DLACZEGO DO SZWECJI ?
z dnia: 2009-04-07


Jak Katarzyna Rembarz przyrzeka, że da - to znaczy, że da. Cierpliwość mile widziana. Trochę to trwało, ale się nie zdeaktualizowało. News traktuje o zeszłorocznym rejsie do Szwecji. Nie tylko do szwedzkich portów, ale i do szwedzkiego, dzikiego brzegu. Szwedzkim portom, przystaniom i zakamarkom brzegów poświęciłem jak dotad 6 locyjek. Bardzo mi się tam podoba. Następczyni tronu - także. Jeżeli do tej pory nie zapadła decyzja dokąd - namawiam na rejs do Szwecji. A Bornholm, to przecież prawie po drodze :-)
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
___________________________________


K a t a r z y n a

W czerwcu zeszłego roku popłynęłam w rejs do szkierów w rejonie Sztokholmu. Od dłuższego już czasu myślałam o tym akwenie. Kilka lat wcześniej wpływałam jachtem do szwedzkiej stolicy i nie mogłam zapomnieć wrażeń z tamtego rejsu. Bardzo chciałam popłynąć jeszcze raz. Złożyło się szczęśliwie, że w ubiegłym sezonie na s/y „Śniadecki” zaplanowano taki dwuetapowy rejs, z wymianą załogi w Nynashamn. Udało się zebrać ekipę i popłynęliśmy w etapie pierwszym - do Sztokholmu. Celem były wyspy, więc pierwszy skok po wschodniej stronie Gotlandii z Górek do Färösund, a następny już do Sandhamn u wejścia w szkiery. Gonił nas także silny wiatr. Woleliśmy go już tam spotkać. Od Sandhamn przestaliśmy się spieszyć. Dwa dni płynęliśmy do Sztokholmu, postój w Sztokholmie jeden dzień i kolejne dwa dni do Nynashamn.
      
W szkierach można spędzić dowolną ilość czasu. Nasze cztery dni po prostu tylko zaostrzyły mój apetyt na kolejny rejs w tamte strony. Żeglowanie tam trochę być może przypomina znane już dziś większości osób pływanie po wodach chorwackich, tylko jest dużo przyjemniejsze. Nie czuje się gwaru turystów i natłoku jachtów, choć pływa ich sporo. Jest malowniczo, urokliwie i spokojnie. Wyspy przypominały mi Karkonosze, w których spędzałam wakacje jako dziecko. Podobne stare skały i roślinność tylko, że dopłynęłam do nich jachtem zamiast wspinać się stromą ścieżką. Można znaleźć bezpieczne kotwicowiska i przyjazne małe przystanie. Jest głęboko. „Śniadecki” ma zanurzenie ok. 2,20m, a stawaliśmy dziobem do skał z kotwicą rzuconą z rufy.

W jednym z miejsc, ku mojemu zaskoczeniu, znaleźliśmy wkręcone w skałę kółka do cumowania. Był na nich napis informujący, że pracę tę wykonał szwedzki związek żeglarski. W głębi wyspy przygotowane było miejsce na ognisko ze sporą garścią chrustu na początek, a w lesie dyskretnie czekały proste i czyste toalety.
 
W innym miejscu stanęliśmy przy małym drewnianym pomoście. Była to chyba przystań jakiegoś klubu. Zapytaliśmy o zgodę na pozostanie na noc. Nie było żadnych problemów. Nie pobrano od nas opłat. W skrzynce na pomoście znaleźliśmy książkę portową, w której na pierwszej stronie proszono, aby po prostu się do niej wpisać. I znów opodal w lesie stała skromna i czysta toaleta. Żadnych zbędnych wygód. Wystarczające minimum.

Duże wrażenie zrobiła na mnie kultura żeglowania wśród tych wysp - bez krzyków, hałasów, bałaganu i śmieci. Inwestycje przemyślane i skonstruowane dokładnie do tego czemu mają służyć - ani mniej, ani więcej. Ludzie sobie życzliwi i pomocni. Przynajmniej na wodzie.
Polecam wszystkim rejs w tamte strony - tylko przynajmniej trzy tygodnie !

Katarzyna Rembarz

PS. Załączone zdjęcia zrobione zostały przez członków załogi.

______________________________

Fajny news? No to podziękujcie Katarzynie tu


Ten artykuł pochodzi ze strony:
JERZY KULIŃSKI - ŻEGLARZ MORSKI
Subiektywny Serwis Informacyjny
http://www.kulinski.navsim.pl

URL tego opowiadania:
http://www.kulinski.navsim.pl/art.php?id=1091