NAJCZYSTSZA FORMA MORSKIEGO ŻEGLOWANIA
z dnia: 2015-11-10


Trzeba było tym i owym odebrać przywileje, unieważnić jakieś tam papiery aby w końcu i w Polsce objawiła się najczystsza forma ambitnego morskiego żeglowania. Do tego "na swoim, za swoje". Żeglowaniu państwa Marka i Iwony Tarczyńskich przyglądam się z podziwem od kilku dobrych lat. Nie tylko ja - "Żagle" także (nagrody, nagrody). Wszyscy "w branży" już znają ich cykl rejsów "Nurtem Schengen". Bo oni potrafią naprawdę robić użytek z dobrodziejstwa Układu z Schengen, który zwłaszcza nam spadł jak z nieba. Państwo Tarczyńscy, tak jak Jacek Guzowski dają dobre (oby zaraźliwe!) przykłady.
Tym razem rejs jachtu "CEREBRYNA MILA 3" przebił wszystkie ich poprzednie. Kiedyś uczestnicy wieloosobowych rejsów na wielkich klubowych jachtach uchodzili niemal za Bohaterów Narodowych. A dziś ?
Starszy pan z żoną płyną sobie malutkim jachcikiem na Islandię jak gdyby nigdy nic. I nawet to im nie wystarcza. Szukają jak najdłuższej drogi powrotnej !
Jurorom najstarszego konkursu żeglarskiego kandydatura państwa Tarczyńskich pod rozwagę. To jest ta kolejna kandydatura, o której wspomniałem w newsie o rejsie Jacka Guzowskiego.
Trudny powinien być ten wybór.
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
----------------------
PS. Oby tylko postronny Związunio nie namieszał.
------------------------------------------------------------
NURTEM SCHENGEN 2015
Z LODOWCA POD PALMY 12.06 – 28.09 2015
.
To była wyprawa po 17 banderę, do kolekcji 19 bander morskich krajów Europy, które przystąpiły do strefy Schengen. Teraz sięgnęliśmy po banderę Islandii. Przy okazji chcieliśmy również odwiedzić interesujące nas akweny morskie Wysp Brytyjskich, z Kanałem Kaledońskim i sławnym jeziorem Loch Ness. Warunki pozwoliły nieco poszerzyć zamiar, więc popłynęliśmy na Biskaje, Kanał Południowy i plaże śródziemnomorskiego brzegu Francji.
Załoga: Iwona i Marek Tarczyńscy, tym razem bez suczki Mili,
kwalifikacje: kj i jkmw oraz jsm.
Jacht: „Cerberyna Mila 3”, typ Supero 800, konstruktor Jorn Hansen, rok budowy 1975, laminat, Dania, odnowiony 2014 r stocznia Michał Kozłowski,
parametry: dł. 8,00 m, szer. 2,70, zan.1,40, ster głęb., wyporn. 2300 kg, balast 1160 kg, ożagl. marsz. slup, grot 14 m2, genua 22 m2, silnik stacj. Yanmar 3YM20 z przekł. SD 25, silnik zab. Yamaha 4, zbiornik paliwa 60 l, zbiornik wody sł. 150 l.

Pierwszy etap wyprawy z Górek Zachodnich do Stavanger w Norwegii wyprowadzał nas na „dogodną pozycję” do przejścia przez Morze Północne do portu Lerwick na Szetlandach. Pokonywaliśmy go w dniach 12.06 do 3.07 to znaczy w ciągu 22 dni, płynąc metodą z portu do portu , z postojami m.in. w Allinge, Goteborgu, Kristiansand i Egersund. Płynęliśmy z Zatoki Gdańskiej przez Bornholm, cieśninę Bornholmsgat, Kanał Falsterbo, cieśninę Sund, Kattegat z przylądkiem Skagen, zawsze „wietrzny” Skagerrak i skalisty Boknafjorden. Przepłynęliśmy blisko 750 Mm, odwiedzając kilkanaście portów, w tym polskich Gdynię, Łebę i Darłowo. Przez większość dni wiał niekorzystny wiatr z N, NW i W, osiągający często 5 do 6 B. Czasami bywało ciężko, ale zagrożenia nie odczuwaliśmy.
Jachcik (na Orkadach)
.
Sobotę, 4.07, mieliśmy poświęcić na zwiedzanie Stavanger, ale po sprawdzeniu prognozy pogody stwierdziliśmy, że jest właśnie „okno pogodowe” i trzeba niezwłocznie płynąć na Szetlandy. Odbijamy o 14.30. To II etap naszej wyprawy - pokonanie trasy Norwegia – Islandia przez Szetlandy i Wyspy Owcze.
Wiatr 3B z S. Przed nocą zaczyna wiać z SW. Robi się zimniej. Idziemy ostrym bajdewindem. Autopilot, obok normalnego popiskiwania, niesympatycznie skrzeczy. W pierwszej dobie dochodzimy na wysokość pola gazowego „Heimdal”. Po przejściu całego szelfu naftowego, o 6.00, w drugiej dobie płynięcia, mieliśmy jeszcze 50 Mm do portu Lerwick. Wiatr tężał. Odległości ubywało wolno. O 15.00 z gęstej mgły zaczęły wyłaniać się kontury Szetlandów. O 18.00 wchodzimy do portu w Lerwick. Tu sztormowa pogoda zatrzymała nas przez 4 dni, wykorzystane na zwiedzanie miasta. Z portu Lerwick wychodzimy w sobotę, 11.07. o 8.30. Wieje mocno z SE. Żeglowanie wokół cypla Sumburgh Head byłoby 20 milową mordęgą, pod fale i wiatr. Idziemy trudnym przejściem północnym, przez Cieśninę Yell Sund, na Point of Fethaland. Płynie się ciężko, bo gęsta mgła i liczne skały. Przesmykiem przy wyspie Whallsay wchodzimy do cieśniny Yell Sund, a po południu jesteśmy już na Atlantyku, kierując się na Torshavn. W nocy wchodzimy w obszar Faroe Shetland Channel. Tu złapał nas prąd pływowy. GPS pokazywał 6 węzłów. Dzięki temu na podejściu do Torshavn znaleźliśmy się ok. 21.00 drugiej doby żeglugi, zamiast rano trzeciej. Czekamy do rana 13.07.Dzień i noc stoimy w Torshavn. Po zapoznaniu się z pogodą i tabelą pływów, ruszamy na Islandię we wtorek, 14.07. Płyniemy trasą, przez Hestfjordur i Vestmanna Sund. 15.07. o 6.00 wychodzimy z fiordu na otwarty Atlantyk. Na wyjściu fala przybojowa przekracza dobre 5 m. To jest efekt pływów, przed którymi ostrzegają morskie przewodniki.
Cały dzień i noc utrzymuje się równomierny wiatr i długa fala, dzięki czemu możemy spokojnie posypiać w kabinie. W czwartek w południe nadciągnął silny wiatr z NE i utrzymał się aż do wejścia w falochrony Hofn na Islandii. W piątek, 17.07. o 5.00, zaawizowaliśmy swoje przybycie do portu, a o 6.00, nieopatrznie wychodząc z linii kanału portowego, wjechaliśmy na mieliznę. Port podesłał natychmiast holowniczek który nas podciągnął do pirsu.
Drogę ze Stavanger do Hofn, liczącą ok. 750 Mm, pokonaliśmy w 18 dni.
Tu, w Hofn, jest jedna z tras do Vatnajokuls/jodgardur, czyli Narodowego Parku Lodowca Vatnajokull. Główną atrakcją jest jazda po lodowcu na śnieżnych amfibiach, jazda łodzią po lodowej lagunie oraz wspinaczki lodowymi szlakami. Islandzkie atrakcje zajęły nam 4 dni.
Proporczyki SA i JK.PW. WOLICA

Z Hofn wychodzimy o 0900 (ich 0700), w środę, 22.07, rozpoczynając III etap naszej wyprawy, wiodący z Islandii przez Owcze i Orkady do Szkocji oraz Anglii. Wiatr silny, z NE, 18 – 31 w, fala wysoka. Refujemy się do 10 m2. Zimno. Pada deszcz. Przygotowanie czegoś gorącego wymaga cyrkowej zręczności. Coraz częściej daje znać o sobie stres bez kresu – smutno i nostalgicznie. Drugiego dnia na moment między chmurami pojawiło się słońce i byliśmy w innym świecie. Na Owcze wpływamy między wyspami Eysturoy i Kalsoy do porciku Leirvik. Po 2 dniach postoju odbijamy do portu Vagur na wyspie Suduroy, z której jest najbliżej na Orkady.
We wtorek, 20.07. IM i GW w Gdyni potwierdził, że jest dwudniowe „okno pogodowe” z korzystnym dla nas wiatrem z N. Port opuszczamy o 20.30. Wiatr okazuje się zdecydowanie silniejszy niż prognozowany i mocno kładzie jacht na prawą burtę. Ocean szary i ponury. Nastroje kiepskie, dołowane wszechobecnym rykiem fal. Rachel Corson w książce, Morze wokół nas, napisał:
Nie wydaje się jednak prawdopodobne, aby jakiekolwiek wybrzeże nawiedzane było przez bardziej rozjuszone fale morskie niż Szetlandy i Orkady, leżące na szlaku cyklonicznych burz, ciągnących na wschód między Islandią a Wyspami Brytyjskimi (za kpt. Rościszewskim).
O 0700, 28.07. weszliśmy na podejście do portu Stromness na Orkadach. Miasto śliczne. Pogoda na Orkadach zupełnie inna niż na Owczych. Zdecydowanie cieplej, ale bardzo zmiennie.
Rano 1.08. odbijamy do Wick w Szkocji. Mijamy wyspy Hoy, Flotta, Swona i o 1400 zaczynamy forsować cieśninę Pentland Firth, groźną ze względu na pływy atlantycko – północnomorskie. Trzy razy powtarzaliśmy manewr forsowania i dopiero za 4-tym, pokonaliśmy ostatni 100 metrowy odcinek przy wielkim, skalistym i ponurym cyplu Duncansby Head. W Wick przeczytaliśmy relację Adama Kajdewicza o forsowaniu Pentlandu w sierpniu 2013 r. jachtem Sun Odyssey 44 - „KEA”. Sforsowanie Pentlandu – pisze Adam – jest w jakimś sensie żeglarskim spełnieniem. To dawało trochę satysfakcji, ale wiedzieliśmy, że nasze przejście było po prostu źle zaplanowane. W Wick stoimy przez 4 dni, z niepokojem obserwując pędzące chmury i wzburzone morze. Zwiedzamy miasto, wspaniałe muzeum oraz stuletni kuter „Isabella Fortuna”.
W czwartek, 6.08. odbijamy do Kanału Kaledońskiego i przez zatokę Moray Firth oraz porcik Cromarty 7.08. wchodzimy do Clachnaharry, pierwszej śluzy Kanału Kaledońskiego i mariny Seaport. W marinie znajduje się tablica, upamiętniająca spotkanie budowniczego Kanału Gota, barona Boguslava Platena z budowniczymi Kanału Kaledońskiego. Od 8 do 10.08 przeszliśmy cały Kanał Kaledoński, liczący 96 km, 29 śluz, w tym kilka wielokomorowych, malownicze jeziora Loch Dochfour, Loch Lochy, a przede wszystkim 30 km długie, sławne Loch Ness. Wieczorem, 10.08, płynąc przez zatoki (fiordy) Loch Linne i Firth of Lorn, zawinęliśmy do mariny Oban na wyspie Kerrera. W tym ważnym porcie i historycznym ośrodku produkcji „szkockiej”, staliśmy 10 dni, czekając na nową uszczelkę pompy wody morskiej.
Wreszcie w piątek, 21.08, o 1600 odbiliśmy na kotwicowisko do Zatoki Crinan. Złe zsynchronizowanie czasu płynięcia z tabelą pływów przynieść tu może opłakane skutki. Szybkość prądów pływowych na tych akwenach bywa tak duża, że nie tylko uniemożliwia żeglowanie, ale staje się zgoła niebezpieczna.
Nazajutrz o 0830 weszliśmy do pierwszej śluzy Kanału Crinan, liczącego 14 km długości, 15 śluz i 7 otwieranych mostów. Nocowaliśmy w ostatniej śluzie kanału.
Po sztormowej nocy na kotwicowisku West Kyle, postoju w Troon, docieramy przez wody Firth of Clyde do Portpatrick, na Morzu Irlandzkim.
26.08 o godz. 1420 wychodzimy z portu, biorąc kurs na wyspę Man. Z Morza Irlandzkiego dmucha do 23 w. Nim minęliśmy cypel zatoki Luce Bay wiatr stężał do 28 w, a fala zalewała nas niemiłosiernie. Zmieniliśmy kurs do zatoki Ramsey Bay, a następnego dnia zawinęliśmy do portu Douglas stolicy wyspy Man. Wyspa jest independencją Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Posiada dwuizbowy, własny parlament, emituje własne pieniądze i znaczki pocztowe.
Wieczorem opracowujemy dane do przejścia „jednym skokiem” z Wyspy Man do Zatoki Penzance na cyplu Kornwalii, dystans ok. 270 Mm. Ruszamy w sobotę, 29.08, przed godz. 12.00.
Ok. 0200, w niedzielę, minęliśmy wysokość wyspy Anglesey. O 1630 byliśmy na wysokości Milford, a o 2100 kanału Bristol. Tu oddaliśmy salut pamięci Erica Taberle’go. Mozolnie forsując wody zatoki, weszliśmy o 1430 do portu Newlyn, obok Penzance. Pokonanie dystansu całego III etapu, który wynosił ok.1200 Mm, zajęło nam 42 dni, do 31.08.
Wykreślamy kurs na wyspę D’ouessant w rejonie Brestu oraz ustalamy strategię żeglowania na Zatoce Biskajskiej do Royan i dalej Kanałem Południowym na Morze Śródziemne, czyli trasę IV etapu naszej wyprawy.
Na Kanale Kaledońskim
.
Z zatoki Penzance wyszliśmy 2.09, ok.16-tej, a na kotwicowisko wyspy D’ouessant przybiliśmy następnego dnia o godz. 1100.
Z kotwicowiska odeszliśmy do portu Haliguen w Zatoce Biskajskiej. Na wysokości zatoki Audierne, otoczyła nas ogromna ławica delfinów, które wyprawiały najprzeróżniejsze sztuczki, a gdy się ściemniło, głównym ich zainteresowaniem było czerwone i zielone światło dziobowe.
Ranek słoneczny. Ruszamy do Royan – przed nami blisko 160 Mm. Żegluga zapowiada się pięknie. O 19.00 urlopowa idylla skończyła się. Niespodziewanie dmuchnęło 20 w, a wiatr o tej sile zerwał na przybrzeżnych płyciznach krótką, wysoką falę, która docierała do nas w postaci potężnych wałów wody. Po 15.00, 7.09. stanęliśmy w Royan.
Z Royan trzeba odbić o godz. 1230, na wysokiej wodzie, żeby dojść do rozlewiska Girondy, gdy prąd rzeki będzie sprzyjał żegludze. Średnio na rzece osiągaliśmy szybkość 6-7 węzłów. 9.09. po 17.00 wchodzimy do mariny Pauillac Główka falochronu w postaci wielkiej butelki wina, bo jesteśmy w winiarskiej krainie Medoc. W Kapitanacie zamówiliśmy na jutro kładzenie masztu (49E).
11.09. przed 1500 ruszamy Girondą do Bordeaux. Płyniemy cały czas oznakowanym torem wodnym, po którym chodzą morskie statki. Niesie nas prąd przypływu, nadając szybkość 10 w, przy małych obrotach silnika.
Port Bordeaux to kilkanaście km nabrzeży, ciągnących się po obu stronach rzeki. Mijamy wielkie wycieczkowce i przechodzimy kolejne mosty ( Akwitański, Pierre, Mitteranda). Za mostem Mitteranda ok. 20.00 wpływamy do mariny Begles.
Nazajutrz o 1500, gdy rzeka zmieniła kierunek prądu, odbijamy w kierunku Kanału Garonny. Mamy 5 godzin na pokonanie 47 km rzeki. Po tym czasie rzeka odwróci prąd i płynięcie do kanału stanie się niemożliwe. O 20.00 jesteśmy przy pontonie wyczekiwania, przed pierwszą śluzą w Kanale Garonny.
Kanał du Midi
.
Kanał Południowy składa się z Kanału Garonny, dochodzącego do Tuluzy i Kanału du Midi. Oba kanały razem, od Castets en Dorthe do portu Sete nad Morzem Śródziemnym, liczą ok. 450 km i mają 118 śluz, w tym sporo wielokomorowych. Minimalna głębokość 139 cm, minimalny prześwit 246 cm. Kanał skraca 3-krotnie drogę z Półwyspu Bretońskiego na śródziemnomorski brzeg Francji. Jako akwen żeglarski, w naszej opinii, kanał nie przedstawia większej wartości. Jest płytki i uciążliwy, ze względu na liczne śluzy często zapchane barkami turystycznymi. Natomiast jako trasa turystyczna jest interesujący z powodu krajobrazów Akwitanii, Langwedocji – Roussillon, jak i zabytkowych miast takich m. in. jak Bordeaux, Agen, Tuluza, Carcassonne, Beziers. W Tuluzie z Kanału Garonny weszliśmy na Kanał du Midi. Płynęliśmy wciąż pod górę, aż do śluzy Mediterrance na 57 km tego kanału, od której rozpoczęło się opadanie do poziomu Morza Śródziemnego.
Most Bordeaux
.
Trasę kanału pokonaliśmy w ciągu 12 dni. Czas płynięcia limitowała praca śluz: 9.00 -19.00, z godzinną przerwą 12.30 – 13.30. Śluzy na Kanale Garonny są automatyczne, a na du Midi obsługiwane przez operatorów.
Pokonanie dystansu całego IV etapu, który wynosił ok.740 Mm, zajęło nam 26 dni, do 28.09.15.
Cztery dni, 25 – 28.09, poświęcamy na pertraktacje, dotyczące przezimowania Cerberyny – Mili 3 nad Morzem Śródziemnym. Przechowanie naszej łódki na wodzie od 1 X do 31 III kosztuje 856 E, a za IV i V trzeba dodatkowo zapłacić ok. 520 E. Razem więc koszty przezimowania łodzi na wodzie są wyższe od kosztów przewozu jachtu. W sobotę, 26.09, przepływamy morzem do portu Frontignan – Plage. Z portu Sete wypływamy wschodnim wyjściem na morze i bierzemy kurs prosto na Frontignan – Plage. Zwiedzamy dokładnie slip, dźwig, plac remontowy. Ceny zimowania łodzi na wodzie takie same, jak w Sete. W związku z tym uruchamiamy przyjazd lawety z kraju, zamawiamy dźwig do ładowania łodzi na wtorek, 29.09, na godz. 1100.
Rutynowe operacje śluzowania - Iwona przy cumach, Marek w ... piwnicy :-)
.
Rejs trwał 108 dni, z tego 73 dni żeglowania i 35 dni postojów. Spośród dni postojowych 12 dni remontowo – gospodarczych, 10 dni sztormowych i 13 dni krajoznawczych. Trasa rejsu prowadziła przez wody Bałtyku, Morza Północnego, Morza Norweskiego, Oceanu Atlantyckiego, Morza Irlandzkiego, Morza Celtyckiego i brzeg Morza Śródziemnego.
Zawinęliśmy do 56 portów, leżących w Polsce, Danii, Szwecji, Norwegii, Islandii, Szkocji, Anglii i Francji oraz na terytoriach ograniczonej autonomii, jak Szetlandów, Wysp Owczych, Orkadów, Wyspy Man i na wody terytorialne Irlandii. Wg wskazań GPS (komputera podróży) pokonaliśmy ok. 3500 Mm i drogą lądową ok. 2500 km. Łódka przewieziona była z Jacht Klubu Politechniki Warszawskiej nad Zalewem Zegrzyńskim do Górek Zachodnich i z Frontignan Plage nad Morzem Śródziemnym do Nowych Załubic, także nad Zalewem Zegrzyńskim.
Bardziej szczegółową relację z rejsu oraz prezentację zdjęć zamieścimy na stronie Jacht Klubu Politechniki Warszawskiej (www.jkpwwolica.waw.pl )

Iwona i Marek Tarczyńscy
Ten artykuł pochodzi ze strony:
JERZY KULIŃSKI - ŻEGLARZ MORSKI
Subiektywny Serwis Informacyjny
http://www.kulinski.navsim.pl

URL tego opowiadania:
http://www.kulinski.navsim.pl/art.php?id=2856