"Lepiej później niż wcale". Jedną z najwazniejszych zalet młodości jest to, że młodzi próbują sił w zamierzeniach, które nie powiodły się starym. No i coraz częściej okazuje się, że ponowienie próby wieńczy sukces. Tak, tak - w odniesieniu do multum zamierzeń, ale nie ucywilizowania PZŻ. Ten związek jest absolutnie niezdolny do takiej zmiany. Przekonały się o tym władze państwowe i tylko patrzeć, kiedy PZŻ "dekretem" zostanie przekształcony w normalny zwiazek sportowy. Ku naszemu i ... władz pozytkowi. Śmiało !
Dziś mam korespondencję dotychczasowego członka Rady Starców - kpt. Rafała Krause z Polskiego Klubu Morskiego w Gdańsku. Swego czasu mi nie wierzył, powiedział, że jednak chce spróbować. Spróbował. Został członkiem władz PZŻ. No i mamy wnioski z tej czteroletniej próby. Sami oceńcie.
Tu klik dla Rafała 
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
PS fotografii Rafała nie zamieszczam :-)
______________________________
Witaj Szanowny „Don Jorge”
Doświadczony żeglarsko Gospodarzu najpopularniejszej, a także opiniotwórczej stronie internetowej dla żeglarzy w Polsce…
Przesyłam Tobie pismo, PZŻ, jakie trafiło do Marszałka Sejmu ze swoistą "skargą" na RPO. Krąży już ono „post factum” wśród członków ZG PZŻ i poza nimi…jak się dowiedziałem.
Treść pisma PZŻ do końca rozwiała moje nadzieję, że Związek da się może zreformować od środka w nieodległym czasie...
Utwierdziło mnie, to także niestety w decyzji, aby nie kandydować kolejny raz do władz PZŻ gdzie czas zmian jeszcze długo nie nadejdzie. Tego już także empirycznie doświadczyłem w trakcie kilkuletniej kadencji prac w ZG.
Moim zamiarem nie jest absolutnie urażenie kogokolwiek czy też „zaszkodzenie wizerunkowi PZŻ”.
PZŻ jest dla mnie i będzie zawsze zasłużoną dla polskiego żeglarstwa sportowego organizacją o ustalonych tradycjach i ogromnym doświadczeniu.
Pragnę, aby PZŻ nie został tylko, aby „historycznym skansenem” (po wieszczonym przez dotychczasowego prezesa związku grożącym podziale na Polski Związek Żeglarski i Polski Związek Żeglarstwa Sportowego…).
Myślę, że efekt moich „wynurzeń” może być wręcz odwrotny, co ocenisz zapewne sam…
W PZŻ decyduje prawie zawsze podejmuje samo Prezydium Związku...a Zarząd nie bardzo orientuję się czasem w "polityce" głównych "strategów"...jak i w sytuacji ogólnej w jakim Związek obecnie się znajduje i w jakim „strumieniu czasu działa”…
Mimo prowadzonej od lat "pracy u podstaw" (wiele, wiele długich rozmów z członkami ZG PZŻ na tematy kształtu i potrzeby współczesnego wolnego i odpowiedzialnego żeglowania w RP w obliczu racjonalności i nieuchronności zmian w polskim żeglarstwie), obecnie bez "wymiany pokoleniowej" PZŻ nie jest w stanie stać się jeszcze długo, (jeśli w ogóle) polskim odpowiednikiem europejskich liberalnych narodowych doświadczonych związków żeglarskich...
To bardzo smutne dla mnie osobiście (jako żeglarskiego działacza środowiskowego i animatora żeglarstwa) doświadczenie...jak i kilku jeszcze moich kolegów z ZG.
Co ciekawe cześć członków władz w prywatnych rozmowach artykułuje opinie ,iż "dobrze iż mówi się już i w samym PZŻ głośno o tym o czym szepcze się od dawna w okręgach" ale nic z tego nie wynika niestety w samym działaniu związkowej "centrali"...
Związek jest niestety nadal z "innej epoki". Tu potrzebna jest bez mała chyba uświadamiająca żeglarska środowiskowa akcja oświatowa...w ramach tych 40 tysięcy zrzeszonych w PZŻ (poprzez swoje kluby w okręgach) żeglarzy "związkowych"...
Z samej treści pisma wynika jednoznacznie, iż "Internetowi" wichrzyciele znowu po posłach tym razem "zmanipulowali" doświadczonych urzędników RPO, i PZŻ (pismo nie było oficjalnie konsultowane z członkami ZG a jedynie zapowiedziano jego napisanie i wysłanie na kilka dni przed redakcją), śpieszy zatem donieść o obowiązku konstytucyjnego zapewnienia przez PZŻ bezpieczeństwa wszystkim obywatelom pod żaglami…
Jak to można wyrwać z kontekstu (w treści pisma) nawet zapisy Ustawy Zasadniczej - art. 5 ..
Certyfikujmy, zatem obowiązkowo także rowerzystów, pływaków, grzybiarzy i przechodniów, bo jakiś nieodpowiedzialny może się na nas jednak przypadkowo rzucić...a jakie tego typu "zagrożenia hipotetyczne" występują w żeglarstwie...??
PZŻ nie wierzy chyba w odpowiedzialne, rozsądne i samozachowawcze żeglowanie większości skipperów i armatorów jachtów w rekreacji i turystyce pod żaglami bez obowiązkowych "związkowych" czy też "państwowych" przeglądów, patentów, egzaminów, rejestracji, atestacji itd, itp...bo daje temu wyraz właśnie w swoim „emocjonalnym” wystąpieniu!
Ale nasuwa się samo pytanie: "Czy reszta żeglarskiego świata się myli" nie stosując jednak "polskich rozwiązań"...???
Osobiście jako racjonalny i odpowiedzialny obywatel RP i długoletni skipper jachtów zarówno pełnomorskich jak i śródlądowych, wieloletni instruktor żeglarstwa i sportów motorowodnych (w tym nauczyciel i egzaminator instruktorów), a także członek Zarządu Głównego Polskiego Związku Żeglarskiego oraz członek historycznego Polskiego Klubu Morskiego (który kiedyś przyczynił się do założenia PZŻ), nie mogę się zgodzić zarówno z formą jak i treścią pisma PZŻ !
Czy polski żeglarz - obywatel tak bardzo różni się od Szweda, Holendra czy Anglika, że dalsze administrowanie polskim żeglarstwem rekreacyjnym czy turystycznym jest rzeczą konieczną i rozsądną?
GŁÓWNE ZADANIE PZŻ (poza organizacją i koordynowaniem wyczynu sportowego) TO EDUKOWAĆ I WSPIERAĆ OBYWATELI ŻEGLARZY!! A nie walczyć głównie o dotychczasowe status quo!
Kto tego we władzach PZŻ nie widzi przyczynia się walnie do dalszej marginalizacji i dyskredytacji związku zarówno w odbiorze administracji jak i w oczach żeglarzy – obywateli!
Aby nie generalizować trzeba przyznać, iż jest parę osób trzeźwo oceniających sytuację wewnątrz samego PZŻ i są przekonani do zmian w duchu "edukacji nie regulacji i administracji" oraz zerwaniu z "monopolem na wiedzę żeglarską”, ale kilka osób w ZG, to stanowczo za mało... i chyba za późno.
Jerzy!
Sam byłeś członkiem władz związku (nawet v-ce Prezesem PZŻ), to wiesz jak rożne są motywacje osób działających w zarządzie PZŻ.
Jest wiele osób działających w OZŻ czy PZŻ) bezinteresownie i autentycznie przekonanych o pożyteczności swoich działań dla środowiska żeglarskiego...
To często bardzo wartościowi, doświadczeni żeglarsko i życiowo ludzie poświęcający swój czas i energię dla swojego środowiskowego, regionalnego żeglarstwa…
Często tacy działacze (w tym nestorzy żeglarstwa polskiego) oponują przeciw zmianom w duchu liberalizacji przepisów, przekonani o ryzyku "nieuchronnej" anarchii i potrzebie regulacji dla bezpieczeństwa samych żeglarzy (obywateli)...
Bariera mentalna i bagaż doświadczeń żeglarskich lat PRL uniemożliwia im może spojrzenie na polskie żeglarstwo oczami „współczesnego Europejczyka”, a jedynie działacza bezinteresownie często chroniącego obywateli „przed nimi samymi” pod żaglami…przed ich ignorancją, nieodpowiedzialnością itd., itp…
Tak to może pojmują…jak często to artykułowali na zebraniach ZG.
Przykładem jest m.in. publikowany w sieci stenogram z posiedzenia ZG PZŻ z grudnia 2005 roku z przedstawionymi tezami…dotyczącymi zmian w polskim żeglarstwie.
Niektórzy w to naprawdę głęboko wierzą...Niektórzy uważają publikowane apele i opinie np. z Internetu jedynie za "warcholenie" i "nieodpowiedzialność „internetowych żeglarzy” tworzących grupy nacisku na administrację, posłów dla swoich niewiadomych interesów lub dla "czystej draki"...aby zaszkodzić PZŻ...
Nie dostrzegają zapewne,że to właśnie ‘polityka zachowawcza” PZŻ zmobilizowała ich do działań…
Jednak osobiście uważam, iż nieuchronności zmian wymusza potrzebę pilnej reformy wewnętrznej PZŻ...
Reformy mentalnej, programowej i personalnej.
Dlaczego?
Bo gdzieś w głębi mnie jednak tli się jeszcze niepoprawna nadzieja, że kiedyś PZŻ może być polskim odpowiednikiem CYA, RYA , DSV itp... ale czy będzie w stanie i zechce odbudować swój autorytet u samych prostych żeglarzy (także tych z poza związku), których kiedyś wobec administracji państwowej reprezentował ???
Czy naprawdę jedynym rozwiązaniem będzie administracyjne zawężenie działalności PZŻ do wyczynu sportowego, dla którego został powołany w 1924 roku?
Takie opinie słyszy się coraz częściej...także wśród posłów i urzędników administracji państwowej…
Zapewne przygotowywana w Sejmie nowa Ustawa o Sporcie i następnie przepisy wykonawcze do niej opracowywane w MSiT do tego doprowadzi...
A może przesunie sprawy żeglarzy rekreacyjnych, turystycznych do Ministerstwa Infrastruktury i tam ponownie rozpoczną się "podchody" aby pod pozorem powszechnego bezpieczeństwa żeglugi i obywateli żeglarzy, wprowadzić "nowe-stare" regulacje...rodem z PRL-u niestety.
Nieunikniony wydaje się bliski już czas (w nowej sytuacji prawnej i rynkowej dot. żeglarstwa polskiego), w którym PZŻ (wraz z okręgami swymi) będzie miał szanse otworzyć się „frontem do klienta – obywatela” z ofertą DOBROWOLNEGO kompleksowego, i specjalistycznego rzetelnego szkolenia, edukacji na dobrowolne certyfikaty kompetencji żeglarskich,…aby dobrowolnie uczyć jak bezpiecznie uprawiać żeglarstwo na morzu i śródlądziu…
To jest właściwy kierunek! Tak to wygląda w „reszcie żeglarskiego świata”…!
I wcale element dobrowolności nie spowoduje masowej inwazji „bez patentowych” i „niedouczonych” oraz „nieodpowiedzialnych” żeglarzy na wodach morskich i śródlądowych.
Ostatni tragiczny huragan na Mazurach zebrał swe masowe żniwo nie wśród „bez patentowych” żeglarzy, co znamienne. Żaden obowiązkowy czy też dobrowolny patent i dokument rejestracyjny jachtu nie zastąpi rozsądku żeglarza i armatora jachtu…na wodzie.
Dlaczego??
Masowe i bezpieczne, odpowiedzialne uprawianie żeglarstwa rekreacyjnego i turystycznego w oparciu o dobrowolność, poza granicami RP ,o tym zaświadcza…
Jestem przekonany, iż polski żeglarz (wzorem tych z zagranicy) mogący utracić w wyniku braku wiedzy i doświadczenia żeglarskiego trzy najistotniejsze wartości, które sobie ceni:
1.ŻYCIE,
2. WOLNOSĆ,
3. MAJĄTEK
Zatem sam DOBROWOLNIE zgłosi się na dobre szkolenie. Uzyska DOBROWOLNIE ubezpieczenie (np. OC Skippera), podda się może i także DOBROWOLNIE egzaminowi na certyfikat kompetencji (prestiż, zniżki czarterowe i ubezpieczeniowe)…
I nie trzeba obligować go do tego specjalnymi regulacjami państwowymi, obowiązkowymi kursami, egzaminami, rejestracjami, przeglądami itd. w sferze żeglarstwa NIEKOMERCYJNEGO… Komercja to inna sprawa i zobowiązania…
Oczywiście znajdzie się nikły procent nieodpowiedzialnych i niedouczonych na wodzie, ale przecież tworzy się prawo dla normalnej i uczciwej większości populacji obywateli, bo restrykcyjne nakazy i zakazy i tak nie uchronią nas przed pewnymi patologiami pod żaglami. To już zadanie i rola samych oddziaływań środowiska żeglarskiego…
Pozdrawiam serdecznie
Żyj wiecznie!
Rafał Jan Krause, Gdańsk
Czł. Zarządu Głównego Polskiego Związku Żeglarskiego
Czł. Zarządu Polskiego Klubu Morskiego
-----------------------------------------------
P.S.
Pewnie ten komentarz to zapewne "ostatnie wołanie na puszczy "...przed sejmikiem PZŻ, który nic na pewno nie zmieni...,bo 85 procent członków ZG PZŻ podpisałaby się pod treścią wystąpienia PZŻ do MS dwoma rękami...:((
To także prawo moich Kolegów, ale czy oparte na pełnej świadomości i nieuchronności zmian czasów, w jakich przyszło zmierzyć się związkowi?...oraz realiów współczesnego uprawianego przez Polaków (Europejczyków) rekreacyjnego żeglarstwa w RP i poza jej granicami...?
W PZŻ pokutuje jeszcze „żelazna opinia” iż BRAK OBOWIĄZKOWYCH PATENTÓW i OBOWIAZKOWEGO SZKOLENIA, EGZAMINÓW, REJESTRACJI = BRAK WIEDZY I ODPOWIEDZIALNOSCI ŻEGLARZY ARMATORÓW I SKIPPERÓW…
Jeśli nowym prezesem PZŻ nie zostanie kiedyś wybrany: uznany żeglarz - sportowiec, manager, poliglota, autorytet dla starych i młodych, o otwartych poglądach, przekonany o potrzebie zmian wizerunku Związku w oczach, także zwykłych żeglarzy i urzędników, nie związany z polityką...to nic się nie zmieni... poza kursem w stronę jedynie federacji wyczynowego żeglarstwa, a i to nie jest pewne…
Wiem, wiem takich w PZŻ do tej pory nie wybierali...
Nadzieja……umiera ostatnia.