Dopiero co, przy okazji marketingowych pokus wycieczki na Bornhom, powiesiłem news o niesamowitych rejsach bałtyckich. I od razu zgłosili się zainteresowani debiutanci. Jeden z nich pisze, że ten news był dla niego kroplą przelewającą beczkę chęci i prosi o praktyczne rady. Od czego zacząć ? Mam kilku takich przyjaciół, którzy bez namysłu podpowiedzieliby, że od ... jedzenia.
No bo bez zapasów, kambuza i kuka nic nie da się osiągnąć. I niech was nie zmylą sylwetki kapitanów Zbierajewskiego czy Leśniaka. Popatrzcie na Jurmaczka, Rocha czy Skipbulbę.
A więc trzeba pojechać do supermarketu i to sporym autem. Oczywiście z listą zakupów, aby później się nie okazało, że na jachcie jest wszystko oprócz soli. Zakupy wiktuałów na Bornholmie sprowadzicie do świeżych warzyw, owoców i chrupiących bułeczek. Jak na razie - zbyt duża różnica cen.
Uprzedzam - zakupy, transport i sztauowanie to ciężka praca dla minimum 2 silnych i sprawnych. Aby zasztauować aprowizację trzeba pamiętać, że wszystko poniżej poziomu koi bardzo upośledza statecznosc małej łódki. A więc to, co ciężkie - umieszczacie jak najniżej. To co najczęsciej potrzebne - bliżej kambuza, To takie oczywiste oczywistości, czyli odkrywanie tego co niby wszyscy wiedzą.
Koniecznym będzie sporządzenie "sztauplanu", aby w czasie rejsu poszukiwania wiktuałów zredukować do minimum. "Sztauplan" powinien być wklejony taśmą samoprzylepną do wewnętrznej, tylnej okładki Dziennika Jachtowego. Oprócz sztauplanu w roboczym zeszycie wpiszecie nazwy, ilości poszczególnych produktów żywnościowych i symbol pomieszczenia ze "sztauplanu". Podczas pobierania - aktualizujecie zapisy zapasów. Pamiętajcie, że słoiki muszą być owinięte polietylenową folią z bąbelkami. Żadnych torebek papierowych ! Tylko pojemniki i pojemniczki.
Żadnego chleba typu "pumpernikel". Najlepiej zabrać ze sobą chleb "o przedłużonej przydatności do spożycia" (w Gdańsku piekarnie Szydłowskiego i Pelowskiego). Ale nawet taki chleb, nie tylko powinien byc składowany w pomieszczeniu przewiewnym, ale i codziennie wystawiany na pokład na conajmniej 15 minutową "zbiórkę w dwuszeregu".
Gotowanie, jak gotowanie, ale zasady BiHP dla kuka są niezwykle rygorystyczne. Po pierwsze i najwazniejsze - kuk MUSI mieć ceratowy fartuch na sobie. Po drugie - kuk musi mieć możność pracowania DWOMA RĘKOMA. Po trzecie - nigdy za dużo uchwytów i podpórek dla kuka. Kuchenka dwupalnikowa "kardanowa" z relingami. Na stole biesiadnym wilgotny obrus. Woda na herbatę i kawę tylko z plastikowych butelek po wodzie mineralnej. Ta ze zbiornika, to najwyżej do gotowania ziemniaków. Gorące napoje dla sternika w termoizolacyjnych kubkach. Starzy kapitanowie mówią "kuk - nie człowiek". A ja twierdzę, że to obraźliwa nieprawda. Na porządnym jachcie to kuk rządzi najcenniejszymi nagrodami. To by było na tyle w telegraficznym skrócie. że co? Że już nie wiecie co to telegraf?
A teraz przyjrzyjcie się obrazkom.
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
______________
tu klik przyrzeczenia, że się zastosujecie
WODA. A dlaczego woda ze zbiornika nie nadaje się na herbatę lub kawę? Po pierwsze na wiosnę zbiornik się czyści i dezynfekuje całą instalację. Po drugie "ciężary z sieci" pozostają poniżej króćca ssącego lub na sitku w wylewce. Po trzecie woda na herbatę czy kawę musi być zagotowana i to najczęściej długo, bo akurat nie ma kto wyłączyć lub pamięć nie ta:) Minieralna z butelki jak już ktoś wrażliwy to uzywać warto do płókania zębów lub konsumpcji na surowo. Osobiście nie zdażyło mi się zachorować ni razu w związku ze spożyciem wody jak wyżej. Nawet kawę z ekspresu przelewowego robię ze zbironikowej choć tam wrzątku nie ma.
KUK: często w warunkach trudniejszych a więc bhpowsko wrażliwych na małych jachtach przy małej załodze kuk działa w tzw. międzyczasie i przy okazji a więc w sztormiaku wtedy ten fartuch jest jakby nieniezbędny. W takich warunkach też raczej używa się garnków do podsmażania i nikt chyba nie używa patelni z "niską wolną burtą" do podgrzewania oleju. Na inną rzecz warto zwrócić uwagę, bo na rozkołysie to mało jest chętnych na jedzenie a jeszcze mniej na wykwintne gotowanie. Wtedy podstawowe znaczenie ma obsługa czajnika z wrzątkiem. Te magiczne gorące kubki, chińskie zupki, kawa i herbata. Lanie wrzątku do naczyń, misek to jeszcze jescze ale do termosu to jest wyczyn i trzeba opanować sobie lokalną technologię mocowania termosu w zlewie tak aby trzymając się czegoś trafić w dziurę i nie olać całej okolicy włącznie ze sobą. Jest jeszcze jedeno dziecko kambuza trudne do opanowania. Ale to tylko od października do maja. Grzane wino. Wymaga grzania w garnku i przelania do kubeczków. A grzeje je się kiedy jest zimno a więc wieje i faluje.
krzysztof
ps. zakładam oczywiście iż nie pływam do kraju gdzie wodę do instalacji czerpią z kanału albo ze stojącego od tygodni beczkowozu. Tak jak i nie używam wody ze zbiornika w lipcu gdy zatankowałem ją w kwietniu
Minieralna z butelki jak już ktoś wrażliwy to uzywać warto do płukania zębów lub konsumpcji na surowo.
Drogi Krzysiu,
Nie doczytałeś. Nie namawiam do przyrządzania herbaty na wodzie mineralnej, bo jak nazwa wskazuje ma ona za duzo minerałów. Napisałem ze do tego celu należy uzywać wody z butelek PO wodzie mineralnej. Co do tanków wody pitnej - mam swoje wieloletnie doświadczenia i zdanie. Zbiorniki i rurociągi to można sobie szorować, myć, płukać, dezynfekować, a dla mnie zawsze woda z nich pochodząca ma swój zapaszek i smaczek. Czasami taki .... metaliczny. Ale jeżeli Tobie służy, to na zdrowie.
Porady z tego kacika to nie prawdy objawione. Jednemu smakuje chleb duński, inny woli samemu piec, jeszcze inny woli przez dwa tygodnie jeść chleb Pelowskiego. Są nawet tacy, którym smakuje szwedzie piwo :-))) Ja tak sobie .... subiektywnie. W zeszłym roku, to nawet kilka razy jadłem obiady w bornhomskich restauracjach :-)
Mam nadzieję, że wątek patentów PZŻ pod tym newsem nie wypłynie :-)
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
"patentowy wątek" wypłynie niechybnie dopiero na wiosnę ale z samego MSiT...;))))
Jan
Jest jeden patent na wodę ze zbiornika. Takie tabletki co się wrzuca i likwidują wszelkie żyjątka i smaki. Ale taki patent to chyba do wody z odsalarki w rejsach za horyzont a nie po Bałtyku gdzie woda w każdym porcie. Porady są nie objawione ale podyskutować warto:) Co do jednego pewno będziemy zgodni, że chleb jaki w Skandynawi jest to można się sprzeczać ale jest tam coś co jest najlepsze na świecie i dyskusji ten fakt u mnie nie podlega! Myślę, że ty też się z tym zgadzasz a i jak ostatnio o Kanale Gota w starych Żaglach kpt. Mariana czytałem to On też chyba tak uważa. Zresztą na ten temat masz osobny rozdział w Portach południowej Szwecji, bo warto choć poczytać ale jake się tam zrealizować to uniwersalnego patentu na to nie ma:))
pozdrawiam Gospodarzu
krzysztof
chleb jaki w Skandynawi jest to można się sprzeczać ale jest tam coś co jest najlepsze na świecie i dyskusji ten fakt u mnie nie podlega! Myślę, że ty też się z tym zgadzasz a i jak ostatnio o Kanale Gota w starych Żaglach kpt. Mariana czytałem to On też chyba tak uważa.
Zaintrygowała mnie ta tajemnicza rzecz :) Zdradzisz tajemnicę?
A gdzies ty się doczytał, że o rzeczy w rozumieniu KC chodzi? Zdradzać nie będę, nich to będzie zachęta do odwiedzenia tamtejszych portów. Jako jeden z najbliższych Kalmar polecam na wejściu odwiedzić stację paliw. Koniecznie z puszką polskiego piwa o mocy wyższej niż 3%;)
krzysztof:))
Zdradzać nie będę, nich to będzie zachęta do odwiedzenia tamtejszych portów.Zdradzać nie będę, nich to będzie zachęta do odwiedzenia tamtejszych portów
Ja wiem? Chyba aż tak ciekaw nie jestem.
Chleba brałbym niewiele, tyle co na pierwszy przeskok plus ze dwa bochenki awaryjnie.
Cena chleba w krajach basenu Bałtyku są niewygórowane, a co świeży chleb to świezy.
Na rejsy bałtyckie nie widze potrzeby obedzierania puszek i słoików z papierowych etykiet i jakiegoś specjalnego znakowania. Dzis bakisty i zenzy są raczej suche i konserwy przechowuja sie dobrze.
Konserw biore niedużo , raczej sery i paczkowane wędliny(ale co kto lubi:) ). porządne salami wytrzymuje do 2 tygodni wisząc po prostu na gwoździu. Świetnie przechowują sie jaja. Bez żadnego dodatkowego zabezpieczania do 30 dni nic sie nie dzieje. wbrew pozorom przy średnio "żertej " załodze 150 sztuk na 2 tygodnie to nie jest dużo:)
Obliczenie ilości prowiantu dla 4 osób :
1 konserwa "mała" + 1 konserwa "duża" + 2 słoiki obiadowe + paczka makaronu + 2 Bochenki chleba X ilość dni.
następnie mając ilość potrzebną "wymieniam" na wyczucie konserwy na kiełbach czy sery,jaja, makarony na ryże, kasze czy ziemniaki itp, oraz doliczam wg oczekiwanego zuzycia kawe( 4 x 250g na 2 tygodnie), herbate( ok 100 saszetek na dwa tygodnie), "gorące kubki"( 2 dziennie czyli na 2 tygodnie 28szt), ksiele, budynie, "chińskie zupki"( 2 dzienie - 28szt) itp
Wode zabieram pełny tank(380) plus 4 x 5 litrów wody Żywiec lub Nata.
--
A.S.T. (co to w trakcie rejsów na Maćka łódce nigdy nie narzekał na jedzonko, zarówno pod względem ilości, jak i jakości)
nie mogę się zgodzić z Jerzym co do rady "nie robienia" zakupów spożywczych na Bornholmie.
Oczywiście cena świeżego bochenka chleba w granicach 10 złotych może szokować, ale już w markecie chleb paczkowany to wydatek rzędu 3 złotych.
Mleko za 7 złotych to dużo, lecz niektórzy mogą zastąpić je małym piwkiem (po 2 złote) z małym hakiem.
Warto jedna zrobić zakupy regionalne a jest w czym wybierać.
Żytnie słodkawe krakersy o posmaku kminkowym (rugkiks) - 10 zł, piwo (niepasteryzowane) z browaru Svaneke, nalwska Bornjolmer Bitter, ser pleśniowy z Klemensker to jedynie niektóre warte polecenia.
Specyficzny klimat wyspy pozwala na hodowle winorośli co daje produkt w postaci lokalnego wina, a figi i morwy są składnikiem wielu ciekawych przetworów.
OSTRZEŻENIE ( 8-D ) :
"Nabyłem drogą zakupu" oliwę chili w jednym z portowych sklepików, po dłuższym czasie spróbowałem ją wykorzystać do podsmażenia mięska na chili con carne.
W smaku oliwa jak oliwa z posmakiem "czilowym".
Szczęśliwie nie dodałem innych przypraw. Juz niewielka ilość tego specyfiku podostrzyła potrawę w sposób łechtający moje azbestowe podniebienie.
Pozdrawiam smaczliwie z wysp polskich,
Marek
Proponuję zajrzeć tu: http://www.bogutynmlyn.pl/
Ja moge dodac tyle:
W ostatnim, tydzień temu zakończonym, rejsie Gdańsk-Kopenhaga-Nexo-Gdańsk robilismy zakupy na Bornholmie i szczerze mówiąc nie zauważam juz specjalnej róznicy cen produktów żywnościowych.
Owszem produkty wyskokowe (niektóre) były droższe ale składowe normalnego żarcia naprawde juz nie i nie ma co obawiać sie tego.
Juz trochę nie te czasy - dzis zlotówka stoi dość mocno więc i my nie bójmy sie sklepów na wyspie.
A produkty kupowane tamże w markecie były naprawde smaczne...;-)))
Pzdr
Kocur
Dziękuję napewno skorzystam, pływam od zachodu ze Świnoujścia i dlatego wolę tę stronę wyspy.
Nikt nie napisał o workach na smieci (mocnych) i miejscu na nie. Jja używam wyłacznie zastawy jednorazowej którą wyrzucam w portach
Kawa z ekspresu i mus w filiżance z porcelany, wino i koniak w kieliszku a posiłki na co najmniej porcelitowych talerzach. No i sztućce z metalu a nie lotnicze. W końcu my nie regatowcy, szafki się znajdą a cena zestawu z 18 talerzy i do tego sztućców to obecnie 69 zł, kieliszki 6 szt 19 zł. Na 2 sezony starcza. A dla ekologów do tego płyn biodegradujący z AWN za 25 eur na sezon, bo i tak niezbędny. Wiem, że jest lenistwo ale jeśli ono ogarnia to najpierw zaprzestanę gotowania i poczekam na portową knajpę niż używać plastik. Oczywiście kwestia gustu. A odnośnie sledzi to gdzieś koło Dueode znalazłem kompleks wedzarniowo - gastronomiczny z pysznymi śledziami z burakiem. Pojechaliśmy tam na motorkach z Ronne.
Na rejs nigdy nie bierzemy konserw mięsnych. Przed rejsem każdy przygotowuje po słoiku albo po dwa zawekowanego mięsa przyrządzonego domowym sposobem. W każdym słoju tyle porcji, ilu załogantów. Otwiera się, podgrzewa i - jest domowy obiad. Przepis: mieso przyrządzamy, zamykamy w słoju "twist" (razem z sosem albo tłuszczem) i trzy dni pod rząd gotujemy ten słoik w wodzie przez godzinę. Ważne że trzy, i ważne, że pod rząd.
Ten pomysl "sprzedał" mi kiedyś kpt. Michał Kabza. Sprawdza się.
Lubie pływać w odludne miejsca. Zatem dwa lata temu zaopatrzyłem jacht w żelazny zapas prowiantu - zupki "chińskie", gorące kubki, kiśle, konserwy, kasze, itp..
W ubiegły roku skończyliśmy resztę konserw, a zupki jeszcze leżą w szufladzie w jachcie.
Poziomem cen dogonilismy Europę, a w wielu wypadkach nawet ją przegoniliśmy :)))
W Skandynawii brakuje mi jedynie chleba o smaku chleba, pozostałe artykuły można kupić w cenach porównywalnych do cen polskich, a mamy zawsze świeże artykuły na jachcie.
Oczywiście kupuję nadal konserwy i suchy prowiant, gdyż nie zawsze jest możliwośc albo czas na restaurację lub wyjście do sklepu. Mimo tego, dawne czasy ształowania jachtu na 3 tygodnie odeszły (narazie nie w zapomnienie, ale i o tym zapomnimy - mam nadzieję).
Hasip
od zwodowania do pierwszego rejsu jest postnie:) o pierwszym rejsie hulaj dusza - Boga nie ma:) ostatnie zapasy z łódki dojadam zwykle w styczniu lutym:)
Chińskie zupki (również Amino itp) mają jedna podstawową zaletę. Są zajebiście łatwe w przygotowaniu niezaleznie od warunków. Pozatym nie waża i zajmują stosunkowo malo miejsca.
zawsze mam na pokładzie kilkanaście chińskich zupek oraz gorących kubków.
30 x słoik obiadowy ( 0,45 - 0,6 kg, ja kupuje gotowe, ale na pewno smaczniejsze są własne wyroby)
5 paczek makaronu (0,4- 0,6 kg)
4 pudełka kaszy ( po 4 saszetki)
4 pudełka ryżu (po 4 saszetki)
10 kg ziemniaków
8 konserw miesnych ( pasztety, mielonki po ca.0,35kg)
8 konserw małych (j.w. ca. 0.15kg)
10 konserw rybnych
4 kiełbasy próżniowo pakowane (sucha krakowska, zywiecka itp)
2 x Salami ( nie musi byc pakowana)
4 x 0,25kg ser żółty
160 jajek
1kg soli
1kg cukru ( u mnie wiekszośc nie słodzi)
3kg mąki ( do naleśników, smazenia ryb, omletów itp)
10 zupek Amino
10 zupek chińskich
24 "gorace kubki"
1 litr olej do smażenia
3x Delma 0,5kg
10 x 0,2kg koncentrat pmidorowy
2 x 0,8kg keczup ( w plastikowej butelce)
1 x 0,8 musztarda sarepska ( w plastikowej butelce)
2 słoiki majonezu
1 x słoik chrzanu
12 x 1,5l wody gazowanej
12 x 1,5 coli( lub innego odrdzewiacza)
12 x karton soku owocowego
6 x karton mleka UHT
1kg kawa mielona
1 kg kawa rozpuszczalna
herbata 100 saszetek
herbata mietowa 30 saszetek
8 cytryn
10kg cebuli
3 x ogórek zielony
5 x pomidor
8 dużych marchwi
6 słoików z ogórkami, buraczkami itp
20 x czekolada
rosołek instant w słoiczku
barszczyk instant w słoiczku
przyprawy
112 puszek piwa ( 2 puszki dziennie srednio na głowę, ale u mnie wszystko piwosze)
4 bochenki chleba ( na pierwsze dni)
alkohole wg. uznania i potrzeb, ja z reguły biorę na taki rejs 4 x 0,5 litra wódki, jakiegos whiskacza, 2-3 butelki wyrobów własnych( cytrynówka, porterówka, pieprzówka)
pozatym wrzucam do koszyka wszystko co mi jeszcze wpadnie w oko na tzw. przekaskę. jakichs chipsów 2-3 opakowania, jakies cukierki, herbatniki, paluszki, itp)
ale fakt ze zioniemy po tym z paszczy okrutnie:P