GDZIE I JAK JEST PRZYCUMOWANY PUNKT WIDZENIA ?
<p><font size="3"><font color="#0000ff">Po serii relacji z r&oacute;żnych spotkań - podrzucam Wam coś zupełnie innego,&nbsp;czyli referat&nbsp;j.kpt.ż.w. <strong>Adama Woźniaka</strong>, wielotniego&nbsp;&nbsp;pracownika dydaktycznego AWFiS, członka Komisji Szkolenia PZŻ i&nbsp;członka&nbsp;kapitańskiej komisji egzaminacyjnej. Oczywiscie - punkt widzenia jest ściśle przycumowany (komplet szpring&oacute;w) do miejsca cumowania, ale nie uprzedzajmy fakt&oacute;w. Referat został przygotowany na Konferencję Inżynierii Ruchu Morskiego zorganizowaną przez Akademię Morską w Szczecinie w dniach 20 &ndash; 23 XI 2007.</font></font></p> <p><font color="#0000ff" size="2"><strong><u>Tu klik rankingowy&nbsp; <a target="_blank" href="http://www.zagle.pl/cgi-bin/top/rankem.cgi?id=kiedra"><img height="60" width="120" alt="" src="/att/Image/201000/ranking120x60.gif" /></a></u></strong></font></p> <p><font color="#0000ff" size="3">Kamizelki i żyjcie wiecznie !</font></p> <p><font color="#0000ff" size="3">Don Jorge</font></p> <p><font color="#0000ff" size="3"><strong>PS</strong>. A swoję drogą, &nbsp;to przez ile następnych dziesięcioleci&nbsp;eksploatować będziemy <em>casusy </em>&quot;SPANIELA&quot;, &quot;IWONY PIEŃKAWY&quot; ...itd ? Przy omawianiu sensu pracy ZNT PZŻ można by powoływać&nbsp;okolicznosci i powody&nbsp;zatonięcia okrętu &quot;Wasa&quot; :-)</font></p> <p><font size="3"><font color="#0000ff">====================</font>&nbsp;&nbsp;</font><br /><font size="3"><em>Zachęcony przez &quot;Łysego Jurka&quot;&nbsp; (dla Was, to może On być Don Jorge) wieszam się niniejszym na stronie. Natchnienie przyszło po obejrzeniu tekstu o przygodach niezatapialnej blaszanki. Referat nie jest na ten temat, ale z tej samej łączki. Co się tyczy &quot;Alfa&quot; to takie i jeszcze lepsze numery kręcili nasi żeglarze w &quot;rejsach jesiennych&quot;, t.j. takich, kt&oacute;re najlepiej, gdyby się nie zaczynały. <br />Wyrazy szacunku dla Czytelnik&oacute;w <br />Adam W. <br /></em>------------------------<br /><br />Adam Woźniak </font><font size="3"><br /><font size="5"><font color="#ff0000"><strong>Żeglarska prognoza zagrożeń bezpieczeństwa żeglugi w związku z liberalizacją przepis&oacute;w</strong> <br /></font></font><font size="2">Referat niniejszy został przygotowany jeszcze przed serią groźnych wypadk&oacute;w upływającego sezonu żeglarskiego, a także przed ustawowym rozszerzeniem uprawnień nie wymagających potwierdzenia kwalifikacji do 7,5 m długości statku i silnika 10 KW. </font></font></p> <p><font size="3"><font size="2"><img style="WIDTH: 855px; HEIGHT: 600px" height="600" width="800" alt="" src="/att/Image/201000/MorzefotSOWAjerzy.jpg" /><br /></font><br /><strong>Autor opiera się na wynikach gł&oacute;wnie własnych prac badawczych dotyczących wypadkowości</strong> w polskim żeglarstwie morskim. Było ono i jest nadal chyba słusznie postrzegane jako bardziej niebezpieczne, tym niemniej referat ma szerokie odniesienia do sytuacji na śr&oacute;dlądziu. Badania te obejmujące okres od 1946 do 2000 roku objęły wszystkie jako tako udokumentowane wypadki jacht&oacute;w żeglujących pod polską banderą. <br /><br /><strong>Żeglarstwo amatorskie przez dziesięciolecia było traktowane u nas jako jednoznaczne z jachtingiem</strong>. Dziś już w spos&oacute;b oczywisty musimy m&oacute;wić o szeroko pojętym jachtingu w r&oacute;żnych jego przejawach. Używamy też coraz częściej określeń szerszych, takich jak żegluga amatorska, bądź przyjemnościowa. <br /><br /><strong>Od zawsze do niedawna na straży bezpieczeństwa tej żeglugi stał u nas, obok powołanych do tego urzęd&oacute;w, Polski Związek Żeglarski</strong>, kt&oacute;ry przyjął na siebie dbanie o poziom kwalifikacji ludzi uprawiających jachting. Od pewnego czasu dzielił tą misję z Polskim Związkiem Motorowodnym. PZŻ, organizacja kt&oacute;rą mam zaszczyt reprezentować, lepiej lub gorzej odczytując &ldquo;znaki czasu&rdquo; była też uczestnikiem i animatorem sukcesywnej liberalizacji surowych niegdyś przepis&oacute;w. Zabiegi te miały gł&oacute;wnie na celu zbliżenie się do znanych, zresztą r&oacute;żnych, standard&oacute;w obowiązujących w rozwiniętych krajach świata, bo tylko tam można m&oacute;wić o powszechności tak ekskluzywnych form spędzania wolnego czasu. <br /><br /><strong>Najświeższa historia</strong> tych działań ma swoją dokumentację w referacie &bdquo;Uwarunkowania społeczne i formalne polskiego żeglarstwa morskiego w latach 1946-94 jako baza przemian w dobie postępującej transformacji&rdquo;, wygłoszony przez autora na Konferencji Naukowej z okazji 75-lecia PZŻ Gdańsk 2000 , z kt&oacute;rego pochodzi dość obszerny cytat. <br /><br />&bdquo;<strong>Niniejsza praca stanowi pr&oacute;bę podsumowania pewnego etapu</strong> funkcjonowania i przemian polskiego żeglarstwa morskiego. Zmiany rozpoczęły się w spos&oacute;b ewolucyjny pod koniec omawianego wyżej okresu. Pierwsze pęknięcia pojawiły się na styku PZŻ &ndash; prywatni armatorzy, oraz w miarę oddalania się od brzeg&oacute;w ojczystych. Prywatni armatorzy wykorzystywali w swoich zabiegach organizacyjnych r&oacute;żne znajomości, aranżując przy tym skomplikowane matactwa, w paru przynajmniej przypadkach zakończone tragicznie ( &bdquo;I.Pieńkawa&rdquo;, &bdquo;Spaniel&rdquo;). P&oacute;źniej zaczęto po prostu lekceważyć obowiązujące przepisy. W związku z tym największe stressy przeżywali szkoleniowcy z CKE zaliczający staże na stopnie kapitańskie. Zjawisko to było jednak raczej marginalne, ponieważ większość prywatnych armator&oacute;w posiadała poważne stopnie i akceptowała w założeniu istniejący porządek. <br /><br />Pierwsze poważne głosy przeciw niemu wyszły raczej z grona światłych męż&oacute;w z elit PZŻ. Nie byłyby one prawdopodobnie skuteczne, gdyby nie : <br />- likwidacja uszczelnienia granic, upowszechnienie paszport&oacute;w i wyłączenie się WOP z pilnowania &bdquo;bezpieczeństwa&rdquo; żeglarzy, <br />- braki kadrowe urzęd&oacute;w morskich, <br />- coraz liczniejsze jachty obcych bander ze swojsko brzmiącą komendą. <br /><br /><strong>Najwolniej reagował PZŻ</strong>. Nadanie Wojciechowi Ogrzewalskiemu tytułu Żeglarza Roku zamiast wszczęcia postępowania dyscyplinarnego nie czyniło jeszcze wiosny. Tym niemniej w środowisku żeglarskim zaczął się w latach 80 &ndash; tych żywy ruch w kierunku reformy, wyrażający się gł&oacute;wnie w pracach nad zmianami w systemie uprawnień żeglarskich. Zadania te podjęło grono działaczy wydając z siebie liczne gremia, zwane zwyczajowo komisjami , kt&oacute;re proponowały r&oacute;żne wersje &ndash; przy czym zwykle rozpadały się na frakcje już w czasie prac. Sporo uwagi poświęcano przy tym dw&oacute;m sprawom &ndash; dalszemu uszczeg&oacute;łowieniu wymagań i zmianom nazw stopni. Ostatecznie skoncentrowano się na : <br />- zmniejszeniu ilości stopni, <br />- rozdzieleniu stopni śr&oacute;dlądowych i morskich, <br />- sprowadzenia uprawnień do funkcji kapitańskich i generalnego rozszerzenia ich zakresu. <br /><br /><strong>Stan zawieszenia, w kt&oacute;rym wiadomo było, że dużo się zmieni, ale niekoniecznie co i jak zaowocował generalnie: <br /></strong>- zmniejszeniem stopnia znajomości przepis&oacute;w i orientacji co aktualnie wolno a co nie, <br />- logicznymi w takiej sytuacji postępowaniami na zasadzie &ndash; wobec tego spr&oacute;bujmy czy nam ktoś zabroni, <br />- zachowaniami napastliwymi wobec resztek, nawet najbardziej logicznych ograniczeń. <br /><br /><strong>W konsekwencji odbyło się i odbywa nadal mn&oacute;stwo rejs&oacute;w z przekroczeniem obowiązujących przepis&oacute;w. </strong><br />Nowy, aktualny system stopni ( do r. 2005 ) poza dużą liberalizacją i generalnym uproszczeniem trybu ich zdobywania przyni&oacute;sł dwa <strong>niepożądane efekty: <br /></strong>- ograniczenie formalne możliwości korzystania przez żeglarzy i jachty zaklasyfikowane jako śr&oacute;dlądowe z akwen&oacute;w morskich, <br />- kuriozalne rozbieżności w uprawnieniach amatorskich żeglarzy i motorowodniak&oacute;w ( ci ostatni mogą, posiadając patenty uważane za r&oacute;wnoprawne, prowadzić statki morskie co najmniej kilkakrotnie większe). <br /><strong>Taki aktualnie stan rzeczy żeglarze zawdzięczają wyłącznie własnej organizacji - PZŻ. <br /></strong><br /><strong>Można przyjąć, że ewolucja ta będzie miała ciąg dalszy</strong>, przy czym kierunek jest znany. Jest nim poziom rozwoju i styl zbliżony do powszechnego w Europie. Autor uważa, że najlepiej charakteryzują go znane mu dane francuskie, gł&oacute;wnie ze względu na ich obszerność. Zważywszy uwarunkowania środowiskowe celowym jest przyjrzenie się jachtingowi niemieckiemu i skandynawskiemu&rdquo;. (koniec cytatu) <br /><br /><strong>Dwa lata temu, kiedy kolejna reforma już była w toku pozwoliłem sobie wr&oacute;cić do tematu</strong> wygłaszając na Konferencji &bdquo;Badania naukowe dla żeglarstwa&rdquo; zorganizowanej przez AWFiS Gdańsk w roku 2005 referat &bdquo;Planowane i pożądane zmiany w systemie stopni żeglarskich&rdquo;. Niestety, wkr&oacute;tce okazało się, że sprawy idą trudnym do przewidzenia przez fachowc&oacute;w torem. Presja &ldquo;społeczna&rdquo; stymulowana przez r&oacute;żne środowiska, uciekające się często do czystej demagogii przybrała na sile. Zaowocowało to serią akt&oacute;w prawnych i przepis&oacute;w wydawanych na r&oacute;żnym poziomie. Jednocześnie prawodawcy w niewielkim stopniu skorzystali z wszechstronnie przemyślanych i dyskutowanych, liberalnych ale nadal merytorycznych propozycji. Wiąże się to r&oacute;wnież z upadającym, z r&oacute;żnych, wewnętrznych i zewnętrznych przyczyn, autorytetem Polskiego Związku Żeglarskiego. <br /><br />W tej sytuacji uzyskało moc szereg regulacji stwarzających poważne ryzyka dla zdezorientowanych takim rozwojem sytuacji amator&oacute;w. Organizacjom i środowiskom mającym coś do powiedzenia w tej sprawie pozostaje nawoływanie do rozsądku i rozpowszechnianie rzetelnej wiedzy na temat szeroko pojętego bezpieczeństwa na wodzie. <br /><br />Na dzień dzisiejszy stan prawny w przedmiocie bezpieczeństwa jachtingu określają przede wszystkim następujące akty i dokumenty sformułowane na r&oacute;żnych szczeblach . Są to: <br />- Ustawa o kulturze fizycznej z 1996r., <br />- Rozporządzenie Ministra Infrastruktury w sprawie przepis&oacute;w żeglugowych na śr&oacute;dlądowych drogach wodnych z 2003 r. <br />- Rozporządzenie Ministra Sportu w sprawie uprawiania żeglarstwa z 2006 r. <br />- Zarządzenia Porządkowe Dyrektor&oacute;w Urzęd&oacute;w Morskich w sprawie warunk&oacute;w uprawiania żeglugi na wodach morskich w celach rekreacyjno &ndash; sportowych z 2002 r. i zmieniające je Zarządzenia z 2007 r. <br />- System szkolenia PZŻ z 2006 r. z p&oacute;źniejszymi uzupełnieniami. <br /><br /><strong>Bardzo poważne rozszerzenie kompetencji podstawowych stopni śr&oacute;dlądowego i morskiego stało się faktem</strong>. To właśnie niekt&oacute;rzy nazywają &ldquo;liberalizacją&rdquo;. Dawno temu 10 &ndash; latek po zdaniu, na pewno subiektywnie trudnego, egzaminu na małej miecz&oacute;wce i zaliczeniu teorii (w niej między innymi historii żeglarstwa) nie m&oacute;gł co prawda niczego samodzielnie prowadzić, ale słusznie m&oacute;gł być uważany za wykwalifikowaną załogę. Dziś 18 &ndash; latek bez żadnego egzaminu ma znacznie poważniejszy zakres uprawnień, niż jego ojciec z patentem żeglarza, nawet po osiągnięciu pełnoletniości. Za to tenże dziś, jeżeli sobie po np. 30 latach przypomniał, że ma taki patent, może się zdziwić że jego &ldquo;udokumentowane kompetencje&rdquo; przekraczają tu i &oacute;wdzie uprawnienia dawnego jachtowego sternika morskiego (wtedy i teraz trzeciego z kolei stopnia). Tak zmieniły się uprawnienia &ldquo;żeglarza&rdquo;. &Oacute;wczesny &ldquo;sternik jachtowy&rdquo; był w zasadzie stopniem śr&oacute;dlądowym, uprawnienia, zresztą r&oacute;wnież bardzo malutkie dziś wzrosły podobnie, przypominają nieco dawnego &ldquo;kapitana bałtyckiego&rdquo; i ma się je bez potrzeby okazywania się jakimkolwiek stażem morskim. <br /><br /><strong>Nie chodzi mi w tym miejscu o straszenie</strong> zagrożeniami mogącymi wyniknąć ze znalezienia przez kogoś na dnie szuflady zapomnianych kwit&oacute;w sprzed lat. Chciałbym tylko zwr&oacute;cić uwagę, na drogę, jaką przeszliśmy. Tym niemniej, m&oacute;wienie o dzisiejszym stanie rzeczy bez odniesień, powiedzmy historycznych, może nie być do końca zrozumiałe. <br /><br /><strong>Wiek przystępującego do pierwszego egzaminu wynosił 10, w przedostatniej edycji przepis&oacute;w &ldquo;już&rdquo; 12 lat</strong>, i wszyscy znający się co nieco na rzeczy zdawali sobie sprawę, że przy tych uprawnieniach to raczej za mało. Batalia o &ldquo;wiek sprawny&rdquo; toczyła się w samym PZŻ. Przygotowywana przez Związek reforma przewidywała podniesienie granicy wieku do 16 lat. Wywołało to zacięty op&oacute;r środowisk żyjących z egzamin&oacute;w i szkoleń, kt&oacute;re manifestowały przy tym swoją sympatię dla młodzieży i wolę obrony przed &bdquo;podcięciem jej skrzydeł&rdquo;. W rzeczywistości odsetek zdających &bdquo;na żeglarza&rdquo; przed osiągnięciem pełnoletniości można szacować na ok. 25% i dotyczy raczej 16 &ndash; 17 latk&oacute;w. <br /><br /><strong>Stało się jak się stało</strong>. Dwunastolatek ma prawo przystąpić do egzaminu, ale po co, to już druga sprawa. Po pierwsze samodzielnie, acz jeszcze bez pełnej odpowiedzialności będzie m&oacute;gł żeglować po ukończeniu lat 16. Dalej, jeżeli z obszernej wiedzy, jaka jest dziś wymagana czegoś do końca nie przyswoi może liczyć na zwyczajowe &ndash; jeszcze ma czas się nauczyć. To, że za 4 lata mogą obowiązywać inne przepisy (to raczej pewne) nie ma tu znaczenia. R&oacute;wnież to, że małolat jeszcze za mały i za lekki do opanowania techniki żeglowania na łodzi min. 5,5 m długiej, może znowu liczyć na wyrozumiałość egzaminator&oacute;w &ndash; jeszcze urośnie. Urosnąć urośnie, ale czy nadrobi te zaległości &ndash; może? <br /><br /><strong>Zakładam jak widać tolerancję i wyrozumiałość dla dorastającej młodzieży.</strong> Jest ona na wielu zorganizowanych formach szkolenia zakończonych egzaminem wymuszona. Chociażby przez rodzic&oacute;w, kt&oacute;rzy płacą za wypoczynek dziecka uatrakcyjniony takimi przedsięwzięciami - c&oacute;ż, wielu z nich pozwala na prowadzenie pociechom samochodu, a na wsi jeszcze traktora, jak tylko sięgają nogami do pedał&oacute;w. Tylko co to ma wsp&oacute;lnego z bezpieczeństwem. <br /><br /><strong>Reasumując, problem wieku przekłada się pośrednio na obniżenie średniego poziomu</strong> egzaminu dającego już bardzo poważne uprawnienia. Nie trzeba być dydaktykiem, aby, nawet bez głębszych badań zauważyć, że program szkolenia na żeglarza raczej przewyższa możliwości małolata. <br /><br /><strong>Umiejętność pływania była jeszcze niedawno zasadniczym warunkiem przystąpienia do pierwszego egzaminu</strong> na uprawnienia żeglarskie. Egzekwowano ją zwykle podpierając się papierkami, ale egzekwowano. Karta pływacka załatwiała formalnie ten problem ale wystawiali ją przecież ludzie znający się na tym. I tak było jeszcze w przepisach obowiązujących do niedawna. Najnowsze dokumenty z r&oacute;żnych poziom&oacute;w nic o tym nie m&oacute;wią. M&oacute;wi się natomiast o posiadaniu i stosowaniu zabezpieczeń asekuracyjnych przez osoby nie umiejące pływać. <br /><br /><strong>Mamy tych zabezpieczeń, często bardzo nowoczesnych i wygodnych, r&oacute;wnież drogich (ale przecież bezpieczeństwo jest bezcenne), sporo.</strong> Moim zdaniem jednak nie załatwia to problemu. Dlatego właśnie Pomorski O.Z.Ż, w kt&oacute;rym działam, skierował w roku ubiegłym do Komisji Szkolenia PZŻ stanowisko w tej sprawie. Chodzi nam o umieszczenie sprawdzenia umiejętności pływania jako przedmiotu egzaminu na stopień żeglarza. To PZŻ- towi wolno. I co? W najnowszym wzorze formularza zgłaszającego chęć otrzymania stopni żeglarza i sternika jachtowego znalazła się deklaracja: posiadam / nie posiadam umiejętność pływania (niepotrzebne skreślić). <br /><br /><strong>Dlaczego należy się przy tym upierać ?</strong>. Umiejętność pływania podnosi pewność i skuteczność działań wykwalifikowanej załogi, w tym oczywiście prowadzącego. Od jego postawy, r&oacute;wnież manifestowanej na zewnątrz, zależy w dużym stopniu bezpieczeństwo całej załogi. On, jako czasem jedyna kompetentna osoba na jachcie wykonuje najbardziej odpowiedzialne (i niebezpieczne) czynności, oni, jak to nietrudno wykazać, najczęściej statystycznie wylatują za burtę. Kamizelka, majwestka ani żadne szelki i lajfliny tej sprawy do końca nie załatwiają. Zapomnieli o tym, albo nie wiedzieli autorzy stanowiący prawo. Skądinąd wiadomo, że szkolenie w zakresie indywidualnych technik ratowniczych zaczyna się od sprawdzenia umiejętności pływania. <br /><br /><strong>Podstawą dopuszczenia kandydata do każdego, opr&oacute;cz pierwszego egzaminu na stopień był od zawsze udokumentowany staż morski,</strong> potwierdzony i zaopiniowany bądź to przez kapitana, bądź przez armatora jachtu w przypadku rejs&oacute;w prowadzonych samodzielnie. Kontrola w tym systemie, była ze względu na sumienną sprawozdawczość w PZŻ i czujność służb chroniących granicę łatwa, więc mało kogo kusiła droga &ldquo;na skr&oacute;ty&rdquo;. Upadek sprawozdawczości, rozluźnienie kontroli na granicach, łatwość żeglowania po całym świecie, mocno zmieniła sytuację. W przedostatniej edycji przepis&oacute;w taki stan rzeczy już funkcjonował. Organizacja &ldquo;rozdawania uprawnień&rdquo; przewiduje sprawdzenie dokument&oacute;w, nie posiada natomiast możliwości technicznych i prawnych żeby to wykonać. Obecnie zatem, można szacować, że jakaś część tych dokument&oacute;w jest lekko &ldquo;podkolorowana&rdquo; jeżeli nie wręcz &ldquo;narysowana&rdquo;. <br /><br />W miarę postępującej liberalizacji, dającej przede wszystkim kapitańskie kompetencje posiadaczom coraz niższych stopni, zaistniała możliwość zdobycia samodzielnych doświadczeń stażowych przez kandydat&oacute;w na wyższe stopnie. Nie od razu ale jednak zauważono r&oacute;wnież w PZŻ te staże jako szansę na samosprawdzenie się pod kątem predyspozycji dow&oacute;dczych. Niekt&oacute;rzy z przystępujących do egzamin&oacute;w miewali za sobą wiele samodzielnie przeprowadzonych rejs&oacute;w i najczęściej przekładało się to na ich wysoki poziom wykazany na egzaminach. W ostatniej edycji przepis&oacute;w staż samodzielny na podstawowy stopień oceaniczny nie jest w og&oacute;le brany pod uwagę, choć kandydat ma już prawo do prowadzenia (z pewnymi ograniczeniami) jacht&oacute;w i rejs&oacute;w pełnomorskich. W ten spos&oacute;b otwarto drogę na oceany osobom, kt&oacute;re niekoniecznie wiedzą o co chodzi, zwłaszcza że stopień ten, jak i kolejny, najwyższy, nadawany jest na wniosek poparty deklaracją posiadania doświadczenia, kt&oacute;rego nikt nie ma prawa kwestionować i weryfikować. Wiele os&oacute;b składających te wnioski traktować będzie sw&oacute;j dokument ambicjonalnie, może jako pamiątkę, ale większość spr&oacute;buje jednak wykorzystać nadane uprawnienia. Nie musi to oczywiście odbić się od razu i istotnie na wypadkowości, zwłaszcza że przy aktualnych możliwościach śledzenia rozwoju sytuacji na poważne wnioski przyjdzie poczekać. Chyba że, odpukać, niedługo zdarzy się jeden, albo zaraz za nim drugi spektakularny i tragiczny wypadek. Statystyka ma swoje prawa. Wtedy pewnie, wzorem lat dawno ubiegłych powoła się &ldquo;Komisję&rdquo;, no i media będą miały temat. <br /><br /><strong>Niezatapialność większości naszych jacht&oacute;w</strong>, a szerzej wszelkiego drobnego sprzętu pływającego jest osiągnięciem, u nas w każdym razie, niedawnym. Sam pamiętam rok, w kt&oacute;rym wchodził kategoryczny nakaz napełnienia styropianem gdzie trzeba wszystkiego co się rusza po wodzie i inne &bdquo;szykany&rdquo;. W czerwcu a nawet lipcu tegoż roku większość ośrodk&oacute;w wczasowych nie uruchomiła z tego powodu kajak&oacute;w i innych pływadeł, bo &bdquo;decydenci&rdquo; myśleli, że przepis &bdquo;rozejdzie się po kościach&rdquo;. Dziś nad niezatapialnością czuwa Unia. Ale jest jedno ale. Po morzu pływa sporo małych jacht&oacute;w balastowych i balastowo-mieczowych, kt&oacute;re po wywrotce pozostają na wodzie kr&oacute;tko albo wcale. Na pewno niezatapialne są raczej mniejsze i raczej mieczowe. I o zapis uwzględniający te fakty walczyliśmy jeszcze niedawno. Chodziło o to, aby przy uprawnieniach os&oacute;b bez patent&oacute;w i z patentem żeglarza do jachtingu w strefie przybrzeżnej, znalazło się wyraźne stwierdzenie, że dotyczy to jednostek niezatapialnych, czyli mieczowych. Nie znalazło się, naszych argument&oacute;w nie wysłuchano. Chodzi tu gł&oacute;wnie o sytuację żeglarza, kt&oacute;ry w tej strefie może prowadzić jacht do 8,5 m długości. Bo obywatel bez uprawnień ograniczony długością 5m w tym rozmiarze raczej nic innego nie znajdzie. <br /><br /><strong>Ilość os&oacute;b na burcie nie stanowiła do niedawna problemu</strong>, zwłaszcza, że na rejestrowanych aż do najmniejszej jednostkach była określona dopuszczalna ilość os&oacute;b. Ilość ta dla małej jednostki nie jest miarodajnym wskaźnikiem, chodzi raczej o wagę, łączną wagę załogi. Tak jest już dzisiaj określana optymalna obsada małych jacht&oacute;w regatowych, od tego r&oacute;wnież może zależeć wyr&oacute;żnik IMS większych. <br /><br /><strong>Przy małych jednostkach prowadzonych przez niedouczonych,</strong> albo wręcz tylko odważnych sternik&oacute;w problem zaczyna się rysować znacznie poważniej, zwłaszcza że nijakiej rejestracji nie potrzebują, bo tę kwestię r&oacute;wnież zliberalizowano. Nadmierna waga na małej ł&oacute;dce wybitnie pogarsza jej stateczność, dlatego należałoby zwr&oacute;cić uwagę na maksymalną &bdquo;ładowność&rdquo; jednostki, wszędzie tam, gdzie można to wyegzekwować. <br /><br /><strong>Ale większym problemem jest ilość ludzi</strong>, kt&oacute;rą prawo dzisiejsze powierza scharakteryzowanemu powyżej dow&oacute;dcy. Dotyczy to w mniejszym stopniu niewielkich (do 5 m) żagl&oacute;wek, chociaż niekt&oacute;re są projektowane i rekomendowane na 4 osoby. Gorzej jest z motor&oacute;wką do 5m &ndash; może to być np. ponton (RIB), na kt&oacute;rym w zgodzie z Profesorem Archimedesem może być i 5-6 os&oacute;b. I wszyscy oni muszą polegać na &bdquo;fachowości&rdquo; dyletanta, kt&oacute;ry &bdquo;to&rdquo; prowadzi i do tego na silniku 5 KW. Na posiedzeniu Zarządu PZŻ przed rokiem podnosiłem tą kwestię w obecności przedstawiciela Ministerstwa Sportu. Zostało to nawet zapisane, i na tym koniec. <br /><br /><strong>Osobnym tematem, też sygnalizowanym j.w. jest odpowiedzialność kierownika takiego statku</strong>. Zał&oacute;żmy, że będzie na nim 5 dorosłych, tj uprawnionych os&oacute;b i nastąpi (odpukać) wypadek. W samochodzie, nawet jak wszyscy mają prawo jazdy, odpowiada ten, co siedział za kierownicą. Obecne przepisy nie przewidują ustalenia przed rozpoczęciem pływania odpowiedzialnego za to przedsięwzięcie. Chociaż, zawsze będzie można &bdquo;ubrać w to&rdquo; kogoś co się utopił. <br /><br /><strong>Problem przechodzi wyżej.</strong> Ot&oacute;ż, tym razem pewne koła żeglarskie wbrew zdrowemu rozsądkowi dobiły się przepisu uprawniającego żeglarza do prowadzenia w strefie przybrzeżnej (2 Mm) statku do 8,5 m, zamiast już usankcjonowanych 8m. Jak ktoś nie wie o co chodzi, to chodzi o &bdquo;DZ&rdquo;. Tworzenie przepis&oacute;w pod konkretną konstrukcję ma u nas długą tradycję, ale &bdquo;DZ&rdquo; to jest jacht dla 12 os&oacute;b. I wszystkie może wozić żeglarz, kt&oacute;ry o morskiej nawigacji, locji, zresztą o wszystkim, ma prawo mieć bardzo blade pojęcie. Nie chciałbym sugerować, że już wszystkie &ldquo;DZ&rdquo; przeniosły się na plaże i że każdą prowadzi &ldquo;żeglarz&rdquo; - niedawno jedną nawet na pełne morze poprowadził &ldquo;kapitan&rdquo; i też się utopił. Ale jest raczej pewne, że jakiś producent za niedługo zareklamuje jakieś &ldquo;przybrzeżne 8 i p&oacute;ł&rdquo; pod ten znakomity przepis. <br /><br /><strong>Sugerowałem już gdzieś, że naszym stopniom, obok akwen&oacute;w i wielkości jacht&oacute;w, przydałoby się, w imię bezpieczeństwa, przypisanie maksymalnej ilości os&oacute;b na burcie, i to na pierwszym miejscu</strong>. Rozumiem przez to, że kapitan jachtowy prowadząc jacht, niezależnie, po morzu czy śr&oacute;dlądziu, m&oacute;głby przyjąć odpowiedzialność za więcej os&oacute;b niż żeglarz. Ilość ludzi na burcie jachtu to r&oacute;wnież problem definicji. Rozporządzenie Ministra Infrastruktury wprowadziło pojęcie &ldquo;pasażer&rdquo;. Niestety w bogatym zestawie definicji otwierającym ten akt brak wyjaśnienia, kto to jest. Tu nas może ono interesować w związku z żeglugą amatorską. Kto na jachcie motorowym, czy żaglowym, powinien być uważany za załogę, a kto za pasażera. <br /><br /><strong>Nasz, PZŻ-owski kapitan, kt&oacute;ry utopił w roku 1981 na Morzu P&oacute;łnocnym &bdquo;Spaniela&rdquo; płynął samotnie</strong>, ale z pasażerką, tak ją w każdym razie przedstawił w Izbie Morskiej. Mi też się zdarzało na dużym jachcie wozić nawet ponad 20 os&oacute;b, kt&oacute;rych nigdy bym nie nazwał załogą. Wymagania kwalifikacyjne na dziś dotyczą (poza typowymi statkami szkolnymi) 1-2 os&oacute;b. Pozostali nie muszą umieć nic. Taki stan rzeczy ułatwia typową działalność komercyjną (na amatorskich papierach) ale nie ma nic wsp&oacute;lnego z dbałością o bezpieczeństwo. Przesady należy, albo lepiej jest, jak mi się widzi, unikać w obie strony. I świetnie się stało, że amatorskie uprawnienia ograniczyły liczbę pasażer&oacute;w do 12, tylko dalej nie wiadomo kto to jest i dalej zgodnie z prawem 11 takich może wejść na &ldquo;DZ&rdquo; i nazywać tam posiadacza patentu żeglarza &ndash; kapitanem. <br /><br /><strong>Temperatura wody</strong>. Dawno temu sezon żeglarski u polskich wybrzeży był z mocy prawa ograniczony do pory jesiennej, było to chyba echo czas&oacute;w zamierzchłych, gdy w imię bezpieczeństwa żeglugi za takową &bdquo;po Świętym Marcinie&rdquo; podobno rutynowo ucinano głowę. Ale może tylko chciano dać odetchnąć WOP &ndash; istom, żeby im czujność nie stępiała. Dziś r&oacute;żne, nawet bardzo małe jednostki pływające, prowadzone przez amator&oacute;w mogą nawigować wzdłuż plaży &bdquo;poza okresem zalodzenia&rdquo;. To znaczy czasem okrągły rok. Tymczasem wypadkowość takich małych statk&oacute;w wybitnie zwiększa się już od jesieni, co udowodniłem w przywołanej poniżej publikacji. I to nie od lodu, tylko od zimna, kt&oacute;re szybko doprowadza nawet kompetentnych i opływanych do stanu, kt&oacute;ry pozwoliłem sobie nazwać &bdquo;hipotermią jachtow[Bławat1] ą&rdquo;, ze wszystkimi konsekwencjami hipotermii. Gdyby zamiast zalodzenia dać w tym miejscu temperaturę (wody?, powietrza?). W końcu 2Mm widzialności jako kolejny warunek jakoś znalazły się w tym przepisie. <br /><br /><strong>Większość zasygnalizowanych powyżej problem&oacute;w dotyczy w istotnym stopniu morza.</strong> Nawet na sztormowych Śniardwach można raczej prędko &bdquo;zaparkować na poboczu&rdquo;, co prawda niekoniecznie zawsze luksusowo. Badania kt&oacute;re przeprowadziłem na temat wypadkowości na morzu są dostępne w referacie &bdquo;Okoliczności wypadk&oacute;w polskich jacht&oacute;w morskich w latach 1946 - 94 i pr&oacute;ba ich interpretacji&rdquo; wygłoszonym na Konferencji Bezpieczeństwa &ndash; Szczecin, 2000. Wynika z nich jednoznacznie skala zagrożeń małych jednostek w strefie przybrzeżnej, potocznie nazywanej od dawna &bdquo;strefą śmierci&rdquo;. Rozszerzenie żeglugi &bdquo;P&rdquo; z 12 na 20 Mm trochę to zagrożenia zmniejszyło, ale wyznaczenie &bdquo;strefy 2Mm&rdquo; znowu zaostrzyło problem. <br /><br /><strong>Nie jestem w żadnym wypadku zwolennikiem radykalnych ograniczeń w tej strefie</strong>. Przy odrobinie zdrowego rozsądku, r&oacute;wnież w przepisach, żegluga przyplażowa stanowić będzie w znacznym stopniu o atrakcyjności całego sezonu . Pamiętać należy jednak o jego specyfice. Zwracałem na to uwagę w opracowaniu &bdquo;Duża fala &ndash; mały jacht&rdquo; na Konferencji Bezpieczeństwa - Gdynia, 2002. Może najistotniejszym wyr&oacute;żnikiem jest możliwość wystąpienia przyboju, w kt&oacute;rym pływanie nawet w środkach asekuracyjnych nie gwarantuje pełnego sukcesu, a w og&oacute;le nie umiejącego pływać raczej skazuje na utopienie. <br /><br /><strong>Tu też widać przewagę jednostki niezatapialnej</strong>, mam na myśli przede wszystkim jacht mieczowy, kt&oacute;ry bezwładną zabawką grzywaczy ma prawo stać się znacznie p&oacute;źniej niż balastowy a co zatem idzie na płytszej wodzie i mniejszej fali. Co prawda ten ostatni też w końcu wysztranduje raczej cały, może z małymi uszkodzeniami, tylko niekoniecznie z kompletną (żywą) załogą. Że piaszczyste plaże są dość gościnne dla takich pechowc&oacute;w widać na przykładach polskich jacht&oacute;w, kt&oacute;rym się to wydarzyło opisanych przeze mnie w referacie &bdquo;Sztrandowanie&rdquo; na Konferencji Bezpieczeństwa &ndash; Gdynia, 1994. <br /><br /><strong>Wszystkie przedstawione powyżej aspekty mają oczywiste przełożenia na zatrudnienie naszego ratowni</strong>ctwa. W referacie z roku 1996 - &ldquo;Zabezpieczenie ratownicze nawigacji przyjemnościowej w Polsce, stan i perspektywy &ldquo;były m.in. takie dane &ndash; w roku 1994 125 akcji PRO z tego 29 na rzecz nawigacji przyjemnościowej, w 1995 odpowiednio 145 i 36 ,w 1994 - 4 deski żaglowe, w1995 &ndash; 11. <br /><br /><strong>Dane SAR z roku 2006 wyliczają 136 akcji</strong> (bez zwalczania rozlew&oacute;w) i 134 uratowane osoby. Uczestniczyły w nich statki ratownicze, brzegowe stacje ratownicze i śmigłowce. Na rzecz &ldquo;przyjemnościowych użytkownik&oacute;w morza&rdquo; było ich ok. 50. Dlaczego nie ma szczeg&oacute;ł&oacute;w? Bo sprawa wymaga gruntowniejszej analizy. Na liście znalazły się opr&oacute;cz jacht&oacute;w i desek &ndash; kitesurfery, lotnie i motolotnie, łodzie wędkarskie i materace pneumatyczne(niezatapialny, może pływać do 2 Mm od plaży). <br /><br /><strong>W perspektywie należy się liczyć ze znacznym przyrostem zatrudnienia dla służb ratowniczych</strong>, w tym prostych akcji holowniczych małych jednostek, kt&oacute;re z jakichś przyczyn (w tym ze strachu), będą wzywały pomocy nawet w relatywnie nietrudnych warunkach. W nieco trudniejszych już zyskały popularność akcje ewakuacji z porzucanego (sprawnego najczęściej) jachtu. Skala zjawiska i jego specyfika może być badana i interpretowana na podstawie materiał&oacute;w SAR, ale tylko w polskiej strefie odpowiedzialności. Pozostałe dane będą raczej niekompletne. We wspomnianym wyżej referacie dla por&oacute;wnania przytoczyłem dane francuskie za 1990rok: akcji - 2273, z tego duże motor&oacute;wki - 1174, por&oacute;wnywalne jednostki żaglowe &ndash; 416 (było ich zarejestrowane mniej więcej po tyle samo), deski - 406, os&oacute;b uratowanych ok. 7000, ofiar śmiertelnych &ndash; 60, poszkodowanych na zdrowiu &ndash; 90. Do takich cyfr ze względ&oacute;w czysto obiektywnych nigdy nie dojdziemy, tym niemniej kierunek jest znany. Wszystko to spada dziś na głowę ratownik&oacute;w, ponieważ inne mechanizmy wymuszające rozwagę i zwykłą (podobno jest dobra) praktykę morską, np. polityka ubezpieczeniowa, zdaje się, na razie przynajmniej, u nas nie działają. <br /><br />Zadania, jakie rozw&oacute;j sytuacji stawia przed służbami ratowniczymi są tematem na osobną, bardzo poważną dyskusję. <br /><br /><br />-------------------------------------------------------------------------------- <br /><br /></font></p>
Komentarze
brak kilku danych Andrzej Hasip Mazurek z dnia: 2008-03-10 18:57:34
Odp: brak kilku danych JureK Klawiński z dnia: 2008-03-11 13:15:14
Odp: Odp: brak kilku danych Andrzej Hasip Mazurek z dnia: 2008-03-11 14:13:44
Głupota nie boli Jerzy Buczak z dnia: 2008-03-10 20:24:56
Ten proces trwa 40 lat! Andrzej Colonel Remiszewski z dnia: 2008-03-10 21:17:26
Statistiques : ) Tomasz Lukawski z dnia: 2008-03-10 23:34:35
Wartość wywodów Izydor Węcławowicz z dnia: 2008-03-10 23:35:41
PZZ aniimatorem zmian ? Bury Kocur z dnia: 2008-03-11 00:31:16
Odp: PZZ aniimatorem zmian ? z misją Wojtek Zientara z dnia: 2008-03-11 05:57:08
Referat dyżurny Mariusz Główka z dnia: 2008-03-11 00:33:57
zwykłe chamstwo Wojtek Zientara z dnia: 2008-03-11 06:01:52
...z głębokiej troski o ludzi... Piotr Marszałkowicz z dnia: 2008-03-11 10:32:32
powtórka z historii? Andrzej Kapłan z dnia: 2008-03-11 13:31:02
Łatwizna Andrzej Colonel Remiszewski z dnia: 2008-03-11 15:13:30
Pseudonauka posługuje się językiem naukowym Krzysztof Bieńkowski z dnia: 2008-03-11 15:36:28
pod rozwagę Andrzzej Kulawik z dnia: 2008-03-12 10:48:36
Odp: pod rozwagę Krzysztof Chajęcki z dnia: 2008-03-15 11:09:56
Mamrotanie dziadka... Krzysztof Chajęcki z dnia: 2008-03-15 10:15:39