Ratownictwo okrętowe to najwyższy stopień wtajemniczenia i ryzyka morskiej żeglugi. Gaszenie pożaru na statku miotanym sztormowymi falami to także sceneria grozy. Nic dziwnego, że taki temat obrazu wybrał Marek Sarba. Zanim holownik „Jantar” podjął operację ratowniczą fińskiego motorowca "Ylva" – holował z Kanady jednego z najstarszych polskich supertrawlerów bocznych produkcji Stoczni Gdańskiej z długiej serii B-10 (LOA 60 m) o napędzie parowym (na węgiel). Pożar na m/s "Ylva" ugaszony. Mistrzostwo kapitana Włodzimierza Słocińskiego.
Fantastyczna galeria płócien mistrza Sarby!
Żyjcie wiecznie
Don Jorge
==================================
Tytuł obrazu: Noworoczny Taniec z "Ylvą”
Rozmiar 24 cale x 18 cali olej na panelu.
.
Polski parowy supertrawler s/t “Radomka” operujący na łowiskach Północnego Atlantyku doznał poważnej awarii i niestety powrót do Gdyni byl możliwy tylko na końcu liny holowniczej. Zlecenie wykonania holowania otrzymał holownik PRO “Jantar”. Dnia 12 grudnia 1970 roku konwój "Jantar" i "Radomka" opuścił Halifax (Nowa Szkocja, Kanada). Holowanie odbywało sie bez niespodzianek i załoga holownika już radowała sie że będzie celebrowała przywitanie Nowego Roku w domu. Wieczorem 31 grudnia “Jantar” z “Radomka” byl już na pozycji latarni morskiej “Stilo” 50 mil od Nabrzeza Norweskiego (baza PRO) w porcie gdyńskim. O godz 10 wieczorem “Jantar” odebrał z Ratowniczego Ośrodka Koordynacyjnego wiadomość o pożarze statku pod fińska bandera m/s “Ylva” - dodając ze sytuacja jest bardzo poważna, wymagająca natychmiastowej akcji ratowniczej. Z Gdyńskiego portu skierowano mniejszy holownik który przejął holowany statek rybacki “Radomke” - prowadząc go dalej do portu, natomiast “Jantar” ruszył na ratunek płonącego statku. Wkrótce dotarła radosna wiadomość że jakiś rosyjski statek handlowy podjął z wody cala zaloge płonącego statku.
.
Pogoda była bardzo nieprzyjemna. Stan morza 5 z wiatrem o sile 6-7B° z kierunku Zachodnim, temperatura powietrza minus 10°C. Dnia 1 Stycznia 1971 r. załoga “Jantara” zobaczyła z odległości juz kilkunastu mil płonący intensywnie statek, przypominający pochodnie. Płomienie z płonącej nadbudowki dochodziły do wysokości kilkunastu metrów. Płonąca “Ylva” dryfowała w kierunku wschodnim szybciej niz “Jantar”, co spowodowało za niemożliwe użycie dwóch monitorów będących umieszczonych na śródokręciu holownika (pokład szalupowy). Zdecydowano się na ustawienie dziobem z nawietrznej strony płonącej jednostki. Rozciągnięto dwa węże pożarowe wzdłuż pokładu na dziób używając zawory systemu przeciwpożarowego “Jantara”.
/
Każdy wąż byl obsługiwany przez 2-3 osoby załogi. Cala akcja gaszenia odbywała sie z dziobu holownika. Kapitan Słociński próbował trzymać dziób holownika najbliżej do płonącego statku co było bardzo trudne w wykonaniu. . “Jantar” byl rzucany przez fale i odległość między statkami była 20-30m i momentami zmieniała się do 2 m. W tym samym czasie dziób niesionego falami holownika znajdował sie na szczycie mostku płonącego statku, a za moment byl na wysokości linii wodnej. Praca z wężami pożarowymi była bardzo skomplikowana. Woda na pokładzie holownika momentalnie zamienia się w pokrywę lodową - będąc niebezpieczną dla załogi walczącej z pożarem.
.
Po godzinach akcji widoczne zewnętrznie płomienie zostały ugaszone z wyjątkiem płomieni wydobywających sie przez rury wentylacyjne zbiorników paliwowych z dźwiękiem przypominającym szum palnika gazowego spawacza. Było to zagrożeniem możliwości eksplozji zbiorników i zdecydowano odejść holownikiem na bezpieczna odleglosc. O godzinie 8 rano już tylko troche dymu unosilo sie nad “Ylvą”, co pozwolilo na wejscie zalogi na ugaszony wrak statku. Była to bardzo długa noc celebrująca nadejście Nowego Roku. To byl prawdziwy "Noworoczny Taniec z “Ylva”. Wesołego Nowego Roku 1971!. Nie brałem udzialu w tej akcji, ale była to historia która uslyszałem od kapitana Włodzimierza Słocińskiego podczas naszych niekończących sie dyskusji w przejściach gdzieś na oceanie aby cos sciagnac lub podążając do następnego miejsca zatrudnienia.
.
Żyjcie wiecznie !
Pomyślności w Nowym Roku
Marek Sarba
Marek Sarba w tym obrazie pokazuje morze jako przestrzeń próby, a ogień jako nagłe wtargnięcie losu, który nie pyta człowieka o gotowość. Nocna sceneria, rozedrgana od blasków, dymu i spienionej fali, staje się tu teatrem zdarzenia skrajnego.
A jednak nie jest to malarstwo krzyku. To malarstwo napięcia utrzymanego w ryzach wysokiej kultury artystycznej.
Najpiękniejsze w tej kompozycji jest to, że dramat nie został zbudowany przez przesadę, lecz przez prawdę relacji między światłem i ciemnością.
Płonąca jednostka nie tylko rozświetla mrok - ona rozcina go jak rana. Jasny strumień wody, skierowany ku ogniowi, staje się niemal osią ciężkości przedefiniującą klasyczne pojęcie mocnych punktów obrazu.. Po jednej stronie żywioł niszczący. Po drugiej - ludzki wysiłek, fachowość i wola ocalenia.
Mistrz Sarba uchwycił ten moment z wielką powściągliwością, dzięki czemu obraz porusza tym mocniej.
Morze w tej pracy nie jest biernym tłem. Oddycha, unosi, szarpie i współuczestniczy w dramacie. Fale, malowane z rozmachem i doskonałym wyczuciem materii, niosą w sobie zarówno piękno, jak i grozę. Ich chłodny błękit pozostaje w przejmującym kontraście z gorącą czerwienią i złotem pożaru. To zestawienie daje efekt wyjątkowy.
Widz niemal odczuwa równocześnie chłód nocy, sól morskiej bryzy i żar płomieni.
A jednak, zauważcie to o Czcigodnu, że mimo całej widowiskowości sceny, to nie pożar jest tu najważniejszy, lecz człowiek obecny poprzez działanie. Obraz opowiada o solidarności wpisanej w morski los. O obowiązku, który nie potrzebuje słów.
O odwadze, która nie ma w sobie nic teatralnego, bo rodzi się z kompetencji, dyscypliny i odpowiedzialności. W tym sensie dzieło Sarby ma wymiar głęboko humanistyczny. Pokazuje, że nawet w samym sercu katastrofy człowiek potrafi przeciwstawić chaosowi porządek działania. Działania w którym stawką jest życie - bo kto mógłby wykluczyć przy tym stanie morza zderzenie jednostek, a nawet zaprószenie ognia na ratowniku.
To obraz piękny, przejmujący i wewnętrznie szlachetny. Marek Sarba nie tylko maluje dramat na morzu. On przywraca mu godność. Sprawia, że widzimy w nim nie sensację, lecz prawdę o kruchości, odwadze i wzajemnej służbie ludzi wystawionych na próbę żywiołów.
Smakujecie z rozmysłem!
Tadeusz