„KOLOSY” – NAGRODY DLA ŻEGLARZY, ALPINISTÓW I PODRÓŻNIKÓW

Przypomnijmy - „Kolosy” to nazwa pierwszych polskich nagród za dokonania eksploracyjne. Tegoroczna gala „Kolosów” odbyła się w  dniach 20–22 marca 2026 roku w gdyńskiej  Polsat Plus Arena. Wśród zaproszonych – dwaj stali współpracownicy SSI: Eugeniusz Moczydłowski oraz nagrodzony Michał Kozłowski

Duma SSI rozpiera. 

Gratulacje.

A poniżej relacja kolosalnego Michała Kozłowskiego

Żyjcie wiecznie!

Don Jorge

================================

Don Jorge,
Niedawno wróciłem z bardzo ciekawej imprezy. „Kolosy” to Ogólnopolskie Spotkania Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów w Gdyni. Kolega namówił mnie do zgłoszenia mojego rejsu do „Kolosów”. Byłem pewien, że to przesada, że w „Kolosach” to tylko olbrzymie ekstremalne wyprawy są prezentowane. Pozostało tylko czekać na odpowiedź. Po miesiącu dostałem maila z zaproszeniem do prezentacji. Nigdy tu nie byłem i zbytnio nie wiedziałem czego się spodziewać. Znalazłem informacje o małej sali z setką słuchaczy, ale na zaproszeniu było napisane, że wystąpię na dużej sali - Areny w Gdyni/ Tam publiczność to cztery tysiące osób i olbrzymi ekran kilkunastometrowy. To już spowodowało duże emocje i tremę.


.
Przyjechaliśmy kilka godzin przed planowanym wystąpieniem i z zapartym tchem słuchaliśmy relacji z różnych wypraw. Pół godziny relacja, dziesięć minut przerwa i następna wyprawa. Im bliżej było do mojego wystąpienia tym bardziej rosło zdenerwowanie. W kategorii żeglarstwo ja rozpoczynałem wszystkie prezentacje wiec nie było, jak podpatrzeć innych. Przy próbach w domu przed telewizorem najtrudniej miałem z rozpoczęciem, dalej się rozkręcałem. Niestety ze zmieszczeniem się w czasie trzydziestu minut nie umiałem sobie poradzić. Siedzę koło jakiejś pani i wspomniałem jej, że ja będę kolejny. Ona mówi, że rok temu też tak się jej trafiło, że sąsiad z krzesła obok występował na scenie. Później zdobył Kolosa, że taki przypadek jest dobrą wróżbą dla mnie. Im bliżej było do mojej prezentacji to emocje rosły niesłychanie. Trzymając mikrofon w ręku emocje mnie nie opuściły, ale poszło wyjątkowo dobrze. Teraz mogłem już spokojnie delektować się słuchaniem innych.

.

Następnym był Eugeniusz Moczydłowski opowiadający o rejsie „Samotnie na Spitsbergen i z powrotem” Bardzo ciekawy rejs, ale opowiedziany w sposób wręcz słaby.

.
Kolejny to „SELMA DINGHY. TITICACA” Artur Skrzyszowski, Dominik Lubasz, Maria Drabczyk, Paweł Kośmiński Żeglowanie na dmuchanych żaglóweczkach po jeziorze Titicaca na wysokości 3800 metrów w otoczeniu Andów.

.

Następna prezentacja to „SAMOTNIE PRZEZ ATLANTYK NA 5-METROWYM JACHCIE” Edyta Krakowiak. Niestety nie mogła przyjechać. Prezentację poprowadził jej brat, też żaglarz. To rejs Setką z Teneryfy na Martynikę, trasa 3800 mil. Szkoda, że nie mieliśmy okazji posłuchać Edyty, byśmy pewnie usłyszeli więcej o emocjach i wrażeniach.

.

W przerwie podeszła do mnie jakaś pani. Mówi, że przyszła dziś na „Kolosy” specjalnie by mnie posłuchać, bo też planuje Alandy i gratuluje ciekawego występu. Jak mnie znalazła w tłumie i rozpoznała to nie wiem. Była jeszcze jedna podobna rozmowa. Kolejna relacja to już wyższy poziom, to nie nasza konkurencja, bo w kategorii „Podróże”: Maciej Sodkiewicz, Ewa Banaszek „LODOWE KRAINY. ORANGE IN THE ICE” Rejs jachtem „Inatiz” przez archipelag Aleutów i wybrzeża Alaski prowadził przez obszar nazywany Pierścieniem Ognia. To znakomicie przedstawiona relacja ze ślicznymi zdjęciami i filmami.

.
Drugiego dnia „Kolosów” wszyscy prelegenci mieli zaproszenie na wieczorek. Była to znakomita okazja do poznania i porozmawiania osobiście ze wszystkimi prelegentami. Rozmawiałem z Moniką Witkowską, ale nie wypytywałem o wyprawę, bo miałem rano posłuchać Jej wykładu. W niedzielę rano zaplanowałem zobaczyć występ

Moniki Witkowskiej „ŚLADAMI SHACKLETONA, NA SPOTKANIE PINGWINÓW I LODOWYCH GÓR” trzymiesięczny rejs 13-metrowym jachtem po wodach Antarktyki, od Przylądka Horn po wyspy Antarktyki. Niestety było na małej Sali i nie udało nam się wejść, bo zabrakło miejsc. Trochę przekombinowałem, bo spodziewając się trudności z miejscami poszliśmy na wcześniejsze spotkanie i po prostu zostaliśmy w Sali. /wiele osób tak zaplanowało/ niestety wyproszono wszystkich na koniec kolejki.

.   

Nie będę opowiadał o innych prelekcjach, ale rozpiętość tematów była ogromna. Od pieszych wędrówek po kilka tysięcy kilometrów, po nurkowania w jaskiniach na niemal 300 metrów w głąb. Jazdy rowerami po zamarzniętych jeziorach i po górach… Zjazd na nartach z najwyższych gór, alpinizm itd. Niesłychana mieszanka różnorodnych wypraw, a wspólnym mianownikiem jest spełnianie marzeń. Piechurzy wspominający o obcinaniu metek z ciuchów by były lżejsze, o obcinaniu rączek od szczoteczek do zębów… O noclegach za kilka złotych Polsce… Wielu prelegentów dostało karnety na noclegi w akademiku i tu mogłem jeszcze kontynuować rozmowy z ciekawymi ludźmi. Wspólne śniadania czy kolacje to też niezapomniane rozmowy do późna. W sobotę była ceremonia wręczenia „Kolos”a z żeglarstwa.

    

                                                                                                                                                          Kazik i Michał

.
Tu niecierpliwie czekałem na ogłoszenie werdyktu. Pierwszym było wyróżnienie dla wyprawy na jezioro Titicaca i w tym momencie resztki nadziei opadły, bo na „Kolosa” to całkiem nie liczyłem. A tu kolejne nazwisko pada moje i też dostałem wyróżnienie. Za rejs Setką Edyta Krakowiak również została nagrodzona wyróżnieniem. „Kolosa” nie przyznano. Teraz znowu emocje sięgnęły zenitu. Razem z kumplem z załogi poszliśmy odebrać nagrodę, dla mnie to „Kolos”, bo wygląda identycznie tylko mniejszy. Do wieczora nie wypuściłem go z rąk.

Redaktor z radia Koszalin zaprosił nas na wywiad na niedzielę, tylko kazał przynieść statuetkę. Na moją uwagę, że to przecież radio się tylko zaśmiał. Wspomniał, że da mi linka do nagrania a będzie w poniedziałek w radio. Okazało się, że zrobili małe studio z kamerą i reporterami. Dziesięć minut rozmowy i wychodzimy. Zaraz dzwoni córka kumpla mówiąc, że już nas wysłuchała. Znaczy jednak na żywo poszło… Dobrze, że nie wiedziałem, bo bym się bardziej denerwował. Trzy dni a tyle emocji. „Kolosy” wpisuję na listę imprez koniecznych do odwiedzania.
Pozdrawiam

Michał Kozłowski

 

Drukuj    Powrót
Komentarze
Brak komentarzy do artykułu