Kiedyś dziewczynom nierzadko dawano na imię Prudencja. To zobowiazywało do roztropności. Mikołaj Feliński, który pożeglował w kierunku Bornholmu tez jest roztropny. Odwiedził mnie przed rejsem, abym mu pożyczył "brudnopis" BORNHOLMU i CHRISTIANSO (wtedy książka właśnie "się drukowała"). Przygotował jacht jak się patrzy - no i słuchał prognoz. Niestety pogoda zredukowała plany rejsu do Gdyni, Helu, Łeby i Ustki. A jednak to był cenny rejs. Skipper i załoga sporo się nauczyła. Przede wszystkim - pokory. Polecam lekturę kilka cennych wniosków (także dla Waszych Pań) znajdziecie pod koniec relacji.
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
___________________
PS. Właśnie wróciłem z Kłajpedy, Nidy i Delty Niemna. Jak tylko coś narysuję i uporządkuję fotki - zrobię z tego news. Szczególnie wabiący do obu fajnych przystani Minja. Litwini powoli zapominają o generale Żeligowskim.
==============================
Don Jorge,
Na tydzień przed rozpoczęciem rejsu zacząłem studiować prognozy na www.wetheronline.pl. Początek wyprawy zapowiadał się nieciekawie, wiatry pow. 5 B i silne porywy.
W rejs wyruszyliśmy "Pireusem" Jasia „Johnnego” Dziewulskiego. Płynęliśmy we trzech. Marcin – doświadczony mazurzak, pływał sporo "Pireusem" po Zatoce, razem opłynęliśmy Wielkie Jeziora Mazurskie - od Rucianego do Węgorzewa i od Rynu do Piszu. Grzesiek zwany Jankiem – mniej doświadczony mazurzak, pływaliśmy nocą po Śniardwach, jednak wyzwania mu nieobce – 2 lata temu motocyklami z kumplem dojechali do Mongolii. Znamy się od ponad 10 lat, zatem widzieliśmy czego po kim można się spodziewać – obaw nie było. Ja od ok. 8 lat pływam po Zatoce, byłem na dwóch dłuższych rejsach morskich (Dania, Szwecja), nadszedł więc czas, żeby samodzielnie poprowadzić jacht na morze.
Zasztauowaliśmy się w czwartek 28.06. Po całodziennej gonitwie po Trójmieście słucham prognozy na 177 kHz. O 2105 na naszą część Bałtyku wypada: najbliższe 12h: SE 4 przechodzący na NE6, ostrzeżenie o silnym wietrze, kolejne 12h to NE6. Postanawiamy po krótkiej drzemce wyjść nad ranem – klub opuszczamy o 4 rano z 1 refem na grocie i fokiem marszowym po 2 godzinach snu. Cel - Hel. Na Zatokę wychodzimy pięknym, wietrznym świtem. Wieje już NE zatem robimy długi hals pod przekop Wisły i potem prawym halsem idziemy najostrzej jak się da. Wiatr się wzmaga. Po zmianie foka na sztormowy i założeniu drugiego refu na grocie w kaloszach chlupocze woda (przecieka połączenie gumiaków ze sztormiakiem), a jacht przy porywach i tak nieźle się kładzie. Żeglujemy we dwóch bo trzeci śpi, żeby uciec przed chwytającą go choroba morską. O 1000 postanawiamy wejść do Gdyni, trening był wystarczający, a lepiej zebrać siły i poczekać aż wiatr osłabnie – mokre stopy lodowate. Telefon do bosmanatu, nie ma przeciwwskazań do wejścia, cumujemy – spokój.
Prognoza 29.05.09 1105, 177kHz: SÖÖ: N-NÖ 6, See 3m, kolejne 12h NÖ6 – zostajemy w Gdyni do soboty, zapraszamy gości, śpimy.
Prognoza 29.05, 2105 NÖ4-5 zunehmen 5-6 See 2-3,+12h NÖ um6 – stoimy, uszczuplamy zapasy piwa.
Takie morze
Prognoza 30.05, 1105 NÖ-Ö 5-6 4-5 Strichweise Gewitterböen, See 3; +12 NÖ-Ö 4 etwas abnehmen – w rzeczywistości na Zatoce nie wieje tak mocno. Wypływamy o 11, cel Władysławowo. Po 2 godz. wiatr tężeje, wieje ok. 5 ale bez silnych porywów. Fale mocno ale przyjemnie nas bujają. Ok. 3 Mm E od Helu okazuje się, że brakuje nam jednego koła ratunkowego, w tym samym momencie łamie się gwint ściągacza górnej linki sztormrelingu – dlatego potrzebna jest osobna lifelina. Wpływamy do Helu żeby uzupełnić straty. Ku naszemu zaskoczeniu w mieścinie tej nie ma sklepu żeglarsko-rybackiego. Po zweryfikowaniu możliwości pozostaje udać się na wycieczkę do Gdyni na zakupy, dodatkowo serwisowania wymaga ząb Janka (leczony kanałowo).
Prognoza 30.05, 2105 – odpuszczam, bo przez najbliższe 12 h i tak nie pływamy
Prognoza 31.05, 1105 – radio zabrałem do Gdyni, Ö-NÖ um 4, Süd teil Gewitterböen, See 1.5; + 12 NÖ um 3-4 – czyli w końcu poprawa; dzień upalny, wiatr w sam raz, tymczasem my biegamy po Gdyni. Ściągacz kupuję, koła w sklepach plastikowe, nie pasują do koszy – w Gryfie znajduję stare, potem można obszyć – wielkie dzięki dla Bosmana i Kierownika klubu z pomoc! Wracamy, a dodatkowo trzecie koło Pireusa dowozi nam motocyklem Jaś. Wszystko montujemy, szybki obiad i w drogę. Wypływamy o 17, zakładamy płynąć jak najdalej, prognozy są korzystne. Wieje N-NÖ zatem żeby wydostać się za Hel robimy 3 Mm halsu na E. Zwrot, na wysokości Helu wiatr idzie spać, budzimy silnik.
Prognoza 31.05, 2105, NÖ um 4, See 1m, +12 NÖ3-4 – jakoś tego nie widać, całe szczęście silnik zaburtowy (czy ktoś widział silnik na burcie?) nie wynurza się z wody mimo martwej fali. Liczymy na to, że to chwilowy brak wiatru i decydujemy się płynąć dalej.
Łeba
Prognoza 01.06, 0635, NÖ um 4, see 1m; + 12 N um 3 – gdyby to była prawda, byłoby fajnie i ciszej. Nie ustajemy w wierze, ale Bałtyk coraz równiejszy. Ok. 0800 coś powiało, narobiło nadziei, i poszło. 1000 - silnik nadal naszym kompanem.
Prognoza 01.06, 1105, NÖ um 3; +12 N um 3 – to nawet nie jest „um”, po prostu w ogóle nie wieje. Paliwo liczyliśmy na przejazd w najgorszym wypadku z Władysławowa do Nexo, ale nie z Helu! Wiatr bez zmian, paliwa wystarczy na jakieś 80 Mm, Jest zatem ryzyko, że na środku Bałtyku zostaniemy z 2 litrami rezerwowymi paliwa w oczekiwaniu na wiatr, który niekoniecznie musi być zgodny z prognozą. W dodatku szkoda nam tego małego silnika do takiego orania. Decydujemy zawinąć do Łeby, żeby dotankować, wyspać się i ruszyć następnego dnia. Telefon do Kapitanatu – na wejściu od wschodu pracuje pogłębiarka mamy iść na zachodnią główkę falochronu. Cumujemy, idziemy coś zjeść.
Prognoza 01.06, 2105, NÖ-N 3-4 Süd teil Gewitterböen; +12 N3 zum 5. Wieczorem Bosman udostępnia pokój, z łączem do Internetu. Studiuję prognozy. Znowu ma wiać ok. 5 z porywami do 60-70km/h, aż do piątku. Prognozy internetowe różnią się od radiowych; rozsądek każe wybierać gorszą opcję. Bornholm staje się nierealny, ale wracać za wcześnie; popłyniemy do Ustki – może nas zamurować. Wstępnie plan Władysławowo, ale ostateczną decyzję chcę podjąć następnego dnia - po wyjściu. Czas spać, po nieprzespanej nocy i krótkiej drzemce wieczorem powieki opadają. Jeszcze chwilę dyskutujemy z Jankiem o fotografii.
Remont
Prognoza 02.06, 1105 akurat wpadły szumy; + 12 N4-5 – wypływamy ok. 1200 zakładając powrót. Za główkami okazuje się, że pędzimy 5-6 węzłów KK NW; skoro wiatr nam sprzyja, chcemy to wykorzystać, w razie czego jest Ustka. Po 4 godzinach wiatr odkręca, idziemy praktycznie wzdłuż brzegu. Zwrot i halsujemy na N, potem znów na SW-W, zaczyna kręcić i gaśnie. Zatem na GPSie wybieramy Ustkę, silnik i znów jazda kosiarką po łące. Z czasem zaczyna nas doganiać fala od nadchodzącego wiatru.
Prognoza 02.06, 2105, N 3 z 5-6; +12 NW6. Program I PR podaje ostrzeżenie o silnym wietrze i zapowiada 6 do 7, dobrze że przed dziobem Ustka. 2300 telefon do kapitanatu w Ustce – nie ma przeciwwskazań do wejścia, mamy stanąć za statkiem SARu. Mijamy główki, czujemy się jakbyśmy wpływali do twierdzy, wysokie, kamienne mury falochronu, szeroki awanport. Cumowanie do opon budzi obawy. Skoro jednak kapitanat nas tu postawił to chyba wiedzą co robią, wyrzucamy wszystkie obijacze na jedną burtę, żeby zawsze jakiś pracował. Kolacja na ciepło i do śpiworów.
03.06 – Rano budzi mnie hałas obijaczy, cum, opon… Wstaję, wybieram cumy i szpringi. Robię spacer nabrzeżem, czy da się gdzieś wcisnąć między kutry. Budzę kolegów i idę do kapitanatu; możemy przestawić się do przystani Jacht Klubu „Ustka”. Odpalamy silnik, ale ten nie chce wchodzić na wyższe obroty pod obciążeniem. Dzwonię do Mercado, otrzymujemy garść porad jak przedmuchać gaźnik bez rozbierania go. Pomaga chwilowo, pacjent ciągle niestabilny. Jacht dalej szarpie cumy, nie możemy jednak nic zrobić, trzeba naprawiać. Kolejne telefony do Mercado wyjaśniają nam budowę gaźnika i sposób rozkładania go. Na nabrzeżu montujemy całkiem profesjonalne stanowisko naprawcze. Janek jest w swoim żywiole. Rozkłada gaźnik, czyści go, znajduje nawet włos…łonowy?!? O 16 silnik ląduje na pawęży, szarpiemy, dajmy mu się rozgrzać, bieg, obroty, działa!!!! – podziękowania dla pana Jacka z Mercado! Korzystamy jeszcze z uprzejmości ekipy uruchamiającej sanitariaty dla żeglarzy. Szybkie prysznice. Przestawiamy się, spokój. Zasłużyliśmy na dobry obiad, idziemy do miasta. Prognozy tego dnia odpuszczamy – wieje.
Ustka
04.06 – wieje mocniej, prognozy słucham u Bosmana. Dzień leniwo-naprawczy – poluzowana knaga. Jako że w Ustce nie ma sklepu żeglarskiego, Bosman ratuje nas wielką podkładką z nierdzewki.
Prognoza 04.06 2105 – NW4-5, porywy 60km/h, + 12 NW-N 4-5. Ustalamy, że wypływamy w piątek po południu, kiedy wiatr zejdzie poniżej 5B i osłabnie fala. Jako że w sobotę wiatr ma odkręcić na E, ważne jest żeby nabrać wysokości. W końcu prognoza sprawdza się, a strategia okazuje się trafna. Wyszliśmy z Ustki, na żaglach (2 refy na grocie + fok sztormowy) i silniku o 1730. Nareszcie - żeglarstwo w najlepszym wydaniu!! Płyniemy ok. 6 węzłów, baksztagiem, zachód słońca, potem księżyc prawie w pełni. 0500 jesteśmy 20Mm N od Rozewia. Akurat wiatr cichnie, stawiamy gienię i oswobadzamy z refów grota. Musimy lawirować między trałowcami i kutrami. Pędzi na nas motorówka, okazuje się, że chcą nam tylko pomachać na powitanie. Zaczynamy lekko spadać na Hel ale zachowując odległość od lądu. Na wysokości Helu wiatr odkręca i tężeje, półwiatrem zaczynamy lot do Górek. Na koniec obiad w AKMie z Johnnym i Katarzyną Rembarz, wpływamy do "Neptuna". Jest 19; wypijamy na sen oraz za szczęśliwy powrót po 2 kielony wódeczki - i spać. Śpimy do 9 następnego dnia. Sprzątanie.
Na zakończenie parę swobodnych myśli skippera. Do dawania rad jeszcze zbyt mało doświadczenia, ale może pomogą komuś w chwilach wahania.
Warto płynąć z:
- tym, kto jest samodzielny w myśleniu i działaniu – jeśli na dziób idzie jedna osoba, to powinna umieć poradzić sobie z niespodziankami, z kokpitu naprawdę trudno doradzać...
- tym, kto ma zdolności manualne oraz zmysł inżynierski – cholernie ważne!
- tym, kto ma uregulowane relacje (żeby nie powiedzieć stosunki) z partnerką (partnerem?) – osobiście oglądałem przypadek kilkugodzinnych rozmów i tłumaczeń przez telefon. Mieliśmy płynąć we trzech, tymczasem półtora dnia jeden pertraktował z narzeczoną... Lepiej płynąć w mniej osób, niż na siłę dodawać kogoś do załogi.
Co robi mądra i rozsądna kobieta pozostawiona w domu:
- Ze zrozumieniem podchodzi do choroby psychicznej partnera
- Podczas rozmowy telefonicznej pyta, czy sprawdzić prognozę
- Potrafi sprawdzić w Internecie, jakie akweny są zamknięte dla żeglugi – aktualne WŻ
- Pyta, czy nosimy kamizelki
- Nie pyta kiedy wrócimy
- Nie robi afery, jeśli mieliśmy zadzwonić o 16 a dzwonimy o 20, a ona tak się martwi...
- Po powrocie nie zadaje pytania: gdybyś miał wybierać- jacht albo ja - to co byś zrobił?
- Cieszy się z realizacji pasji
- Pyta się kiedy następny rejs
Jak było w odwiedzonych portach:
Gdynia: profesjonalnie, kulturalnie, czysto, kubryk w pełni wyposażony i przestronny. Załapaliśmy się na pyszną drożdżówkę z truskawkami. W nocy kibelki otwiera ochroniarz - rozwiązanie dość krępujące i uciążliwe. Zamek na kod ułatwiłby sprawę. Duży wybór sklepów żeglarskich, część otwarta nawet w niedzielę.
Hel: „cebula” choć oryginalna architektonicznie to w funkcjonalności ułomna.
a) Obsługa to pracownicy sezonowi; można liczyć na pomoc, ale ogólnie podejście do gości natury tymczasowej. Bosman przyjeżdża rowerkiem tylko aby pobrać opłaty – jest błyskawiczny...
a) Toaleta na dole – dla turystów pieszych i żeglarzy. W tym roku pojawiła się pancerna bramka. Żeglarze załatwiają potrzeby w ramach opłaty za postój. Po wejściu do toalety męskiej mamy dostępne 2 kabiny, i tu rozwiązanie nowatorskie, niespotykane chyba nigdzie indziej w Europie. Tylko w jednej z nich jest kibelek, w drugiej wisi pisuar. Co szkodziło postawić tron?! Przy drzwiach mała umywalka, brak haczyków, żeglarze są tam kierowani nawet do mycia zębów i typowego porannego mycia.
b) Toaleta na I piętrze – całkiem niezłe zaplecze. 3 prysznice, ubikacja, 3 umywalki, pralka automatyczna. Można jednak ty wejść tylko raz dziennie ponieważ za korzystanie z prysznica pieniądze właścicielowi/ajentowi przybytku zwraca miasto. Zatem z obawy przed samozwańczym korzystaniem z prysznicy co gorliwsza obsługa zabrania wchodzić.
c) Brak jak na razie zaplecza dla żeglarzy – kubryku, podobno na samej górze ma kiedyś być.
d) Brak miejsca do zmywania naczyń – mycie można wyprosić, ale jesteśmy wówczas kierowaniu do ubikacji na parterze, gdzie musimy żonglować garnkami i talerzami nad umywalką.
Na plus warunki postojowe - jeżeli nie ma zbytniego tłoku.
Łeba. Wchodząc oglądamy piękne plaże, ale z drugiej strony powodują one fale odbojową, która hamuje jacht. Bardzo ładna przystań, otoczona lasem iglastym. Bosman uczynny i wielozadaniowy. Strzyże trawę, pobiera opłaty, zajmuje się toaletą. Na miejscu restauracja, stacja paliw, sklep żeglarski, hotel.
Ustka. Piękne miasto z charakterem. Doskonała pizza w Chacie (sprawdziliśmy też zapiekanki – mniam). Z przystani dość daleko do miasta, ale da się to znieść. Drogę można sobie skrócić idąc wzdłuż torów kolejowych - wszyscy tak robią. Przy silnych wiatrach goniących falę do portu postój w kanale portowym grozi zniszczeniem jachtu. Dlatego warto od razu kierować się do przystani Jacht Klubu „Ustka”. Cumuje się tam longside do innych jachtów. Miejsce jest za to dobrze osłonięte i nawet przy silnym wietrze i falowaniu stoi się tam spokojnie. Czyste i dobrze utrzymane sanitariaty w kontenerze (5zł/osoba/doba) zupełnie wystarczają. Do tego uczynny bosman. W ogóle w Ustce sami uczynni ludzie.
Zdjęcia Grześka: www.grzegorzurban.pl/rejs
Mikołaj
============================================
klik rankingowy
dziś na stronie tytułowej