RADY KAPITANA JASKUŁY. Odcinek trzeci.
<p><font color="#0000ff" size="3">Kapitan <strong>Henryk Jaskuła</strong> przedstawia<em> zady i walety</em> źr&oacute;deł energii niezbędnej chocby dla zagotowania wody na herbatę. Dla mnie to żaden dylemat, mam w tym wzgledzie jednoznaczną opinię. Jaką ? A to wiedzą ci, kt&oacute;rzy ze mna&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; żeglowali. Dlaczego nie zdradzam mojej orientacji paliwowej? A bo nie lubię pobierana pouczeń <strong><font size="4">:-)))</font></strong></font></p> <p><font color="#0000ff" size="3">&nbsp;Przestrzegałem tylko jednej zasady i to niezwyjkle konsekwentnie. Dlatego spałem spokojnie. Czy znam wypadek wybuchu gazu? Tak, oczywiscie - stało to się kiedyś na naszej &quot;Santa Maria II&quot; (jeszcze przed prywatyzacją). Na szczescie skończyło sie na głośnym &quot;puff&quot;. Co prawda to i owo popękało. Najważniejsze, że nie załodze.</font></p> <p><strong><font color="#0000ff" size="2"><u>Klik dla Henryka <a target="_blank" href="http://www.zagle.pl/cgi-bin/top/rankem.cgi?id-kiedra"><img height="60" width="120" alt="" src="/att/Image/201000/ranking120x60.gif" /></a>&nbsp; Tylko Piotrusia zwalniam z obowiązku kliknięcia</u></font></strong></p> <p><font color="#0000ff" size="3">Kamizelki i żyjcie wiecznie !</font></p> <p><font color="#0000ff" size="3">Don Jorge</font></p> <p><font size="3">___________________</font></p> <p><font size="3"><strong>Zachodni żeglarze panicznie boją się gazu</strong>, na wszystkich jachtach mają kuchenki i piekarniki na naftę. Natomiast nie boją się benzyny, nagminnie używają silnik&oacute;w spalinowych do napędu i do agregat&oacute;w prądotw&oacute;rczych. <br /><br /><strong>Polscy żeglarze odwrotnie, gotują na gazie</strong> butan-propan, ale wszystkie silniki na jachtach mają wysokoprężne. Znam tylko jeden przypadek eksplozji gazu na polskim jachcie. Ten jacht to &bdquo;Albatros&rdquo;, ten pierwszy, blaszak 40 m&sup2; konstrukcji Orszuloka. Należał do klubu żeglarskiego przy Stoczni Warskiego w Szczecinie, stał przy kei na przystani na Małym Dąbiu. Było to około 1968 (nie p&oacute;źniej). Nie wiadomo jaka była przyczyna wycieku gazu, prawdopodobnie niedbalstwo. Młode chłopaki fetowali w mesie, jeden wszedł z papierosem. Wybuch wysadził nadbud&oacute;wkę, nikomu nic się nie stało, tylko ich ogłuszyło. <br /><br /><strong>Do gazu przyzwyczailiśmy się z konieczności</strong>, bo kuchenki naftowe były niedostępne. W rejs dookoła świata wybrałem gaz, choć mogłem mieć kuchenkę naftową. Nigdy takiej przedtem nie miałem, to chyba coś jak prymus, przed rozpaleniem trzeba podgrzać palnik denaturatem, kt&oacute;ry wlewa się na miseczkę. Kłopotliwe to, podczas gdy palnik gazowy zapala się natychmiast zapalarką. <br /><br /><strong>Butle gazowe podlegają obostrzeniom</strong>, ale tylko większe od 2,5 kilowych. W rejs bierze się butle 11,5 kg, wysokie na ok. 50 cm. Według przepis&oacute;w taka butla musi się znajdować w pojemniku z odpływem za burtę. Gaz butan-propan jest cięższy od powietrza, przy wycieku z butli spływa z pojemnika za burtę. <br />Dla pracującej butli na &bdquo;Darze Przemyśla&rdquo; wygospodarowano pojemnik tuż za kokpitem, miedzy kokpitem a bezanmasztem. Przykrywany, siedziało się na nim przy sterze. Mieściły się w nim dwie butle 11,5 kg. <br />Od butli poprowadzono stałą rurę metalową po burcie aż do kambuza. Rura kończyła się wygodnym zaworem na szalunku tuż za kuchenką. Ponieważ kuchenka jest na kardanie, musi mieć swobodny ruch wahadłowy, od zaworu do kuchenki połączenie było rurką gumową. <br /><br /><strong>Uwaga</strong>.- Jeżeli będziesz miał gaz, miej zapasową rurkę gumową, choć na &bdquo;Darze&rdquo; nie uległa uszkodzeniu. <br /><br /><strong>Zaw&oacute;r przy butli w pojemniku był na stałe otwarty, kto</strong> by za każdym razem lazł pod bezanmaszt zamykać i otwierać butlę?. Dla bezpieczeństwa, po wygaszeniu palnika zamykało się zaw&oacute;r na końcu rury gazowej. <br />Miałem zwykłą kuchenkę 2-palnikową, z dorobionym &bdquo;krancem&rdquo; z grubego drutu stalowego dookoła, żeby garnek nie wypadł przy podskokach jachtu. Dwa palniki wystarczą, jeden większy, drugi mniejszy. <br /><br /><strong>Uwaga.-</strong> Koniecznie zabrać komplet palnik&oacute;w zapasowych, palniki zwykłych kuchenek nie wytrzymują tyle miesięcy, skorodują, staną się niezdatne. Po drodze, już na Atlantyku po okrążeniu Ziemi, musiałem je wymienić, na szczęście miałem zapasowe, choć nikt mi nie podpowiedział, że trzeba mieć. <br /><br /><strong>Przepisy nic nie m&oacute;wią jak mają być składowane </strong>pozostałe butle 11,5 kilowe gdy ich więcej, a to chyba dlatego, że gdy je formułowano nikomu nie przyszło do głowy, że polskie jachty mogą chodzić bez port&oacute;w na trasy dłuższe niż pojemność takiej butli.<br />Skoro nie m&oacute;wią, nie ma przepis&oacute;w. W rejs wziąłem pięć butli 11,5 kg. Pozostałe trzy leżały gdzieś w forpiku z resztą prowiantu i klamot&oacute;w. Bez odpływowego pojemnika. Logicznie należy przyjąć, że zamknięta swoim zaworem butla gazowa nie wycieka, zatem nie potrzebuje pojemnika. <br />Najważniejsze dla Ciebie, o ile będziesz miał gaz, jest wiedzieć na ile dni starczy jedna butla 11,5 kg. Mnie starczała na 100 dni. Trzy razy dziennie używałem kuchenki: do śniadania, do kawy o 10.00 i do obiadu. Kolacji nie gotowałem. Czasem, niestety, w zimnym klimacie oceanu południa pr&oacute;bowałem dogrzewać się gazem. Więcej z tego było smrodu spalin na jachcie niż ciepła. (Ogrzewanie &ndash; oddzielny rozdział) <br /><br /><strong>Na czwartej butli dopłynąłem do Gdyni</strong>, w zapasie miałem piątą. Tw&oacute;j jacht jest szybszy, będziesz gnał, 4 butle 11.5 kg starczą Ci. Chyba że będziesz się rozkoszował kambuzem, gotował kolacje, zupy i wypiekał chleb, wtedy miej 5 butli 11,5 kg. <br /><br /><strong>Chleb.-</strong> Zakładam i Ty zał&oacute;ż, że chleb będziesz wypiekał. Żadne suchary, żadne substytuty nie zastąpią Ci chleba, a gdy ten chleb będzie domowy, Tw&oacute;j jacht w stu procentach będzie Twoim domem. Ja piekarnika nie miałem. Chichester miał piekarnik, nawet Baranowski. Wszystkie piekarniki, o jakich słyszałem, są na naftę. Narzucałoby Ci to naftę, nie gaz. <br /><br /><strong>W materii piekarnik&oacute;w na naftę nie mam żadnego doświadczenia</strong>, kieruje się tylko wyobraźnią. Gdybym to ja szedł teraz w rejs, brałbym gaz, bo nie mam doświadczenia z naftą. Uparłbym się, żeby mieć piekarnik na gaz, Chyba są takie, jachtowe? (W domu miałem piekarnik na gaz, obecnie mam na prąd, nigdy nie miałem na naftę. W tej materii sam zadecyduj. Jeżeli cywilizacja zachodnia preferuje naftę, no c&oacute;ż, oni są starsi w rozwoju. <br /><br /><strong>Jeżeli co do paliwa silnik&oacute;w &ndash; benzyna czy olej napędowy</strong> &ndash; nie mam wątpliwości (nie chciałbym spać na zbiorniku benzyny) co do gazu czy nafty nie mam wyraźnego zdania, nie mogę por&oacute;wnać jedno z drugim, bo na nafcie nie gotowałem. Do gazu nie mam żadnego zastrzeżenia, z naftą nie mam doświadczenia. Kieruj się postępem. Ale piekarnik musisz mieć i chleb własnego wypieku. <br /><br /><br /><strong>Henryk Jaskuła</strong><br />26 III 2007 <br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /></font></p>
Komentarze
dodatek Jerzy Sychut z dnia: 2007-12-02 22:41:12
Palniki Tomek Janiszewski z dnia: 2007-12-03 07:39:45