KONSEKWENCJE MONOPOLU W HYDROGRAFII
Wiele lat temu, kiedy robiłem pierwsze wydanie "Zalewu Wiślanego" - podtytuł miał brzmieć "locja dla żeglarzy". Zaprzyjaźniony komandor z BHMW ostrzegł mnie, abym tego nie robił, bo zostanie wytoczona mi sprawa o pogwałcenie ustawowej wyłączności przyznanej hydrografii wojskowej. Mapy morskie, locje, spisy świateł, spisy radiostacji nautycznych ma prawo sporzadzać i publikować tylko BHMW. Dałem sobie z tym radę w sposób prosty - podtytuły moich kolejnych książeczek znacie wszyscy - "przewodnik dla żeglarzy". Po upadku "ancien regime" jeden z wojskowych hydrografów utworzył Biuro Hydrografii RP. No i szybko było po biurze. W różnych krajach jest różnie. Mnie się podoba akurat rozwiązanie niemieckie. Uwazam, że nie ma lepszego rozwiazania niż konkurencja (z wyłączeniem związków małżeńskich). A tak na marginesie - im liczniejszy personel - tym bardziej ociężała firma. Pisze o tyn Jacek "Jacenty" Kijewski.
Tu "pre paid" click
Kamizelki i żyjcie wiecznie !
Don Jorge
==========================

Drogi Jerzy,
Jak wiadomo, zabezpieczeniem hydrograficznym polskiego wybrzeża zajmuje się armia. A konkretnie Marynarka Wojenna. A jeszcze konkretniej - Biuro Hydrograficzne Marynarki Wojennej. Instytucja ta jest na tyle specyficzna, że zamiast np. rzecznika prasowego (przejście na emeryturę w wieku lat 65) ma "oficera prasowego" (przejście na emerturę w wieku lat 35 + dodatki
wojskowe). Nie wspominając o kierownikach (pardon, szefach lub dowódcach) poszczególnych działów, które w firmie cywilnej sprawnie i fachowo obsadzają normalni ludzie.

Byłoby to - z trudem - do zaakceptowania, gdyby ono Biuro wypełniało swoje obowiązki w miarę (w miarę!) przyzwoicie. Niestety, o nonszalancji armii świadczy brak Locji nr 502 - polskie wybrzeże Bałtyku - już od roku!!! Nie wspominając, że to wydanie z 2001 roku (z poprawką na 2006), czyli prehistoria. Ale i tak od roku jest niedostępne. Od roku dzwonią do mnie zrozpaczeni kapitanowie kutrów czy małych wycieczkowców, którym Urząd Morski "pięćsetdwójkę" wpisał w listę OBOWIĄZKOWEGO wyposażenia, a oni nie są w stanie spełnić tych wymogów.

Od roku! Nie tydzień, czy nawet miesiąc. Rok!

Ale to nie wszystko. Otóż obecnie zabrakło spisu świateł nr 521. Czyli znowu: nie jakieś szkiery, gdzie trzeba kupić te dane od innych hydrografii, tylko Bałtyk Południowy. Nasz. Wydanie zresztą z 2006 roku. Nie ma i nie wiadomo, kiedy będzie. I czy w ogóle.

Pani z działu sprzedaży zaproponowała mi inne wydawnictwa, jak np. locję 501 (1985 rok, miałem wtedy 12 lat...), albo np. 505-kę (1977). Fakt, że locyjki te, ładnie oprawione w płótno, kosztują po 5 zł i można je ustawić na półce w celu udekorowania gabinetu admirała wszech mórz i oceanów (polecam prezesowi PZŻ, jak tylko zdobędzie jakiś wyższy stopień żeglarski).

Tak czy inaczej - skandal. Który byłby mniejszym skandalem, gdyby ww. pozycje nie były wyposażeniem obowiązkowym licznych jachtów (komercyjnych), kutrów, stateczków i tak dalej. Myślę, że należy te zadania jak najszybciej odebrać armii i powierzyć rozsądnej firmie cywilnej, a choćby i Urzędowi Morskiemu.

Drogi Jerzy!
Pomóż marynarce. Dodrukuj "Polskich portów otwartego morza", bo te ciamajdy jeszcze i przez 5 lat nie poradzą sobie z 502-ką, a my jakoś żeglować przecież musimy. Na szczęście "Zatoka Gdańska" jest jeszcze dostępna, "Zalew", jak słyszałem, szykuje się. A co mają zrobić szczecinianie? Ratuj żeglarzy (i wojsko przed blamażem).

Pozdrawiam
Jacek Kijewski
Komentarze
w nawiązaniu do tekstu na niebiesko Jacek Kijewski z dnia: 2009-06-16 00:00:00
replika kmdr por.dr Dariusz Grabiec BHMW z dnia: 2009-06-20 00:00:00
replika do repliki Jacek Kijewski z dnia: 2009-06-25 00:00:00