Edward Zając (NCwU) nadal daje dobry przykład. Niedawno byłem na Mazurach i serce żal mi ściskał, kiedy patrzyłem ile to wspaniałych trzydziestoparostopowców marnuje się między oczeretami. "Holly" to przy nich łódeczka wędkarska. Mam dziś dla Was spóźniony news, ale nie było mnie w domu od 29 czerwca. Nadrabiam zaległości. Przepraszam Edwarda i Czytelników.
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
__________________
Drogi Jurku
Nie mogłem wcześniej wziąć się za opis rejsu, bo wpierw musiałem przygotować do druku swoją gazetkę. Mam też problemy z silnikiem – zwykle dość kapryśny, teraz wysiadł na dobre. A że jest umocowany w studzience tak, że aby go wyjąć muszę jacht postawić na lądzie, więc kłopot dodatkowy. Ed.
REJS DO KAPPELN
Kappeln, małe miasteczko w zachodniej części Morza Bałtyckiego, blisko duńskiej granicy, jest od kilkunastu lat partnerem Ustki. Ponieważ jest to port, więc naturalne, że brałem pod uwagę dotarcie tam drogą morską, na HOLLY i jak zwykle samotnie.
Pogoda w tym roku kapryśna: zimno, wiatry zmienne. W niedzielę 7 czerwca wiatr wieje z kierunków wschodnich i w/g prognozy ma tak być trzy doby. Wypływam przed południem.
Jak zwykle, staram się oddalić od brzegu, a po minięciu Jarosławca nawet schować się za horyzontem. Tutaj mała szansa na wplątanie się w rybackie sieci. Wiatr z baksztagu i genua daje dobrą prędkość. W nocy mijam Kołobrzeg a w dzień Zatokę Pomorską, bez widoczności lądu, bo kieruję się na Gedser, południowy cypel duńskiej wyspy Falster.. Widzę ją zamgloną z odległości kilku mil koło ósmej rano we wtorek.
Z Gedser kieruję się na most łączący wyspę Fehmarn z lądem. Wzrastający wiatr zmusza do refowania genui, a mimo to nadal płynę ok. 5 węzłow. Przy okazji refowania wyrywa się bloczek umocowany do podstawy stójki relingu. Późnym popołudniem wiatr słabnie. Do mostu docieram koło 17, przy słabym wietrze i słonecznej pogodzie. Pod pełnymi żaglami kurs prosto na wejście do Schlei.
Niestety, wiatr coraz słabszy i muszę zrzucić telepiącego się grota. Niespodziewanie dostaję telefon, że klubowi koledzy, którzy pojechali kupować jacht w Holandii, są już po naszej stronie Kanału Kilońskiego. Dobrze byłoby spotkać się, ale wiatr znowu obudził się i nadrabia zaległości, dodatkowo kropiąc deszczem. Autopilot piszczy i przestaje działać. Po włączeniu świateł powód jasny: akumulatory siadły. Wyciągam potężny, akumulatorowy reflektor i ciepło ubieram się. Czeka mnie ciężka noc: niczym widmo, bez świateł, muszę przepłynąć Zatokę Kilońską. Rano na horyzoncie widzę ląd. Mijam boję podejściową i dawną bazę Bundesmarine, teraz przerabianą na luksusową marinę z jachtami cumującymi prawie u progu apartamentów. Jeszcze trochę i mijam wejście. Płynę na silniku i żaglu, mijając spore mariny i całkiem małe przystanie „przydomowe”, na kilka jachtów. Szlak przypomina raczej rzekę lub długie, kręte jezioro i po którymś zakręcie zwijam genuę; sama dawała mi napęd przez 80 do 90 % trasy.
Szlajać się - znaczy żeglować po Schlei
Kappeln ukazuje się po ostrym zakręcie, po przepłynięciu ok 5 mil. Właściwie budynków z tej pozycji prawie nie widać – przesłania je las masztów z kilku marin oddzielających miasto od wody. Płynę wzdłuż pomostów przy wzrastającym wietrze szukając wolnego miejsca. Zawracam i w pierwszej marinie, przy pomoście dla największych jachtów, jest zielona plakietka. Samotne dobijanie przy mocnym wietrze nie jest łatwe, ale między palem i pomostem jest rozpięta lina. Obkładam na palu cumę rufową i wzdłuż liny przeciągam się do pomostu. Mimo wszystko wymaga to sporego wysiłku. Po zacumowaniu i podłączeniu prądu muszę przebrać się w suche ciuchy. Jest godzina jedenasta, a więc od wypłynięcia z Ustki minęły równo trzy doby.
s/y "Holly" - rozmiar łódki wędkarskiej
Hafenmajster pobiera opłaty od 8 do 8,30 rano i od 18 do 18,30 wieczorem. Mam więc trochę czasu. Coś ciepłego do zjedzenia i ruszam do odległego o ponad kilometr miasta. Zaglądam do kolejnych marin, wchodzę do żeglarskich sklepów czy na plac sprzedaży używanych jachtów. Najwięcej wolnych miejsc do cumowania jest w gościnnej marinie miejskiej. Być może ceny tu najwyższe, a może nie jest przyjemnie stać przy deptaku, gdzie tłumy obserwują każdy twój ruch. Sądzę, że HOLLY wzbudziła by zainteresowanie; po prostu nie ma tu tak małych jachtów żaglowych. W marinie gdzie stoję (Henningsen & Steckmast) 80% jachtów to wielkość od 9 do 12 metrów. Po 10% dałbym na mniejsze, od 7 do 9 i na większe, powyżej 12 metrów. Tylko raz widziałem jacht mniejszy – Carinę płynącą pod silnikiem.
Za postój jachtu do 7 m. płaci się 9 euro, prysznic żetony pi 1 euro. Woda i prąd na kei w cenie postoju. U hafenmajstra można kupić drobiazgi i wymienić butlę z gazem na pełną (jednak gwint :niemiecki).
W Kappeln sztorm zatrzymał mnie 4 doby, ale postój niczym na jeziorze; wiatr gwiżdże na masztach i linach, ale woda gładka i nawet wiosłowe skify mogą trenować.
Wreszcie w niedzielę rano prognozy pomyślniejsze - wypływam o siódmej na żaglach. Na morzu spokojniej niż się spodziewałem: słaby wiatr, fala, a raczej rozkołys po sztormie, też dość łagodny. Kieruję się na wschód. Po południu mijam Langeland a wieczorem po prawej burcie ukazują się wiatraki wyspy Fehmarn. Płynę poza autostradą, ale i tutaj statków nie brakuje. W końcu wykorzystuję przerwę w ruchu i przepływam na drugą stronę, pod wybrzeża duńskie. Z deszczu pod rynnę - przeciąłem trasę kilku promów, które bez przerwy kursują między Danią a Niemcami. Jak tramwaje.
Wtorkowy ranek zastaje mnie na trasie do Rugii. Wiatr słaby, nie przekracza 3-4 B, niekiedy całkiem zanika. Pojawia się nawet słońce. Pod wieczór okrążam Półwysep Jasmund. Wiatr osłabł i nic nie wskazuje, aby nastąpiła jakaś zmiana pogody. Zostaję na noc na kotwicy.
Środa. Budzę się o świcie, razem z wędkarzami i małymi kuterkami przepływającymi obok. Poranne zamglenie przechodzi po paru godzinach. Grzeje słońce, ale wiatr coraz silniejszy. Refuję genuę raz, później jeszcze raz zmniejszam ją do rozmiarów żagla sztormowego. Mimo to w pełnym baksztagu płynę 5 węzłów. Mija mnie jacht idący ostro na wiatr. Zarefowany grot, maleńki fok. Niesamowity widok ich rozradowanych twarzy, gdy jacht przebijał się przez fale niczym okręt podwodny. Pozdrowienia i nawet nie udało mi się zrobić zdjęcia - musiałem uważać aby nie stanąć burtą do fali.
Gdy zbliżam się do Świnoujścia, niespodziewanie dzwoni Piotr Stelmarczyk (organizator regat UNITY LINE). Nie wiedział, że jestem w rejsie. Pyta o szczegóły, o godzinę wpłynięcia do portu; coś tam szykuje. I rzeczywiście: w Marinie Północnej czeka nie tylko pracownik pomagający przy cumowaniu, ale i ekipa TV Świnoujście. Dodatkowo zwalniają mnie z wszystkich opłat.
Wypływam następnego dnia rano z postanowieniem, że poprawię swój zeszłoroczny rekord trasy Świnoujście - Gdańsk. Startuję przy silnym wietrze, 4-5 B. Po południu wiatr jednak słabnie, pojawia się zamglone słońce. Chwilami wiatr całkowicie zanika i nawet pojawiają się podmuchy ze wschodu, prosto w nos. Budzi się dopiero w nocy, aby w dzień osiągnąć w podmuchach nawet 7 B. Znowu refuję genuę do sztormowych rozmiarów. Parę razy dzwoni Stelmarczyk z prognozą i innymi wiadomościami. Łączę się z Darłowem i uzyskuję fatalną wiadomość; poligon zamknty!. Zmienia kurs na północny aby opłynąć poligon, ale ostatecznie rezygnuję; kilka godzin stałem już w ciszy, teraz te dodatkowe mile ... Zawracam do Darłówka.
Jest informacja, że między 2 a 5 w nocy można płynąć przez poligon. Cumuję więc przy Bosmanacie, przed mostem. Niestety, fala tłucze niemiłosiernie. W pewnej chwili pęka cuma rufowa, jacht odchyla się i następna fala zahacza wystającą przed dziób latarnią o nabrzeże - zostaję bez świateł pozycyjnych. Most jak raz otwarty - silnik i uciekam za most, gdzie zresztą falowanie niewiele mniejsze.
O pólnocy uruchamiam silnik, aby podpłynąć pod Jarosławiec i przeskoczyć ten poligon. Niestety, w awanporcie silnik nagle staje. Wiatr prosto w nos. Rozwijam szybko genuę, ale na zwrot już mało miejsca. Dobrze, że to duży odbijacz otarł się o nabrzeże, a nie burta. Płynę w kierunku mostu i przez radio proszę o awaryjne otwarcie - bez skutku. Staję więc znowu przed mostem. Tym razem na cumy przeznaczam nową, grubą linę kotwiczną - wytrzymała!
Rano udało się uruchomić silnik, więc natychmiast wypływam na to okrążanie poligonu. Po kilkunastu minutach silnik zdechł ostatecznie - dalej tylko żagle. Staram się płynąć szybko, aby być w Ustce przed wieczorem - przecież nie mam ani świateł pozycyjnych, ani silnika. Jednak wiatr kaprysi i zaczyna dmuchać mocniej dopiero wówczas, gdy robię zwrot na południe, w kierunku Ustki. Dmucha południowo - zachodni około 5 B, więc muszę iść ostro do wiatru na zarefowanych żaglach. Tak też wpływam do portu. W awanporcie całkowicie roluję genuę. Aby jednak stanąć w Basenie Węglowym, muszę się tam przeholować przy pomocy kolegów: drzewa zasłaniają wiatr, który i tak by wiał prosto w dziób. Staję, jak poprzednio, przy ROMUSIU. Jest godzina 21 w piątek, 19 czerwca. Neptun znowu pozwolił cało wrócić do portu po przepłynięciu 607 Mm. Dla statystyki – 175 godzin pod żaglami, 4 godziny na silniku, 119 godzin postoju w portach. To najdłuższy z moich samotnych rejsów.
Edward Zając
_________________________
klik dla dzielnego skippera
Edek zacumował w Ventspils na Łotwie. I zaraz po zacumowaniu poszedł
zwiadzać miasto. Po pięciu dniach trudnego, sztormowego samotnego żeglowania
na małym "Holly". To dopiero twardy żeglarz. I cały czas żeglował skutecznie
i bezpiecznie. Jestem pełen podziwu dla Edka, gratuluję Mu kolejnego
znakomitego rejsu. Edek stwierdził że jak spotyka gdzieś na Bałtyku jachty
to okazują się polskie. Nasi żeglarze żeglują daleko i pogoda ich nie
zniechęca. A tysiące szwedzkich i fińskich jachtów chyba w swoich
przystanach, bo na morzu ich nie spotkał.
Przesyłam pozdrowienia. Piotr Stelmmarczyk JK AZS
Jerzy
W dniu 27.07.2009 r. poniedziałek, otrzymałem od Edka Zająca żeglującego samotnie na jachcie "Holly" z Ventspils na Łotwie do Polski następujące sms:
- o godz. 02.51 - wszystko gra oprócz pogody
- o godz. 03.26 - Na zachód od półwyspu Sambia, silnik nie działa, sztormuję w kierunku północ
- o godz. 09.20 - w nocy odrzuciło mnie na północny zachód od Sambii, teraz wracam wzdłuż wybrzeża
- o godz. 09.50 - nie słyszałeś czy Johnson zechce przysłać helikopterem zapasowy silnik
W obecnym etapie długiego reju po Bałtyku Edward jest od dnia 22.07.2009 r.godz. 16.00, wyjście z Ventspils.
Pomyślnych wiatrów Edku.
Piotr Stelmarczyk JK AZS
PS. Chyba takiego rejsu po Bałtyku na małym jachcie to jeszcze nie było, kandydat na rok 2009 murowany.
Przesyłam pozdrowienia.
Piotr Stelmarczyk JK AZS