POLSKA ETYKA ŻEGLARSKA

 

Eugeniusz Ziołkowski zaczyna poważnie – sięgając nawet do Arystotelesa. Nie, nie – ja też tak na poważnie, bo temat jest poważny i nadal na czasie - Noblesse oblige.

To przecież dewiza Klanu SSI.

Nieprawdaż ?

Ja nadal w konwencji – na serio.

News ma podbudowę historyczną, bo pewne dzisiejsze dylematy trzeba koniecznie ozważać „na tle”.

Przebrniecie przez rys historyczny, aby na końcu uraczyć się konkluzją.

.

Żyjcie wiecznie !

Don Jorge

---------------------------------------

 

Etyka (nie mylić z etykietą) jest dziedziną filozoficzną starającą się wyjaśnić jaka jest istota dobra lub zła moralnego. Czasy Arystotelesa, Sokratesa, św. Tomasza z Akwinu, Marksa mamy już za sobą i nic nowego w tej materii nie wniesiemy.

Moje dzisiejsze rozważania podczas psiej wachty dotyczyć będą ostatnich stu lat żeglarstwa uprawianego w kraju nad Wisłą, a w szczególności zmienności postaw moralnych żeglarzy, mających istotny wpływ na rozwój naszego żeglarstwa.

Po odzyskaniu niepodległości w okresie międzywojennym, każdy czyn demonstrujący naszą państwowość, był powszechnie uznawany za wysoce moralny i zyskiwał poparcie większości społeczeństwa.

Wybitną postacią, która budowała podwaliny pod polskie żeglarstwo był Gen. Mariusz Zaruski. Żeglarz numer 1 Drugiej Rzeczpospolitej. Lista zasług i zrealizowanych celów wspaniała. Współzałożyciel Yacht Klubu Polskiego, inicjator powstania Polskiej Ligii Morskiej i Rzecznej (później Polska Liga Morska i Kolonialna). Szkolił żeglarz w Jastarni, na obozach harcerskich. Lobbował zakupy jachtów morskich, doprowadził do realizacji uchwały sejmowej, której efektem było zakupienie ze składek społecznych „Daru Pomorza”. Był również Prezesem Polskiego Związku Żeglarskiego. Wszystko co czynił  Mariusz Zaruski, nie budziło żadnych wątpliwości moralnych. Wydawano duże pieniądze, ale cel był jasny.

W okresie międzywojennym był jeszcze jeden wielki polski żeglarz. Władysław Wagner opłynął w ciągu ośmiu lat kulę ziemską bez sponsora, dysponując minimalną ilością środków, na trzech jachtach. Przez wiele lat po drugiej wojnie światowej pomniejszano jego osiągnięcie, przedstawiając w sposób dwuznaczny pozyskanie przez Wagnera Zjawy I.

W pierwszych latach po drugiej wojnie światowej „władza ludowa” nie interesowała się żeglarstwem. W latach czterdziestychrejsy morskie miały charakter „działalności gospodarczej” przemytników alkoholu do Szwecji i z pewnością nie były czynem wysoce moralnym i patriotycznym.

W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku, nieśmiało na ruinach starych przystani jachtowych odradzały się i powstawały nowe kluby żeglarskie.

Żeglarstwo uzyskało status sportu łączącego wyczyn na małych łódkach regatowych z morskimi rejsami szkoleniowymi. żeglowanie dla czystej przyjemności, bez realizacji celów szkoleniowych lub propagandowych praktycznie nie istniało.

Było parę wyjątków: Leonid Teliga, Ludomir Mączkato liderzy niewielkiej grupki żeglarzy pływających dla przyjemności i za własne pieniądze.

Rejsy szkoleniowo stażowe wpisujące się w decyzje podjęte przez strategów, na którymś tam plenum KC dominowały. Prawie wszystkie jachty były de facto własnością państwa i to państwo (partia) decydowało czemu maja służyć. Wielu ówczesnych żeglarzy stawało przed wyborem: pozostać na brzegu lub złożyć do zatwierdzenia harmonogram rejsu, który w tytule powinien mieć „pierwszy(a) na świecie”, „śladami Polaków”, „wyprawa badawcza” lub w ostateczności „rejs stażowo-szkoleniowy”. Moralną ocenę takiego postępowania, każdy z nas żeglarzy ma we własnej głowie, na własny użytek. Konsumpcja wszelkich, nie tylko żeglarskich, przyjemności ze wspólnego kotła, w którym chochlą mieszała „przewodnia siła narodu” nie pozostawiała wielkiego wyboru.

Polscy żeglarze w „czasach słusznie minionych” dokonywali swoistej ekwilibrystyki intelektualno-pojęciowej, aby wpisać się w „słuszną linię partii” i popłynąć w rejs, który tak naprawdę pozwalał wytknąć na chwilę nos za „żelazną kurtynę” i odetchnąć powietrzem wolności.

Jak to zwykle bywa, usankcjonowanie systemowe, lekko zafałszowanych postępowań, wcześniej, czy później prowadzi do patologii. Powstał Nasz, Polski, Jedyny, Najlepszy na świecie, Wzór dla reszty globu: system szkolenia i stopni żeglarskich. Matką tego potworka była potrzeba rejsów szkoleniowo-stażowych, a ojcem kadra szkoleniowa trudniąca się „obsługą” rejsów.

Nastąpił czas przemian ustrojowych. Oprócz wolności dotarły do nas zasady funkcjonowania społeczeństwa w którym jednostka jest podmiotem, a państwo instytucją stojącą na straży wcześniej ustalonego przez większość prawa. Nadszedł czas większej odpowiedzialności za własne decyzje.

Ta większa odpowiedzialność dotyczy również sfery moralnej. Wypada być człowiekiem przyzwoitym,korzystać z pomocy państwatylko w zakresie akceptowalnym przez resztę społeczeństwa, uwzględniając również własne możliwości realizacji założonego celu. Niedopuszczalne jest wykorzystywanie niewiedzy decydentów dla przeforsowania własnego projektu pochłaniającego publiczne pieniądze. Szczególnie jeśli projekt ten jest zakamuflowaną realizacja własnych marzeń ubranych w hasła patriotyczne.

Polska etyka żeglarska ostatnich lat nie powinna mieć problemów w odróżnieniu dobra od zła. Zasady są bardzo proste. Żeglowanie przyjemnościowe jest luksusem na który może pozwolić sobie większość Polaków. Forma i skala zależy od zaangażowania i możliwości, ale zawsze powinno być realizowane w oparciu o własne lub pozyskane od innych środki, spoza kasy publicznej. Wyciąganie ręki po środki z kasy państwa jest wysoce niemoralne.

Rozważania dzisiejszej psiej wachty może są zbyt ogólne, nie przywołują konkretnych nazwisk, projektów, ale jest to zabieg celowy. Nie chcę być posądzony o zazdrość, próbę szkodzenia lub zwykłe pieniactwo. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na fakt, że czasy się zmieniły i to co było dopuszczalne trzydzieści i więcej lat temu, teraz jest niesmaczne lub wręcz obrzydliwe.

Żeglarze w większości są romantykami i z tego powodu ich wrażliwość  i moralność powinna być powyżej przeciętnej.

Noblesse oblige

 

Eugeniusz Ziółkowski

===============================================================================


Aneks do psiej wachty 12

Żeglarze w większości są romantykami i z tego powodu ich wrażliwość  i moralność powinna być powyżej przeciętnej.

Noblesse oblige

Utrzymanie prostego kursu do celu, którym dla człowieka powinien być wyższy poziom świadomości jest trudne. Zbyt dosłownie akceptujemy teorię ewolucji. Dłuższe zęby i pazury, większa masa ciała, duża objętość mózgu to idealny wzorzec zwycięzcy ewolucyjnego wyścigu. Dlaczego tak bardzo staramy się zbliżyć do tego wzorca?. Dlatego, że tłumaczy to nasze ułomności i postępowanie.

Czy naprawdę za zanik empatii, akceptację niesprawiedliwości, dążenie za każdą cenę do dominacji winny jest proces ewolucyjny?. Może na poziomie biologicznym tak, ale jest jeszcze świadomość, jaźń, lub jak kto woli dusza, coś co podobno decyduje o człowieczeństwie. Mamy wolny wybór, albo będziemy ostrzyć pazury i być najlepszym „naczelnym”, albo nasze działania oprzemy na moralności i sprawiedliwości.

Mamy rok 2017. Może warto małymi krokami dążyć do tego aby w roku 2117, nasz potomek w którymś tam pokoleniu, żeglował na jachcie dla przyjemności mając świadomość, że robi to dla siebie i nikt do tego nie dokłada.

Mam świadomość, że „psia wachta 12” i aneks są subiektywne, ale to przecież SSI i każdy może wyrażać swoje poglądy.

Oceny znanych postaci w większości przypadków są dwubiegunowe. Dla jednych to bohaterowie, dla innych złoczyńcy. Przykłady: dwa wieki temu Napoleon, współcześnie Wałęsa. Moim zdaniem ocena ostateczna to wynik wyważenia dobra i zła. Jeśli waga wychyli się nieznacznie to postać ginie we mgle zapomnienia. Zdecydowana przewaga jednej z wartości czyni postać wybitną, której historia nie przemilczy.

 

Subiektywny - Eugeniusz Ziółkowski

 

 

 

 



 

 

 

 

Jurku,

przeczyta em uwa nie notk  o etyce  eglarskiej, powtarzaj c za  .p. ksi dzem Tischnerem gradacje prawd- prawda, - tyz prawda i - g wno prawda, to ca y ten wyw d nale y zaliczy  do owej trzecie kategorii.

Poczynaj c od " wietlanej" postaci gen. Mariusza Zaruskiego, kt ry ca   swoj   karier  i stopie  zawdzi cza  temu,  e by  przydupasem Marsza ka i mniemanym przyjacielem tragicznie zmar ego Bronis awa Pi sudskiego.

Nie miejsce aby to tutaj teraz rozwija  ale nie jest prawd ,  e Mariusz Zaruski by  pierwszym prezesem TOPRu , za o ycielem Ligi Morskiej i YKPu, to sa wszystko, modne obecnie, post fakty, p prawdy i przeinaczenia. Komitet Floty Narodowej, kt remu Zaruski przewodniczy  sko czy  si  kolosaln  malwersacj   a resztki pozosta ych pieni dzy, celem dymnej zas ony, do  czono do zbi rki pieni nej na nowy  aglowiec szkolny. Zas ona, jak wida , zadzia a a i dzia a tak e i teraz po, blisko, dziewi  dziesi ciu latach.  Genera a ciupasem, ratunkowo, przeniesiono na nic nie znacz ce, za to dobrze nazwane, stanowisko Starosty Morskiego, gdzie natychmiast wszed  w konflikt z dow dc  floty, komandorem Unrugiem i, co gorsza, z kr gami przemys owo handlowymi buduj cej si  w a nie Gdyni. Zaruskiego odsuni to na boczny tor, szefem Ligi Morskiej i Kolonialnej by  genera  Orlicz Dreszer, tak samo jak Zaruski, byliniak, kt ry malarza (Zaruski, jak sam podawa  by  podobno absolwentem ASP w Krakowie,  aden jego obraz jednak si  nie zachowa ) organicznie nie tolerowa  i za jego  ycia Zaruski w Lidze nie mia  nic do powiedzenia. Orlicz Dreszer zgin   jednak w katastrofie lotniczej i zachowa a si  kronika PATa z pogrzebu na Oksywiu gdzie przypadkiem zupe nym wchodzi w kadr genera  Zaruski jako jeden z  a obnik w. Do wyguglania dla ciekawych. Piecz  nad Lig  przej   Genera  Sosnkowski, kt ry by  tak e moralnym, bo nie politycznym, spadkobierc  zmar ego niedawno Marsza ka. Zaopiekowa  si  porzuconym przez wszystkich Zaruskim, interweniuj c u wojewody Gra y skiego, naczelnika ZHP, o miejsce na szkunerze Harcerz, tanim sposobem przez Jana Kuczy skiego przed dwu laty uzyskanego dla harcerzy.  Jan Kuczy ski to zapomniana posta  polskiego  eglarstwa, niezwykle dla niego zas u ona. O swojego rodzaju etyce  eglarskiej mog  powiedzie  wszyscy ci, kt rzy przez dziesi ciolecia zrzynali z przedwojennych podr cznik w  eglarskich Jana Kuczy skiego ca e akapity, o rysunkach nie wspominaj c.

    Sosnkowski dofinansowa  ZHP, Zaruski zosta  kapitanem na Zawiszy, ale poniewa  nie mia   adnych kwalifikacji  eglarskich, bo o dyplomie Szturmana  eglugi Polarnej tylko barwnie opowiad , nikt za  go nigdy nie widzia ,  Kuczy skiego, dyplomowanego porucznika PMH (by  absolwentem Szko y Morskiej) pozostawiono jako formalnego dow dc . Po pierwszym rejsie zrezygnowa  ze wsp pracy i w wczas co kapitanem zosta  Micha  Leszczy ski, s ynny borhardowski PIG u, kt ry opu ci  Zawisz  w Kopenhadze, bodaj. Jan Kuczy ski dosta  posad  w Urz dzie Morskim i zgin   w obronie Oksywia we wrze niu 1939 roku. Tw rca legendy Genera a Zaruskiego jako postaci  wietlanej i etycznej by  druh Bublewski, zar wno przed jak i po wojnie dzia acz harcerskiego  eglarstwa. Mo e takie mity i mia y sw j sens kiedy portret sanacyjnego genera a, zamordowanego przez Bolszewik w po ich inwazji na Polsk  wisia  na honorowym miejscu w g  wnym baraku komunistycznej Ligii Przyjaci   o nierza. Zawsze jaki  zysk, moralny. Ale czy to z etyk  ma wiele wsp lnego? Mo e lepiej, zanim si  co  napisze, zdoby  troch  wiedzy na temat?

Kolega Zi lkowski, na marginesie swojego zacietrzewienia, wspomina o Leonidzie Telidze.  Leonid Teliga to wielka polska posta , niestety skomiksowana tym "rejsem za w asne pieni dze". Leonid Teliga posta  nieznana. Przedwojenny polski oficer zawodowy, kt ry cudem tylko unikn   Katynia maskuj c si  przed sprawiedliwo ci  wodza  wiatowego proletariatu jako autochtoniczny Ukrainiec. Po szeregu karko omnych przyg d,   cznie z uczestnictwem, jako cywilny kombatant, w obronie Sewastopola wraz z drugim korpusem uchodzi do Palestyny sk d  via Wyspy l duje w Kanadzie na kursie nawigator w lotniczych. Kombatant Dywizjonu Bombowego RAF nr 300 im. Ziemi Mazowieckiej. Uczestnik bombardowa  III Rzeszy ale tak e akcji zrzucania  ywno ci na zalane wod  holenderskie poldery Absolwent London School of Economics, PRLowski rozjemca, w ramach ONZ, w czasie Wojny Korea skiej. Szyper na kutrze, kr l  ycia  wczesnych warszawskich salon w towarzyskich, pisarz. Posta  wielowymiarowa, Bardzo wiele wymiarowa.

Co do mecenatu, gdyby nie papie , Micha  Anio  nie zbudowa by Bazyliki w Rzymie a Leonardo nie namalowa by Ostatniej Wieczerzy, wi cej empatii, wi cej luzu.  Mnie tez nie podoba si  pomys  - stu playboj w na stulecie odzyskania niepodleg o ci, ale... ka dy orze jak morze, lepiej mo e zaj   si  sob  ni  wypomina  bli niemu,  e ma powodzenie u mo nych tego  wiata, zawsze mo e si  zdarzy ,  e my te  b dziemy mieli swoje pi   minut... u mo nych, tych czy tamtych...

Pozdrowienia - Jaros aw Czyszek

 

 

 

 

 

 

---


co sponsorować Mariusz Wiącek z dnia: 2017-10-16 18:10:00
sprawy nie są proste Marian Lenz z dnia: 2017-10-17 17:10:00
dopiero teraz rozszyfrowałem komentarz Pana Czyszka Mariusz Wiącek z dnia: 2017-10-18 17:22:00
Mariuszowi Wiąckowi Andrzej Colonel Remiszewski z dnia: 2017-10-19 15:30:00
kilka wyjaśnień historycznych Marian Lenz z dnia: 2017-10-20 07:48:00
o Mariuszu Zaruskim Marek Tarczyński z dnia: 2017-10-20 15:45:00
SSI to nie miejsce do lamentowania Mariusz Wiącek z dnia: 2017-10-21 11:55:00
jak to łatwo krytykować Mariusz Wiącek z dnia: 2017-10-23 17:55:00
Witold Pawłowski od tych co mają zawsze rację staram się trzymać z dala. z dnia: 2017-10-24 15:20:00
więc po co się wypowiadać ? Mariusz Wiącek z dnia: 2017-10-24 20:02:00