SWIEŻY CHLEB NA JACHCIE MORSKIM

Problem w miarę świeżego chleba na jachcie morskim znają wszyscy żeglujący. W żegludze oceanicznej nie obejdzie się bez samodzielnego wypieku w jachtowym piekarniku. Wmiastach portowych są piekarnie, które oferują chleb wypieczony według specjalnej „morskiej” receptury. Hobbyści do takiego specjalnego wypieku oczywiście „dodają prądu”. W żegludze bałtyckiej wystarczy wykorzystać kilka praktycznych porad Tadeusza Lisa. Dziś o woreczku na chleb.

Dziękuję, powodzenia, smacznego.

Żyjcie wiecznie!

Don Jorge

===============================

Świeży chleb na jachcie przez tydzień - o czym wiedziały nasze Babcie, a Wam się zapomniało…

Na jachcie wiele dobrych rozwiązań jest banalnie prostych. I chyba właśnie do tej kategorii należy dobry woreczek na chleb. Przez lata widziałem na jachtach pieczywo pakowane na wszystkie możliwe sposoby. Najczęściej bochenek trafiał do reklamówki albo był starannie zawijany w folię aluminiową. Intencja oczywiście dobra: zabezpieczyć przed wilgocią i nie dopuścić, żeby wysechł. Tyle że na kilkudniowym rejsie właśnie ta szczelność zaczyna być problemem.

Chleb sam zawiera sporo wilgoci. Zamknięty w foliowej torbie nie ma jak jej oddawać. W dzień w kabinie robi się ciepło, nocą temperatura spada, dochodzi wilgoć od gotowania, mokrych ubrań i po prostu od przebywania kilku osób w niewielkim wnętrzu. Po paru dniach wyciągamy więc z reklamówki bochenek miękki i wilgotny, a czasami już z pierwszymi śladami pleśni. Folia aluminiowa niewiele tu zmienia. Dobrze izoluje pieczywo od otoczenia, ale jednocześnie bardzo skutecznie zatrzymuje przy nim wilgoć. Dlatego chciałbym Wam przypomnieć stary, ale mega skuteczny patent -  bawełniano-woskowy woreczek na chleb.


To właściwie połączenie dwóch rzeczy, których na jachcie potrzebujemy. Bawełna pozwala pieczywu „oddychać”, natomiast warstwa naturalnego wosku ogranicza zbyt szybkie wysychanie. Chleb nie mieszka więc przez kilka dni w szczelnym plastikowym opakowaniu, ale też nie leży zupełnie odsłonięty. Na tygodniowy rejs brzmi to bardzo sensownie. W internecie jest paru dostawców, ale zdecydowanie polecałbym woreczki z Zachowni.

Tani woreczek z Allegro może wyglądać niemal identycznie - bawełna, wosk pszczeli, podobna zasada działania. Różnica zaczyna się tam, gdzie kończy się opis aukcji. W przypadku wielu tanich produktów trudno ustalić jakość tkaniny i wosku, sposób impregnacji, a przede wszystkim to, czy gotowy woreczek został przebadany do długotrwałego kontaktu z żywnością. To ważne szczególnie na jachcie, gdzie chleb może leżeć w nim przez cały tygodniowy rejs, czasem w dość wysokiej temperaturze. W przypadku woreczka Zachowni mamy konkretną dokumentację badań SGS - obejmującą m.in. migrację substancji z materiału do żywności, metale ciężkie oraz wpływ na smak i zapach pieczywa.

Producent deklaruje organiczną bawełnę impregnowaną naturalnym woskiem pszczelim i utrzymanie świeżości pieczywa nawet do około siedmiu dni. Nie znaczy to, że tani woreczek musi być zły - po prostu przy Zachowni znacznie więcej wiemy o tym, co przez tydzień będzie miało bezpośredni kontakt z naszym chlebem.

.

Mam nadzieje, że podzielacie mój pogląd. Tanie elementy na jachcie potrafią nam uczynić rejs i życie ekstremalnie drogimi. Morze ma dość ograniczoną tolerancję na bylejakość elementów jachtu - a nawet zaryzykowałbym twierdzenie - również ludzi.

.

Wracając na szlak. Producent podaje, że są wykonane z bawełny impregnowanej woskiem pszczelim i deklaruje możliwość utrzymania świeżości pieczywa nawet przez około siedem dni. Oczywiście na jachcie podchodziłbym do tych siedmiu dni z żeglarskim rozsądkiem - wszystko zależy od temperatury i wilgotności w kabinie. Sam sposób użycia jest banalny: wkładamy całkowicie wystudzony bochenek do woreczka, zamykamy go i odkładamy w możliwie chłodne miejsce. Najlepiej nie kroić chleba wcześniej, tylko odkrawać kolejne kromki podczas rejsu. Gdzie bym go powiesił? Na przykład w pobliżu uchylonego forluku.

Podoba mi się w tym jeszcze jedna rzecz. Na jachcie staramy się ograniczać przedmioty jednorazowe. Reklamówki się rwą, folię aluminiową po rejsie wyrzucamy, a taki woreczek można zabrać na następny rejs i następny. To nie jest oczywiście najważniejszy element wyposażenia jachtu. Nie zastąpi kamizelki, dobrej kotwicy ani sprawnego silnika.

Ale właśnie z takich drobiazgów składa się wygodne życie na pokładzie. A kiedy szóstego czy siódmego dnia rejsu rano wyciągasz jeszcze przyzwoity bochenek, kroisz kromkę i stawiasz wodę na kawę - okazuje się, że ten niepozorny woreczek całkiem dobrze zasłużył na swoje miejsce na Waszym pokładzie.

W następnym odcinku - tania, zachwycająca piekarnia automatyczna z głęboko przetestowanym działaniem. O jej zaletach i kardynalnej wadzie hodowania nieposkromionych, pokładowych żarłoków.

Pozdrawiam cały Klan SSI

Tadeusz

 

 

Drukuj    Powrót
Komentarze
Brak komentarzy do artykułu