KILKA UWAG O KOTWICZENIU
z dnia: 2009-01-21


Kotwiczenie to temat na wcale grubą książkę. Zwłaszcza gdyby do niej wprowadzić obrazki związane z tą operacją. A gdyby jeszcze zaprosić dyskutantów jak kotwiczyć, a jak nie kotwiczyć oraz jaka kotwica jest najlepsza - byłby z tego drugi tom. Przy tej okazji nie obeszło by się bez inwektyw między dyskutantami.
No to wchodzę na bardzo grząski brzeg. Dziś kilka podstawowych, wyrywkowo wybranych, oczywiscie subiektywnych uwag o kotwiczeniu. Zaczynam od najbardziej kontrowersyjnej opinii - kotwiczenie to wywoływanie (kuszenie) kłopotów. Unikałem tego jak siorpania gorącej herbaty. No bo niemal wrząca herbata smakuje najbardziej, ale siorpanie.... Kotwiczenie to niepewnosć czy kotwica będzie trzymać, czy o coś nie zahaczy i da się ja podnieść, czy nie złapie innej kotwicy, czy łukowanie jachtu nie doprowadzi do stuknięcia o coś itp. Kotwiczenie to czasami nieprzyjemne szarpania itd.
Dlatego zawsze rozglądałem się za .... pławami cumowniczymi :-)))
Czasami jednak kotwiczenie jest konieczne. Choćby w portach, które nie mają pali, pław, nie wspominając już o wytykach (przezywanych "Y-bomami"). Dziób do nabrzeża, a rufa ... no właśnie - kotwica. Nawet w bornholmskich przystaniach może to być konieczne.

 
A więc - rzucając kotwicę (powszechnie zwaną "żelazem") musicie oznaczyć jej usytuowanie. Choćby dlatego abyście nie zostali osobaczeni. Oznakowanie kotwicy to bojrep. Najbardziej elegancki to rybacka plastikowa "bobina" - pomalowana na oranż sygnałowy. Równie dobrze może to być pneumatyczny odbijacz. Bojrep służy też pomocą do poderwania (a nawet odhaczenia) opornej kotwicy, ale pod warunkiem, że jest do niej zamocowany w odpowiednim miejscu.
To coś łączącego jacht z kotwicą zwykliśmy nazywac "kablem". Może to być lina, łańcuch lub lina z łańcuchem. Aby kotwica trzymała - kabel musi być długi. Im dłuższy - tym lepiej, ale bez przesady, bo to może spowodować inne kłopoty.
Z zamieszczonej tu "Krzywej Smitha" wynika, że absolutne minimum - minimorum to kabel o długości równej potrójnej głębokosci wody w miejscu kotwiczenia (szczególnie ważne przy kotwiczeniu rufy w porcie). Kotwicy bardzo pomaga łańcuch.
Żeglując po skandynawskich wodach często pojawia się problem... za dużych głębokości do kotwiczenia. Niby fajna, głęboka, otoczona wysokim brzegiem zatoczka, a wszędzie głębokości 20 i więcej metrów. Na szczęście podczas bornholmskiego rejsu ten kłopot was ominie.

 

Rwanie i podnoszenie kotwicy to zazwyczaj spory wysiłek, zwłaszcza gdy musicie dzwignąc nie tylko kotwicę, ale i łańcuch. Otóż namawiam do takiego rozwiazania, w którym osobno siłujecie się z kotwicą, a osobno z łańcuchem. Popatrzcie na obrazek. Proste, ale najtrudniej wymysleć proste rozwiązania. 
Stając na kotwicy musicie to także zamanifestować czarna kulą w porze dziennej i białym światłem kotwicznym - nocą. Aby zaoszczedzić nieco amperogodzin - wystarczy powieśc lampę naftową (szalupową lub zwykłą wozówkę, zwana też "nietoperzem"). Także, a może przede wszytkim podczas kotwiczenia rufy w porcie.

 
Ostatnim z wybranych temacików jest kotwiczenie na prądzie. Zasady kardynalne: pod wiatr, pod prąd. Hmm, ale czasami wiatr i prąd nie są w zgodzie ze sobą. No cóż - trzeba uszanować silniejszego.
I to było tych kilka banalnych uwag o kotwiczeniu. Jest sporo amatorów takiego kontemplowamia morza. Ja - nie !
Zwróćcie uwagę na konkurencję rankingową. Czytać to czytacie (licznik otwarć), ale ilu z Was klika ikonkę rankingową?
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge

Ten artykuł pochodzi ze strony:
JERZY KULIŃSKI - ŻEGLARZ MORSKI
Subiektywny Serwis Informacyjny
http://www.kulinski.navsim.pl

URL tego opowiadania:
http://www.kulinski.navsim.pl/art.php?id=1014