KOLEJNE PEREŁKI W KOLEKCJI MICHAŁA KOZŁOWSKIEGO
z dnia: 2026-02-02
Przybyło sporo egzemplarzy zabytkowych czasopism. Ciekawi głównie atmosfera tamtych lat i całkiem odmienne zainteresowania. Doskonały materiał faktograficzny. Michał Kozłowski nie załuje grosza – na aukcjach ostro licytuje białe kruki. Okazało się, że ma konkurentów i czasami zostaje przelicytowany. A tak na marginesie – ciągle zastanawiam się ile godzin na dobę on śpi. Przecież organizacja „samosterowych spotkań w tawernie” też zajmuje sporo czasu. Jak to rzadko spotykamy ludzi, którym „się chce” i to zupełnie bezinteresownie.
Podziw dla postawy Michała.
Żyjcie wiecznie!
PS. Motława zamarzła! Tłumy spacerowiczów po lodzie koło Żurawia.
==========================================
Don Jorge, Niedawno skończyłem pisać trzynastą część o mojej kolekcji. Trochę obawiałem się, że teraz będzie nudno. Nie będzie łatwo się wykazać po sukcesach poprzedniej części. Jeden telefon wszystko zmienił. Kolega wspomniał o kilku kartonach książek do oddania. Zapełniłem bagażnik i szybciutko pojechałem rozpakować skarby. Wiele z tych książek już miałem, ale skarbów też nie brakowało. Wśród czasopism znalazłem dużo numerów „Żagli”, łącznie z pierwszym 1/1959. Kilka numerów „Żeglarza” z 1946 roku, stan znakomity i uzupełniłem luki. Mam teraz cały rocznik 1946 i część kolejnych. Dwa numery „Wodami Polski” z 1958 roku to też rzadkość, a tych numerów nie miałem. Dodatkowo „Wodami Polski” to jedna z najciekawszych gazet wodnych, wydawana przez PTTK. Książka Zbigniewa Milewskiego „Budowa Popularnego Jachtu Żaglowego Miś” wraz załączoną dokumentacją też kapitalnie pasuje do zbioru moich dokumentacji. Kilka biuletynów „Yacht Club Francja” z 1929-33 roku, szkoda, że poliglotą nie jestem. Andrzej Kowalczyk miałby co czytać. Muszę się zadowolić oglądaniem ciekawych reklam. Sporo żeglarskich książek niemieckich też przedwojennych, najstarsza z 1918 roku. Część książek jest po rosyjsku. Zeszyty żeglarskie z lat siedemdziesiątych. Trochę kolejnych numerów locji, podręczników do nawigacji. Kilka kolejnych książek Mariusza Zaruskiego. Najstarsza z 1920 roku „Współczesna Żegluga Morska” autor Szturman Marynarki Handlowej Zaruski. Kolejna to „Nawigacja” Generała Zaruskiego, jest z 1932 roku. Kilka książek o regatach: „Żeglarstwo Regatowe” Wysockiego i „Taktyka Regatowa” Manfreda Curry. Ta druga ma dwie dedykacje i trochę wygląda jakby ktoś odręcznie dorysował ustawienia jachtów w wyścigach. Książka jest tak jakby przetłumaczona chałupniczo, pismem maszynowym i doszkicowane rysunki jachtów. Dedykacje sugerują powstanie tej książki przed 1954 rokiem, ale daty wydania ani autora tłumaczenia nie znalazłem. Oryginał w 1925 roku wydano w Ameryce. Zawartość wydaje się niesłychanie ciekawa dla regaciarzy. Nie trafiłem dotychczas na tak jasne i konkretne tłumaczenie jak wygrywać na regatach. Sto stron rysunków z opisami jak/gdzie się ustawić przy starcie, czy jak zrobić zwrot przy boi, by zwiększyć swoje szanse. Pewnie przepisy się zmieniły i część nie jest aktualna. Autor był zawodnikiem na olimpiadzie w Amsterdamie w 1928 roku. Uczestniczył w 1400 wyścigach, z których wiele wygrał. Musiał wiedzieć o regatach dużo.
  
.  
Stale przeglądam aukcje antykwaryczne i nieraz coś wyszperam. Teraz znalazłem oprawiony rocznik 1925 „Wioślarza Polskiego”, mam już taki jeden egzemplarz, ale chyba przez chytrość kupiłem i ten. Te czasopismo jest traktowane jako pierwsza gazeta żeglarska w Polsce. Po sześciu numerach zmieniono tytuł na „Sport Wodny”, a w kolejnym roku zaczęto wydawać jako dwutygodnik. Znalazłem też trzydzieści pojedynczych numerów „Sportu Wodnego” z lat 1929, 1936 i 1937. W części niestety zostałem przelicytowany. Znaczy, są i inni zbieracze. Niemniej przybyło mi kolejne 25 numerów „Sportu Wodnego”. Znowu jest co czytać. Do kolekcji doszedł też oprawiony rocznik 1937, miesięcznika „Polska na Morzu” Kupiłem na licytacji ciekawą pozycję „Wojna Morska na Bałtyku 1914-18” to książka z 1935 roku, szczegółowo opisuje walki morskie okrętów rosyjskich z niemieckimi. Dokładnie opisano wejście pancernika „Magdeburg” na mieliznę przy wyspie Osmusare. Dowództwo rosyjskie szybko się dowiedziało i wysłano okręty z Tallina. Okręty rosyjskie się pomyliły z powodu mgły i ostrzeliwały się nawzajem, jednak ich wystrzelone torpedy nie trafiały, a szkoda. Po pewnym czasie się zorientowali i rozpoczęli ostrzał „Magdeburga”, ale bez potrzeby, bo już był częściowo opuszczony i uszkodzony. „Magdeburg” osiadł na tyle mocno, że nie został uratowany nigdy. Byłem na tej wyspie Osmussare dwukrotnie (dawna nazwa Odenshom) i jest to nieznana perła Estonii.
.
Z „Magdeburgiem” jest związana ciekawa historia: Niemcy go wysadzili by nie dostał się w ręce Rosjan, wybuch był przedwczesny i zginęło kilkunastu marynarzy. Poległych pochowano w Gdańsku. Okręt „Schleswig Holstein” wpłynął do Gdańska w 1939 roku by uczcić pamięć ofiar „Magdeburga”… „Schleswig Holstein” zatonął w 1944 w Gdyni, po wojnie Rosjanie go podnieśli z dna, napełnili łupami i przetransportowali do Tallina. Remont był nieopłacalny i okręt został osadzony koło wyspy Osmussare i wykorzystywany jako cel na poligonie. Dnia 25 października 1976 roku było największe w historii Estonii trzęsienie ziemi. W Tallinie było mocne poruszenie, bo powypadały szyby z okien. Krążyły plotki, że był to wybuch atomowy. Epicentrum było kilka kilometrów na NE od wyspy Osmussare. Jest to teren poligonu wojskowego i pozycja zatopienia „Schleswiga Holsteina”. To zbieg okoliczności, ale od tego czasu okręt nie wystaje z wody. Faktycznie chyba został w latach siedemdziesiątych pocięty na złom.
.
Brak mi trochę czasu na czytanie książek, bo czytam czasopisma, ale dla tej pozycji zrobię wyjątek i całą przestudiuję. Kupiłem też mapę Zalewu Zegrzyńskiego z 1966 roku, napisano na niej, że słabiej pływający do kąpieli maja zakładać kapoki a przynajmniej dętki samochodowe… W „Sporcie Wodnym” z 1937 roku jest opis regat wokół Gotlandii. Polska zgłosiła do tych regat sześć jachtów: trzy pięćdziesiątki „Bożena” „Goplana” i „Rusałka” oraz trzy osiemdziesiątki „Admirał” „Hetman” i „Wojewoda Pomorski”. W związku z tą imprezą Polski Yacht-Klub zorganizował regaty Gdynia-Visby. Pierwszy dopłynął do Visby jacht „Hetman”. Regaty w Visby zgromadziły wiele jachtów: Niemcy wystawili 18 jachtów, Szwedzi 12, ale Polacy z sześcioma jachtami też nie wypadli blado. Sukcesów wielkich nie odnieśli, tylko „Goplana” zdobyła drugie miejsce w swojej klasie. Po zakończeniu regat wokół Gotlandii i wypoczynku wystartowano do regat Visby-Gdynia, popłynęło 11 jachtów. Wygrał szwedzki jacht „s,Marianne”. Wygląda, że regaty na Gotlandię były dawnym pomysłem.
.
Uzupełniam drobne braki w numerach „Morza” z lat 1945-56 i daję do oprawy kolejne roczniki. Ostatnio wypatrzyłem na aukcji oprawiony rocznik „Morza” 1947, ale przelicytowali mnie o osiem złotych. Mam konkurencję i muszę bardziej pilnować czasu licytacji, teraz bym dopłacił. Przeglądając okładkę 09/1947 czasopisma „Morze Marynarz Polski” zwrócił moją uwagę zamieszczony tekst. Artykuł na okładce wspominający 01.091945 na morzu. Zacytuję tylko fragmenty: Kiedy na Westerplatte umierali pierwsi żołnierze, ministerialni szoferzy wypełniali benzyną baki luksusowych limuzyn i studiowali trasę na zaleszczycką szosę. W tym czasie najlepsze okręty ówczesnej Marynarki Wojennej znajdowały się już na Morzu Północnym, aby potem tonąć w fiordach Norwegii czy zniszczeć od rdzy. Przedwrześniowa marynarka wojenna rozwijała się na wojennych tradycjach operetkowej flotylli pińskiej, która brała udział w najeździe na Związek Radziecki itd. Dwie strony tego bełkotu autorstwa Sławomira Sieleckiego. Pisząc artykuł miał 22 lata. Wikipedia pisze, że był żołnierzem drugiej armii LWP. Później pisał w „Młodym Żeglarzu”, tam to była niemal sama propaganda to dobrze trafił. Wybaczcie, ale nie umiałem się powstrzymać od komentarza. Sam jestem ciekaw co będzie w kolejnym odcinku, ale to właśnie jest urok mojego pisania, nieprzewidywalne. Trochę zimno, ale każdy dzień przybliża nas do wiosny i prac przy jachtach.
Pozdrawiam
Michał
|