ZAMIAST NA MAZURY
<p><font size="3"><font color="#0000ff"><strong>I o to chodzi !</strong> O nic więcej nie dobijają się znienawidzeni przez Chocimska &bdquo;liberatorzy&rdquo; jak o to, aby takich rejs&oacute;w było jak najwięcej. Rodzinne, koleżeńskie, bez bezwartościowych, ale kosztownych i kłoptliwych kwit&oacute;w. Z przyjemnoscia odnotowuję, ze zaraza swobodnego żeglowania przeradza się w epidemię, kt&oacute;rej już żadna &bdquo;korporacja ssaczy&rdquo; nie zatrzyma. A więc tak trzymać.! Gratuluję Wojtkowi Matzowi i Przyjaciołom. <br />Kamizelki i żyjcie wiecznie ! <br /><strong><u><font size="2">Tu klik rankingowy <a target="_blank" href="http://www.zagle.pl/cgi-bin/top/rankem.cgi?id=kiedra"><img height="60" width="120" alt="" src="/att/Image/201000/ranking120x60.gif" /></a><br /></font></u></strong>Don Jorge</font></font></p> <p><font size="3"><font color="#0000ff"><strong>PS</strong> - sprawdziłem - ani ojca, ani Wojtka nie znalazłem na liscie członk&oacute;w SAJ. Odsyłam Was na <a href="http://www.saj.org.pl"><strong><font color="#800000">www.saj.org.pl</font></strong></a>&nbsp; </font></font><font size="3"><font color="#0000ff">Tam Statut, Deklaracje i numer konta, aby zapłacić składki (5 zł/m-c). Zameldujecie mi mailem, ze już wszystko załatwiliście.<br /></font>__________________________________ <br /><br /><em>Witaj Don Jorge! <br />Mam 22 lata i żegluję z rodzicami na jachtach budowanych przez mojego ojca od...21 lat. Początkowo po Mazurach, potem po innych ciekawych akwenach. Jako stały czytelnik Twojej strony doskonale wiem, że popierasz żeglowanie po Bałtyku na mniejszych jachtach i chętnie publikujesz opisy takich rejs&oacute;w. Dlatego pomyślałem, że opiszę nasz tegoroczny, rodzinny rejs jachtem balastowo-mieczowym- być może kogoś on zainteresuje. Załączam (pr&oacute;cz opisu) kilka zdjęć- niestety skanowanych, stąd nienajlepsza jakość. <br />Pozdrawiam, Wojtek Matz, s/y Gem, Warszawa </em></font></p> <p><font size="3">__________________________________________<br />Rejs rozpoczęliśmy 29 lipca w Łebie. To do tamtejszej mariny przywieźliśmy ł&oacute;dkę z Warszawy z zamierzeniem, aby popłynąć do Szczecina na &bdquo;The Tall Ships Races 2007&rdquo;, a może i dalej. <strong>Dodatkowym bodźcem do rozpoczęcia rejsu w jednym z polskich port&oacute;w była liberalizacja żeglarstwa morskiego, o kt&oacute;rej czytaliśmy na grupie dyskusyjnej pl.rec.zeglarstwo i na stronie <a href="http://www.kulinski.gdanskmarinecenter.com">www.kulinski.gdanskmarinecenter.com</a>. </strong></font></p> <p><font size="3"><strong><img height="263" width="400" alt="" src="/att/Image/201000/MATZjacht.jpg" />&nbsp;&nbsp; <img height="266" width="400" alt="" src="/att/Image/201000/MATZklifRODVIG.jpg" /></strong></font></p> <p><font size="3"><strong><font size="2">jacht&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Brzeg koło Rodvig</font><br /></strong></font> <p><font size="3"><strong>Nasz jacht to ł&oacute;dka balastowo-mieczowa, niecałe 8m x 2.5m</strong>, dwa miecze obrotowe (dziobowy i rufowy), 26m2 żagla i mały silnik stacjonarny Farymann Diesel (7.1 KM). <br /><strong>Jacht został zaprojektowany i zbudowany przez armatora i skippera, czyli mojego ojca</strong>. Ł&oacute;dź przez kilka lat pływała po WJM. Nigdy nie miała Karty Bezpieczeństwa, ale od 1998 roku pływamy nią po zagranicznych akwenach. Zwiedziliśmy holenderskie jeziora Ijsselmeer i Markermeer, Adriatyk (6 sezon&oacute;w) i mały fragment Bałtyku (w 2002 roku pojechaliśmy z łodzią do Laboe i pływaliśmy w Danii). Bliźniacza ł&oacute;dka cały czas żegluje po Wielkich Jeziorach Mazurskich. <br />Z elektroniki posiadamy stację pogodową z wiatromierzem, barometrem i termometrem, stacjonarne radio UKF, przenośne CB-Radio, echosondę z logiem i dwa ręczne GPS. Dodatkowo laptop z mapami, mapy papierowe, r&oacute;żne przewodniki żeglarskie i nie tylko, dwa kompasy, lornetka i ponton z małym silnikiem. Przed sezonem zmieniliśmy płetwę sterową na stalową, bo poprzednia (sklejka oblaminowana) złamała się w 2006 roku na Adriatyku. Zmieniliśmy także kotwicę gł&oacute;wną na 15kg Bruce'a. <br /><strong>Nasze wyposażenie uzupełniały wydrukowane z internetu Zarządzenia Porządkowe wszystkich trzech DUM-&oacute;w</strong>, na szczęście ani razu nie były potrzebne- nikt nas nie pytał o WWRJ, czy Kartę Bezpieczeństwa. <br /><img height="471" width="800" alt="" src="/att/Image/201000/MATZmapa.jpg" /></font></p> <p><font size="3"><strong>W Łebie wodujemy ł&oacute;dkę </strong>zam&oacute;wionym dźwigiem, taklujemy i...czekamy, bo za mocno wieje. Na szczęście w marinie funkcjonuje sieć bezprzewodowego internetu, dlatego nie jesteśmy &bdquo;uzależnieni&rdquo; od prognozy wywieszanej przy bosmanacie. Zwiedzamy okolice, oglądamy jeziora Łebsko i Sarbsko, jedziemy samochodem do Gdyni po komplet map BHMW nr. 3021, ponieważ w sklepie &bdquo;Bakisty&rdquo; w Łebie ich nie ma. <br /><strong>Po trzech dniach postoju wychodzimy do Darłowa</strong>, gdzie wpływamy wieczorem, po ominięciu akwen&oacute;w 6, 6a i 6b. Zaraz za rozsuwaną kładką jest przystań jachtowa: toalety, prąd, woda i bezprzewodowy internet. O hasło do sieci i klucz do WC trzeba poprosić bosmana. Przy nabrzeżu przeważają jachty niemieckie, ale to pewnie dlatego, że wszystkie polskie są już w Szczecinie na TTSR :) <br />Następnego dnia, po sprawdzeniu prognozy pogody na kilku serwisach internetowych (wiatr do 4B), wychodzimy do Kołobrzegu. Po kilku godzinach wiatr gwałtownie tężeje i zaczyna lać. Pod zarefowanym grotem i silnikiem pchamy się na zach&oacute;d, w stronę Kołobrzegu. Wiatromierz wskazuje 80km/h (9B), potem się urywa. Fale sięgają trochę poniżej naszych saling&oacute;w! Raz mocno tłuczemy dnem spadając z fali, by zaraz potem wbić się dziobem w inną falę, kt&oacute;ra przelewa się przez pokład i wpada z impetem do kokpitu. <br />Pomysł powrotu do Darłowa szybko upada, ponieważ przy tej sile i kierunku wiatru wejście między falochrony byłoby niebezpieczne. <br /><strong>Przez kilka godzin ciężko halsujemy</strong>, na szczęście gdy mijamy molo w Kołobrzegu siła wiatru trochę spada, a my zaczynamy wypatrywać gł&oacute;wek portu. Przy pomocy lornetki lokalizujemy wejście między falochrony, widać wychodzące statki wycieczkowe. Ustawiamy się rufą do fali, silnik cała naprz&oacute;d i z wiatrem wchodzimy do portu. Szczęśliwie wejście jest już poszerzone. Cumujemy alongside do nabrzeża w Basenie Jachtowym, przed &bdquo;Baltic Starem&rdquo;. W porcie oceniamy straty- połamany wiatromierz, wyrwana z dna blacha mocująca wiatraczek logu i jedna utopiona zawleczka szelki- nie jest źle! <br /><strong>W Kołobrzegu stoimy dwa dni</strong> i zaczynamy się przyzwyczajać do internetu. To już kolejny polski port, w kt&oacute;rym bez problemu możemy oglądać prognozę pogody i sprawdzać co się dzieje na świecie nie ruszając się z mesy. <br />Już przy pięknej, słonecznej pogodzie płyniemy przez Dziwn&oacute;w do Wolina. Nawet na 40min stajemy w Marinie Polmax, w oczekiwaniu na otwarcie mostu. Szkoda że musimy płynąć dalej, bo to fantastyczne miejsce, rodzinna atmosfera, cisza i spok&oacute;j. Przechodzimy Jezioro Wrzosowskie, Zalew Kamieński, a potem płyniemy Dziwną, wśr&oacute;d łąk i p&oacute;l. Mija nas tylko jeden jacht, płynący w przeciwną stronę... Pod wiecz&oacute;r docieramy do Wolina, przechodzimy pod mostami stałymi z zapasem 0,5-1m, ale zatrzymuje nas most podnoszony. Dopiero rano następnego dnia wychodzimy na Zalew Szczeciński i przez Roztokę Odrzańską, Odrę i Jezioro Dąbie docieramy do Szczecina, gdzie cumujemy w Marinie Pogoń. Stamtąd mamy już blisko na Wały Chrobrego, gdzie docieramy autobusem i tramwajem, aby obejrzeć żaglowce. <br /><strong>Następnego dnia płyniemy do centrum Szczecina</strong>. Fotografujemy odchodzące od nabrzeża m.in. &bdquo;Fryderyka Chopina&rdquo;, &bdquo;Dar Młodzieży&rdquo;, a na Zalew Szczeciński wychodzimy razem z meksykańskim &bdquo;Cuauhtemockiem&rdquo; i zatrzymujemy się w basenie jachtowym w Trzebieży. Tam bezprzewodowy internet jest tylko w budynku COŻ. <br />Następnego dnia przepływamy do portu rybackiego, aby się odprawić do Niemiec. Niestety SG nie chce nas odprawić. Na pokładzie mamy bowiem rakietnicę, skipper ma pozwolenie na broń, ale nie mamy...POZWOLENIA NA WYW&Oacute;Z BRONI Z KRAJU! Nie udaje się wytłumaczyć, że od tej &bdquo;broni&rdquo; może przecież zależeć nasze bezpieczeństwo. Nie i już.</font></p> <p><font size="3"><strong>&nbsp;W Nowym Warpnie pozbywamy się rakietnicy</strong> z pokładu i już bez przeszk&oacute;d możemy płynąć do Karnin, niestety bez broni sygnalizacyjnej. Tuż przed Karnin podpływa do nas motor&oacute;wka Policji, proszą o paszporty lub dowody osobiste i pozwalają nam płynąć do portu. Po 15-20 minutach przywozi nam dokumenty i podstemplowaną listę załogi jeden z Policjant&oacute;w pontonem... <br />Nocujemy w małym porcie jachtowym (bosman w przyczepie-barze, kasuje za post&oacute;j i podaje kod do toalet), stosunkowo pustym, ale bardzo sympatycznym, a rano wypływamy do Peenemunde. &bdquo;Z marszu&rdquo; przechodzimy przez most w Zecherin, potem po drodze mijamy dwie kołobrzeskie DZ-ty i stajemy w Wolgaście w oczekiwaniu na otwarcie mostu. Spotykamy tam mieczowego Tesa 678 ze Szczecina. Wieczorem cumujemy w Peenemunde, gdzie stoją już trzy jachty ze szczecińskiej firmy Skagen (wszystkie trzy to jachty mieczowe: Sasanki 660 i Solina 800). Jeden dzień stoimy w porcie z uwagi na gęstą mgłę i zwiedzamy muzeum rakiet V1 i V2. <br /><strong>Następnego dnia ruszamy do Stralsundu</strong>. Szybko przecinamy Zatokę Greifswaldzką i wchodzimy w Strelasund. Po drodze tankujemy paliwo w Neuhof, a potem już w Stralsundzie przycumowani do betonowej dalby czekamy na otwarcie szlaku (kolejny niski most). Po podniesieniu mostu, otwieranego tylko kilka razy na dobę, zaczyna się prawdziwy wyścig o miejsce w Nordmole Yachthafen. Na szczęście mniejsze ł&oacute;dki mają łatwiej i cumujemy w towarzystwie pięknych, drewnianych folkboat&oacute;w. Zwiedzamy miasto, na co mamy dwa dni, ponieważ czekamy na korzystną prognozę pogody. Bezprzewodowy dostęp do internetu kosztuje tu 7 Euro za dobę, lub 3 Euro za godzinę. <br /><strong>Następnym naszym portem jest duńskie Stubbekobing</strong>. Ze Stralsundu wychodzimy wyjściem gł&oacute;wnym i przy mało korzystnym wietrze płyniemy do Danii. Tuż przed portem, po zrzuceniu żagli, psuje się nam manetka silnika i do portu wchodzimy ciągnąc za linki od gazu i bieg&oacute;w. Szybki klar, mały remont manetki i zrywa się burza. Po niej zwiedzamy miasteczko, a wieczorem przyjmujemy cumy od jachtu s/y &bdquo;Mojito&rdquo; ze Szczecina. <br /><strong>Następny skok do Rodvig</strong> zaczynamy dość wcześnie, ale słoneczna pogoda i widok morświn&oacute;w na wysokości Stege rekompensują niewyspanie. W zasadzie żagle udaje się nam postawić dopiero na Fakse Bucht, bo słaby wiatr i wąskie farwatery skutecznie utrudniają halsowanie między wyspami. <br />I tutaj dygresja: w Rodvig mieliśmy cztery dni paskudnej pogody, jachty wpływały do portu jeden za drugim. Dla wszystkich miejsca się znalazły, jachty stawały w dw&oacute;ch, trzech rzędach, burtami do rufowych dalb, blokując inne jachty. Jakież to inne od znanej nam Chorwacji, gdzie jednego dnia nie wpuszczono nas do trzech marin, twierdząc, że już nie ma miejsc, a było przed trzynastą... <strong>Jednak kraje zachodniobałtyckie to prawdziwe kraje żeglarskie,</strong> gdzie ludzie wiedzą, że port jest miejscem schronienia dla żeglarzy, czego nie można powiedzieć o np. Chorwacji. <br />Zwiedzamy muzeum silnik&oacute;w, objeżdżamy na rowerach okolice i jedziemy pociągiem do Kopenhagi odwieźć naszego &bdquo;kuka&rdquo; (tzn. moją mamę) na prom powrotny do Polski, bo kończy się jej urlop. Przy okazji zwiedzamy miasto i następnego dnia płyniemy do Ystad, przecinając Sund trochę z duszą na ramieniu- w zasięgu wzroku ciągle 4-5 statk&oacute;w, a my już szybciej nie możemy... <br />W Szwecji robimy szybkie zakupy i idziemy do sklepu żeglarskiego, opisanego w jednym z popularnych przewodnik&oacute;w żeglarskich o niebiesko-ż&oacute;łtej okładce :), jednak niestety jest już zamknięty i dalej zostajemy bez środka wzywania pomocy. <br />Wcześnie rano ruszamy do Ronne na Bornholmie, mając oczy dookoła głowy, uważając na statki na Bornholmsgate i na &bdquo;high speed ferry&rdquo; kursujący na trasie Ystad-Ronne. <br /><strong>Niestety 7-8B zmusza nas do turystyki pieszej przez kolejne trzy dni</strong>. Kupujemy race odpalane z ręki, lepsze to niż nic. Uzupełniamy także zapas paliwa do naszej kuchenki spirytusowej. <br />Codziennie wpatrujemy się w ekran laptopa, mając nadzieję, że WindGuru pokaże w końcu korzystną prognozę. <br />W przeddzień planowanego wyjścia do Ustki dostajemy informację o nawałnicy na Mazurach, co nie działa najlepiej na nasze morale... <br />Wbrew obawom, następnego dnia pogoda jest piękna, a po południu nawet...zbyt piękna. Flauta zmusza nas do płynięcia na silniku, temperatury w południe iście chorwackie. <br /><strong>Do Ustki docieramy około 22 i cumujemy przy nabrzeżu wschodnim, na prawym brzegu rzeki Słupi</strong>. Szybki klar, kolacja i idziemy spać. <br />Wypływamy następnego dnia raniutko i po 5 godzinach żeglugi z wiatrem wzdłuż pięknych, białych plaż naszego wybrzeża zawijamy do Łeby. Przez cały dzień roztaklowujemy jacht w marinie i przygotowujemy się do powrotu do domu. Rano wyciągamy zam&oacute;wionym z Lęborka dźwigiem ł&oacute;dkę na przyczepę i wracamy do Warszawy. <br /><strong>W ciągu czterech tygodni przepłynęliśmy 620 Mm</strong>, częściowo na żaglach, częściowo na silniku. Odwiedziliśmy Niemcy, Szwecję i Danię, byliśmy na Bornholmie... Rejs bardzo udany, mimo raczej niekorzystnej pogody. <br /><strong>Na odcinku wybrzeża między Łebą a Dziwnowem ani razu nikt nie pytał nas o jakiekolwiek dokumenty</strong>, nie licząc paszport&oacute;w/dowod&oacute;w przy przekraczaniu granicy państwowej. Podobnie na Zalewie Szczecińskim. Przy wchodzeniu do port&oacute;w raczej się nie meldowaliśmy przez UKF, tylko przy powrocie do Łeby daliśmy znać przez radio, że &bdquo;jacht Gem z Ustki, dwie osoby na pokładzie, płyniemy prosto do Mariny&rdquo; i...dostaliśmy burę, że powinniśmy zgłosić się jeszcze przed gł&oacute;wkami... <br />Zalew Szczeciński, Kleine Haff, Peenestrom i Greifswalder Bucht są akwenami idealnymi dla jacht&oacute;w balastowo-mieczowych. Płytko, da się podejść do brzegu, ciche i przyjazne porty. Niewielkie zanurzenie sprzyja tylko eksploracji płytkich zakątk&oacute;w i kotwicowisk. A w razie załamania pogody można po prostu rzucić kotwicę i przeczekać... <br />Ale i tak w przyszłym roku chcielibyśmy zobaczyć szkiery, a te najbliższe to chyba Kalmarsund i Oland- jeśli pogoda (i nasza administracja morska) pozwoli, tam właśnie wyruszymy w lato<strong> 2008</strong></font></p> <p><font size="3"><strong>Wojtek Matz, </strong>. <br /><br /><br /></font></p> </p>
Komentarze
gratuluje rejsu Włodzimierz Ring z dnia: 2007-11-20 00:17:28
Odp: gratuluje rejsu Edward Zając z dnia: 2007-11-21 09:28:38
Odp: Odp: gratuluje rejsu Robert Hoffman z dnia: 2007-11-21 12:34:07
Odp: Odp: gratuluje rejsu Wojtek Matz z dnia: 2007-11-21 15:31:46
Odp: Odp: Odp: gratuluje rejsu Andrzej Jankowski z dnia: 2007-11-21 22:31:54
Odp: Odp: Odp: Odp: gratuluje rejsu Edward Zając z dnia: 2007-11-23 12:04:18
Wyjaśnienie Wojtek Matz z dnia: 2007-11-20 06:44:00
Odp: Wyjaśnienie Bury Kocur z dnia: 2007-11-20 14:40:33
pozdrowienia Krzysztof Niespał z dnia: 2007-11-20 20:34:41
Jacht Marcin Palacz z dnia: 2007-11-21 09:50:00
Odp: Jacht Wojtek Matz z dnia: 2007-11-21 15:04:28
Odp: Odp: Jacht Grzegorz "BONO" Urbański z dnia: 2007-11-22 07:50:54
Matz Jerzy Sychut z dnia: 2007-11-24 06:23:21