MAREK SARBA – HOLOWALISMY POGŁĘBIARKE RUFA DO PRZODU
z dnia: 2026-05-04
Mistrz mógł sobie pozwolić na prowokację. No bo kogo z tych, których stać na nabycie sporego obrazu olejnego na płótnie odważy się w swoim gabinecie powiesić obraz nie smukłej, groźnej korwety ale tonącej starej pogłębiarki? Taka decyzja przede wszystkim zależy oczywiście od nazwiska najwybitniejszego polskiego malarza marynisty – Marka Sarby. Krótko: Marek z prymrużonym okiem (lewym) testuje środowisko.A że pomarszczona powierzchnia oceanu jest na obrazie fantastycznie odwzorowana to widzimy i wiemy my, czyli Czytelnicy i Skrytoczytacze SSI.
Drogi Marku – test wygrany!
Zyjcie wiecznie !
Don Jorge
=======================
Don Jorge,
Coś dla kolejnej prezentacji w SSI:
Tytuł: „Tylko oczekiwanie”.
Rozmiar obrazu: 46 cm x 71 cm, olej na płótnie.
Był rok 1974 i pracowałem na holowniku oceanicznym m/t „Koral”. W czerwcu tego samego roku otrzymaliśmy kontrakt na holowanie dużej, przestarzałej pogłębiarki parowej/kablowej z francuskiego portu Le Havre do algierskiego portu Oran. Przybyliśmy do Le Havre 19 czerwca, a następnego dnia rozpoczęliśmy przygotowywanie pogłębiarki do holowania. Pogłębiarka o nazwie „WSW-ONE” była napędzana dwoma tłokowymi maszynami parowymi i dwiema śrubami. Zainstalowaliśmy wędzidło łańcuchowe, podłączyliśmy je do liny holowniczej, uruchomiliśmy światła, przeprowadziliśmy ogólną inspekcję i byliśmy gotowi. Podczas naszej pracy, „WSW-ONE” zabierał na pokład również sprzęt hotelowy, taki jak lodówki, wyposażenie kuchni i kabin załogi, beczki ze smarami i części zamienne. Przedmioty te były prawdopodobnie potrzebne do pracy w porcie Oran. Właściciele wysunęli wtedy dziwną prośbę: holować pogłębiarkę za… rufę, a nie za dziób. Holowana jednostka jest zazwyczaj przymocowana do holownika liną przymocowaną do dziobu. Problemem podczas holowania są uszczelnienia walow śrub napędowych, które od czasu do czasu przeciekają, umożliwiając przedostanie się wody do holowanej jednostki. Po zgłoszeniu gotowości do holowania, nasza agencja żeglugowa poinformowała nas o trwającym sporze pracowniczym w porcie Le Havre. Mogłoby to utrudnić znalezienie holownika portowego, który pomógłby nam przeholować naszą dużą pogłębiarkę przez trudne przejścia między basenami portowymi, i opóźnić nasz wypłynięcie.
.W tym czasie trwały Mistrzostwa Świata FIFA w 1974 roku. Kibice piłki nożnej z całego świata, w tym nasz statek, oglądali mecze. 23 czerwca miał się odbyć kluczowy mecz Polska-Włochy, ale z przerażeniem odkryliśmy, że nasz telewizor nie jest dostosowany do francuskiego systemem telewizyjnego! Załoga była zrozpaczona. Nagle jeden z członków załogi pokładowej wpadł na genialny pomysł. Pogłębiarka przewoziła kilka nowiutkich telewizorów pracującychz systemem francuskim. Czemu nie pożyczyć jednego tylko na ten jeden mecz? Zwrócilibyśmy go przed dotarciem do Oranu; nikt by tego przegapił. I tak, czekając na odpłynięcie, kibice piłkarscy na naszym statku mogli cieszyć się emocjonującym meczem i świętować zwycięstwo Polski. Wczesnym rankiem następnego dnia agent handlowy powiadomił nas, że znalazł holownikktóry pomimo strajku zgodził sie nam pomóc w wyjściu z portu. Pospiesznie ruszyliśmy w drogę i wkrótce opuściliśmy port Le Havre, obierając kurs na Zatokę Biskajską. Konwój „WSW-ONE” w końcu ruszył. Wiatr około 5 stopni w skali Beauforta, nic nie powinno budzić niepokoju. Dwa dni później, 25 czerwca, około południa, podczas obiadu rozległ się dźwięk dzwonków alarmowych. Porzuciliśmy posiłek i pobiegliśmy na nasze stanowiska. Pobiegłem na pokład, żeby spojrzeć na „WSW-ONE”, około 1 km za nami. Pogłębiarka miała przechył na prawą burtę wynoszący około 15 stopni. Znacznie zwolniliśmy i zaczęliśmy skracać linę holowniczą. Niemal natychmiast kąt pochylenia pogłębiarki się pogorszył. Pogłębiarka szybko nabierała wody. Kapitan zdecydował się odciąć linę holowniczą. Uwolniony od liny holowniczej, zbliżyliśmy sie się do przechylonej pogłębiarka. Wszystko, co mogliśmy zrobić, to obserwować z bezpiecznej odległości. Staliśmy na pokładzie, czekając. Kąt przechyłu gwałtownie wzrastał. Gejzer wody nagle wybuchł, gdy rufa pogłębiarki uniosła się wysoko. Chwilę później, duża, bulgocząca plama piany na powierzchni była wszystkim, co pozostało, by zaznaczyć miejsce, w którym kiedyś unosiła się „WSW-ONE”, nasza duża pogłębiarka parowa. Na powierzchnię wypłynęły jakieś szczątki, wraz z kilkoma beczkami. Po kilku minutach fale Zatoki Biskajskiej toczyły się jak zwykle. Nic nie zostało. Z wyjątkiem, oczywiście, nowiutkiego, „pożyczonego” telewizora Philips, który wciąż znajdował się w mesie oficerskiej na naszym holowniku. Nigdy nie udało nam się go wycofać. Po powrocie do Polski próbowaliśmy dać telewizor do ewentualnego przebudowania z SECAM na system PAL, niestety nikt nie potrafił tego wykonać. Został nowiutki piękny telewizor niestety juz nie działający.
PS. Otrzymałem przesyłkę z nowo wydaną książką „Klejnoty Księżniczki Dagmary: Historia pierwszych polskich transatlantyków” (wersja polska). To pięknie wydana publikacja w twardej oprawie, mieszcząca się na stoliku kawowym. Przejrzałem ją i znalazłem bogate informacje historyczne wraz z bogatą dokumentacją fotograficzną. Prawdziwa gratka dla kolekcjonerów pierwszej floty pasażerskiej pływającej po oceanach. Ksiazka napisana przez dwóch autorów: kpt. Mieczysława Amielańczyka oraz ś.p. Jerzego Drzemczewskiego, niestrudzonego dokumentalisty Polski Morskiej.
======================================
Drogi Jurku…szczescia zdrowia…szczerze od serca
Zyj wiecznie
Marek
Ten artykuł pochodzi ze strony: JERZY KULIŃSKI - ŻEGLARZ MORSKI
Subiektywny Serwis Informacyjny http://www.kulinski.navsim.pl