CZY RÓWNE SZANSE W REGATACH SAMOTNIKÓW ?
z dnia: 2009-03-12
Ktoś już zwracał uwagę, że określenie "samotnicy" do jednoosobowych załóg nie pasuje. Określenie "jednoręczni" - sugeruje coś zupełnie innego. A Tomasz Konnak, człowiek który na temat może dużo powiedzieć - właśnie się zastanawia nad filozoficznym problemem: CZY SPRAWIEDLIWOŚĆ JEST OSIĄGALNA. Mnie się natomiast wydaje (tylko wydaje), że jedynym rozwiazaniem są ... monotypy i to jeszcze przesiadkowe i na dodatek w drodze losowania. To jest rozwiązanie NIEREALNE w naszych warunkach, a więc zostawiam Was z problemem, o którym pisze Tomasz. Tu Klik dla Tomasza, któremu ciągle się chce  Żyjcie wiecznie ! Don Jorge ============================================= Zastanawiając się nad odpowiedzią na komentarz pod newsem o regatach samotników, rozważając sens stosowania żagli dodatkowych, zastanawiając się nad szansami poszczególnych jachtów, doszedłem o wniosku, że czynników decydujących o sukcesie bądź nie w regatach samotników jest naprawdę dużo. I że waga tych czynników jest inna niż nam się zazwyczaj wydaje. Sam wcześniej tego nigdy tak naprawdę nie analizowałem. Teraz, niejako wywołany do tablicy, robię to pisemnie. Pierwsza i najważniejsza rzecz jest taka, że poza regatami jachtów monotypowych, albo zbliżonych, równych szans nie ma. Możemy się albo nie ścigać, albo przyjąć to co jest. Tyle że, jak to postaram się wykazać, sama szybkość jachtu nie jest czynnikiem decydującym o sukcesie. W tych właśnie regatach.
Generalnie mam tu na myśli jachty, które normalnie startują w regatach załogowych, z jakimiś tam wynikami, a raz w roku wsiada na nie jeden wariat i próbuje tę całą maszynerię obsłużyć sam. Potyka się o wszystko: że cały osprzęt jest za daleko, że trudno wyjść od steru, że jacht jest niestabilny kursowo, że niektóre liny, przy danym osprzęcie, jest po prostu bardzo trudno wybrać licznej załodze a co dopiero samemu. Wydawało by się, że im większy jacht tym trudniej. Ale wcale tak nie musi być. Jeżeli na jachcie cały osprzęt jest odpowiednio dobrany, to wielkość jednostki, przy normalnych manewrach, nie ma większego znaczenia. Duży jacht jest znacznie stabilniejszy, daje o wiele więcej czasu na reakcję. Za to w sytuacjach nieprzewidzianych, awaryjnych, oraz przy żaglach dodatkowych łatwiej będzie na jachcie mniejszym. Doszliśmy do żagli dodatkowych. Jest ogromna różnica w obsłudze między spinakerem a genakerem/blooperem/big-boyem. A jak jeszcze genaker jest rolowany na dodatkowym sztagu to już w ogóle pełnia szczęścia. I w takiej sytuacji łatwiej będzie na Mushashim niż na Menuecie. Łatwiej też będzie na jachcie z rolerem genuy/foka. Bo gdy spinaker już pracuje trudno iść na dziób, żeby zrzucić sztaksel.
Pytanie, czy warto stawiać spinakera/genakera. Otóż to zależy. Zależy od trasy, od warunków i dość mocno od jachtu. Od jachtu zależy podwójnie – raz, na ile postawienie dodatkowego żagla jest proste czy realne a dwa, na ile, dla danego jachtu, poprawią się osiągi pod spinakerem. Jachty z małymi grotami, z dużą genuą, bez spinakera żeglują o wiele gorzej niż z tym żaglem. Tutaj wygrane są jachty typu ćwiartka, Orion i podobne. Przegrane C-24 i Cartery. Bardzo dużym czynnikiem utrudniającym są baksztagi. Tyle że to też zależy. Jeżeli jacht jest przeżaglowany, wiatr ciut silniejszy, załoga lekka (bo nieliczna) to po zarefowaniu problem znika. I tak można rozważyć różne czynniki. Zazwyczaj wyjdzie, że wszystko zależy od sytuacji. Bo tak w istocie jest. Przeliczniki. Wiadomo, że bez nich się nie da. Tyle że w żegludze samotnej trudno jest wykorzystać w pełni właściwości jachtu. A przeliczniki tego zupełnie nie przewidują. I tutaj znacznie większe szanse mają jachty, które da się samemu tak prowadzić jak z załogą. Znaczy te jachty, które są temu najbliższe. Np. balastowanie załogi ma na Orionie czy Oceannie znaczenie marginalne, na Polledzie ogromne.
Używanie spinakera na Aquili nie da za wiele, na Pallasie da mnóstwo. Czy w tej sytuacji należy modyfikować współczynniki? W zasadzie by należało. Ale jest to praktycznie nierealne. Kolejny czynnik to samoster. Wiadomo, że jakiś system pomocniczy (gumy, linki na dziób) jest potrzebny. Im mniejszy i lżejszy jacht tym bardziej jest to niezbędne. Ale naprawdę pomocny jest samoster. Niektóre jachty go mają, inne nie. Jest to o wiele istotniejsze w szansach jachtów niż żagle dodatkowe. Co tak naprawdę decyduje? Decyduje suma czynników i umiejętność wykorzystania najlepszych cech jachtu, oraz zminimalizowania tych najgorszych, przez samotnego żeglarza. Jaki jacht jest najlepszy do takich regat? Trudno powiedzieć ale moim zdaniem zbliża się do ideału Mizar. Nowoczesny i szybki jacht, niewielki, dobrze wyposażony i pomyślany, z dużym grotem, małym fokiem, z ułamkowym takielunkiem ale bez baksztagów. Ale i ten jacht ma wady – lekkość i niestabilność kursową. Czyli potrzebuje samosteru. Wygląda na to, że ideału nie ma. Co, tak naprawdę, jest właśnie bardzo pocieszające.
Jakie z tego wynikają wnioski? Im jacht większy tym szybszy, stabilniejszy, mniej wrażliwy na ruchy załogi i zmiany wagi załogi. Za to trudniejsza obsługa żagli dodatkowych. Genaker jest lepszy od spinakera. Roler sztaksla pomaga, baksztagi przeszkadzają. Im większa genua tym gorzej, im większy grot tym lepiej. Sprawny system refowania pomaga, duży i podzielony kokpit przeszkadza. Jakiekolwiek braki w osprzęcie i wyposażeniu mocno zmniejszają szanse. Posiadanie samosteru to duży bonus, im lżejszy jacht tym bardziej jest to ważne.
Najważniejsze jest sprawne obsługiwanie jachtu i jak najlepszy wykorzystanie jego możliwości w ramach posiadanego współczynnika wyrównawczego. A gdy to już mamy to można pomyśleć o warunkach, wietrze, przewidywaniu zmian pogody. O przygotowaniu kondycyjnym, żywnościowym, ubraniowym. Wszystko jest naprawdę ważne. Gdy zmokniemy to mamy małe szanse zejść pod pokład i się przebrać albo ubrać. Możemy marznąć albo stracić dystans. Jeżeli coś się zaplącze, rozleci to szanse na sprawną naprawdę są minimalne. W ramach przygotowań warto przejrzeć wyniki z ubiegłych lat, zobaczyć jakie jacht były w czołówce a jakie nie. I zastanowić się nad przyczynami. A potem – jak najlepiej się przygotować. Z tym że doświadczenie i znajomość jachtu są bezcenne. Trudno wygrać za pierwszym razem. Tomasz Konnak
|