, że sprawność parowozu jest dużo mniejsza od podanej wyżej wartości i nie przekracza zwykle 10%.
Promieniowanie węgla i pozostałych po nim popiołów jest faktem, podobnie jak i faktem jest radon wydobywający się z głębi Ziemi. Trafiają się miejsca gdzie jest jego więcej, np w Świeradowie. Podobnie i rózna bywa zawartość toru i uranu w złożach węgla. Ale są to naturalne radiopierwiastki (podobnie jak i wegiel C14 oraz potas K40 (promieniowanie występujące np. w składach sztucznych nawozów potasowych powinno dawać znać o sobie!) z którymi człowiek żyje od samego początku bo żyć musi. I nie żyje mu się z tym tak źle, bo te substancje wytwarzają głównie niskoenergetyczne promieniowanie alfa i beta. Nie ma natomiast wśród nich tak groźnych nuklidów emitujących promieniowanie gamma i stanowiących główny składnik odpadów z reaktorów atomowych jak kumulujący się w kościach i wywołujący białaczkę stront Sr90, cez Cs137 czy kobalt Co60, czy wreszcie łatwo lotny jod131 wywoujący raka tarczycy. Powstawanie jego towarzyszy pracy każdego reaktora atomowego, nie tylko wybuchom takim jak w Czarnobylu, a niewielkich wycieków wyeliminować się w praktyce nie udaje, i tak skrzętnie ukryto przed opinią publiczną poważną awarię reaktora na Węgrzech w roku bodajże 2004, czy wreszcie wielki pożar sodu w reaktorze powielającym, który to pożar przesądził o zahamowaniu rozwoju tej technologii. A bez powielania (tj przetwarzania najpospolitszych pierwiastków promieniotwórczych w materiały rozszczepialne) energetyka jadrowa dlugo nie pociągnie...
...a nawet termojądrowa: http://forum.pv.pl/
i tylko żal że rozliczne "lobby" energii odnawialnej (fotowoltaiczne, wiatrakowe, hyroenergetyczne, hydrotermalne, biopaliwowe itd.) konkurują ze sobą na śmierć i życie zamiast zgodnie współdziałać. A skorzystać ma takiej konkurencji może tylko lobby naftowe oraz atomowe :-(
Od siebie dodam że Dr Stanisław Pietruszko jest mi znany, prowadził ćwiczenia z przedmiotu "Przyrządy półprzewodnikowe" na Politechnice Warszawskiej.
Osobiście bardzo bym sie cieszył, gdyby mieszkańcom Gniewina plany otwarcia na morze się powiodły. Niezależnie od tego jak dziś brzmią fantastycznie ;-)
Powodzenia
Jaromir Rowiński
PS - nie byłbym sobą, gdybym nie zauważył, że moim zdaniem otwieranie kanału do niedostępnego dziś dla jactów morskich jez. Żarnowieckiego ma większy sens, niż wychwalane co jakiś czas przez Jerzego plany topienia setek milionów w projektach budowy kanału z Zatoki na Zalew Wiślany. Na który to Zalew można przepłynąć bez budowania kanału...od setek lat...