PIERWSZE (MAJOWE) KOTY ZA PŁOTY
z dnia: 2009-05-25


Maj na Bałtyku zazwyczaj jest zimny. Tegoroczny na dodatek okazał się sztormowym. Tak, tak Bałtyk jest szorstki i wszyscy planujący rejsy, nawet w czerwcu (zwodna statystyka) muszą o pamnietać o mozliwie sporej rezerwie czasowej. A w razie "zamurowania: - nie tracić czasu i zwiedzac wszystko co jest do zwiedzenia. Pocieszam Bogdana i jego Załogę. Następnym razem napewno sięgniecie Gotlandu.

Żyjcie wiecznie !
Don Jorge

========================
Bałtycka majówka.

Skipper - Bogdan Kiebzak

Po raz trzeci (w maju) wyruszyłem wraz z grupą moich znajomych z Mielca na rejs po Bałtyku. Zamierzenia były ambitne. Skipper Bogdan Kiebzak zakładał że osiągniemy Gotlandię. Majowa pogoda brutalnie zweryfikowała nasze plany. Prognozy zapowiadały sztormy i co gorsza sprawdziły się. Na Bornholm dotarliśmy zgodnie z planem, ale wiatry uziemiły nas dwa dni w Ronne. W Hasle wypatrzyłem na brzegu naszego poczciwego Oriona – który dni swojej świetności ma zapewne za sobą.


Załoga
Pod koniec tygodnia dotarliśmy do Szwecji, gdzie też oczekiwaliśmy na poprawę pogody. Wzięliśmy sobie do serca rady Don Jorge że tydzień to ciut za mało i od zeszłego roku pływamy dwa pełne tygodnie.

Niedziela i powrót na Rugię – wybór padł na Sassnitz. Port w remoncie jedna toj-tojka na falochronie, łazienki w restauracji od 10 do 20 i opłata portowa 12 EUR nie nastroiła nas do tego portu zbyt optymistycznie. Za to rybka na kutrze palce lizać. Powrót do Breege skąd wzięliśmy naszą „krypę” wiódł przez most zwodzony w Stralsundzie. Z niemiecką precyzją most otworzył się punktualnie, ale tylko do połowy. Coś tam się w technice popsuło i przyszło nam czekać 7 godzin na ponownie otwarcie. Nabrzeże mało atrakcyjne – okolica przypominająca upadły PGR. Sącząc piwo snuliśmy dywagacje o problemach patentów do składania masztu, aż tu nadpłynęła znana mazurskim żeglarzom sylwetka-Sasanka 660 SN, Zrobiła kółko odpaliła silnik za burtą złożyła maszt i tyle jej było widać. Polska bandera, a pod salingiem niemiecka. Poszperałem po powrocie do domu i doszedłem do wniosku że Sasanka przypłynęła tutaj ze Szczecina. Rano gdy wypływaliśmy ze Stralsundu w dalszą drogę dzielni żeglarz płynęli z powrotem pod most. My już mieliśmy nosy na kwintę spuszczone bo koniec wyprawy zbliżał się nieuchronnie. Spotkaliśmy ciekawe pływała – ale na silniku. Dwa żaglowce rodem ze średniowiecza, a pośrodku …. platforma gaśnicza. Dwa tygodnie żeglugi po wyjątkowo zimnym w tym roku Bałtyku minęło jak mgnienie oka.

Ciekawostka
Przepłynęliśmy 300 mil odwiedziliśmy Glowe, Ronne, Hasle, Skillinge, Ystad, Sassnitz, Wieck, Stralsund, Wiek i macierzysty port naszej Bawarii 30 - Breege. Przejechaliśmy 2200 km przez dwa kraje, przepłynęliśmy 300 mil w trzech krajach i nikt, ale to nikt nas nie kontrolował, nie sprawdzał, nie żądał list załogi, a my nie zgłaszaliśmy żadnym służbom że wypływamy.

Załoga Bogdan Kiebzak Skipper, Mariusz Wiącek, Ewa Wiącek, Tadeusz Kawka, Krzysztof Kowalski.

__________________________________

Tu klik dla Bogdana, Mariusza, Ewy, Tadeusza i Krzysztofa


Ten artykuł pochodzi ze strony:
JERZY KULIŃSKI - ŻEGLARZ MORSKI
Subiektywny Serwis Informacyjny
http://www.kulinski.navsim.pl

URL tego opowiadania:
http://www.kulinski.navsim.pl/art.php?id=1130