REQUIEM DLA "DARU KOSZALINA"
z dnia: 2009-02-20


No cóż - takie jest życie. Nasi Ludzie w Ustce - Edwarda Zając i Roman Kwiatkowski przysłali mi krótko fotoreportaż o śmierci jachtu. Gaz drożeje, zima trzyma. Wszystko się kończy i zawsze jest żal, ale usłyszeć, a zobaczyć to jest różnica. Nie zawsze mam dla was radosne newsy. Dziś - sekcja zwłok.

Odpuśćmy sobie dziś kliknięcie rankingowe.
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge


____________________________
Drogi Jurku
Kilka, a może nawet kilkanaście lat temu, wyjeżdżając z Ustki w kierunku Rowów, zauważyłem w przydomowym ogródku jacht “DAR KOSZALINA”. Później wielokrotnie zastanawiałem się, dlaczego upływają lata i właściciel nic przy nim nie robi. W końcu, prawdę mówiąc, zapomniałem.

W tym tygodniu otrzymałem telefon od znajomego - słuchaj, ty interesujesz się żeglarstwem, a tutaj dobierają się do “Daru Koszalina” z piłą motorową. Odcięli już dziób i rufę. Byłem zajęty, więc następnego dnia pojechał Romek Kwiatkowski i zrobił kilka zdjęć – smutnych, ostatnich zdjęć tego jachtu.

 
Z tego co zdołałem ustalić, koszaliński klub oddał ten jacht do remontu w usteckim warsztacie szkutniczym p. Dzimitrowicza ... i przestał się nim interesować. Mieli już przecież nową zabawkę - “WOJEWODĘ KOSZALIŃSKIEGO”. Warsztat zbankrutował i ktoś kupił ten jacht za jakąś śmieszną kwotę. Chyba nie był to żeglarz i liczył jedynie na zyskowną sprzedaż.

Niedawno po raz kolejny czytałem książkę “RUN NA WODĘ”. Jest tam rozdział “Śmierć jachtu” w którym autor opisuje przejmującą historię jachciku, który ktoś kupił aby po remoncie sprzedać go z dużym zyskiem. Gdy to się nie udawało, wolał go zatopić niż obniżyć cenę. Opisuje przedstawiając jachcik jak żywą istotę, posiadającą duszę ... Smutno mi dzisiaj ...

Pozdrowienia z Ustki
Edward

Ten artykuł pochodzi ze strony:
JERZY KULIŃSKI - ŻEGLARZ MORSKI
Subiektywny Serwis Informacyjny
http://www.kulinski.navsim.pl

URL tego opowiadania:
http://www.kulinski.navsim.pl/art.php?id=1044