Żeglowanie to sztuka doceniania i szacunku dla sił przyrody. A z przyrodą się nie walczy, z przyrodą mądry żeglarz się układa. Dzisiejszy raport z bałtyckiego rejsu Wiesława i Teresy Cybulskich jest tego dowodem. Miał być to rejs do szkierów zachodniej Szwecji, a załoga jachtu „Free Dom” dobrze się bawiła w duńskich portach. Nie ma rejsów rutynowych.
Drodzy Czytelnicy i Skrytoczytacze – nic na siłę!
Żyjcie wiecznie!
Don Jorge
===============================
Zmienność decyzji także dowodem rozważności dowodzenia☺
.
Już od paru lat namierzaliśmy się na szkiery zachodniej Szwecji i w tym roku
podjęliśmy mocną decyzję: nie odpuszczamy, płyniemy aż pod granicę
norweską! „Prawie" 500 mil w jedną stronę w linii "prawie prostej" Trzy
tygodnie powinny wystarczyć.
Jacht wielkości "Cartera 30".
.
Wyruszyliśmy z Gdyni w czwartek 23 lipca. Załoga jak zwykle
dwuosobowa: moja żona Teresa i ja. Jacht s/y „Free.Dom”, szwedzki Albin Ballad, LOA 9m.
W planie nocny etap do Łeby. Robiliśmy już takie nocne przeloty do Łeby wiele
razy, dlatego byliśmy przekonani, że tym razem też się uda. Wiatr początkowo
północny powoli zmienił się na NE do E. Niezachwiana decyzja o Łebie zaczęła
się trochę chwiać. Przed północą do przeciwnego wiatru dołączył się jeszcze ulewny
deszcz... a więc szybka zmiana decyzji – płyniemy na Hel. W Marinie Hel jesteśmy o 0045.
W piątek musiałem rano jeszcze trochę popracować, wobec tego do Łeby wyruszyliśmy
po 1200. Po wyjściu za Półwysep Helski okazało się, że wieje z N, a więc
wyznaczyliśmy pierwszy hals do punktu trzy mile powyżej boi HEL, po zwrocie
trochę dolądowo, ale dało się płynąć na żaglach. Za Juratą wiatr przestał wiać...
toteż włączamy silnik. Przed Kuźnicą pojawił się rosnący szybko wiatr NW.
Znowu w dziób! Halsujemy. Sprawdzam prognozy. Przewidują w nocy silny
zachodni wiatr. Co? Znowu halsowanie? Przez całą noc? NIE! Zmieniam
decyzję. Jedziemy na noc do Władysławowa. W porcie jesteśmy przed 2000.
Platforma koło Łeby
.
W sobotę, 25 lipca, o 1000 startujemy do ŁEBY! Nie planujemy nocnego
przeskoku na Bornholm, bo z prognoz wynika, że wiatr będzie bardzo słaby i z
kierunków zmiennych. Płyniemy na silniku. Parę mil przed Łebą trwa budowa
farm wiatrowych oraz prace wstępne do budowy ponad tysiącmetrowego
pomostu rozładunkowego dla elektrowni jądrowej w lokalizacji Lubiatowo-
Kopalino. Należy te inwestycje omijać w przyzwoitej odległości (nieposłuszni
żeglarze są upominani na kanale 16). W Łebie jesteśmy przed 2000. (Life is life,
na na na na na, life is life na na na na na... wszyscy klaszczemy i pozdrawiamy
przepływający obok jacht!!! Ten, kto bywa w Łebie to wie, o czym piszę). Zaraz
po przypłynięciu mamy kontrolę Straży Granicznej. Trzech sympatycznych
funkcjonariuszy. Weszli na jacht, sprawdzili nasze dokumenty, dokumenty
jachtu, spisali długi protokół i pochwalili, że wszystko jest w porządku!
Pierwszy raz mieliśmy taką kontrolę na jachcie!
Falsterbo
.
Rano w niedzielę Teresa pojechała rowerkiem po świeżą rybę i przywiozła
pyszne dorsze na obiad (mniam). Decyzję o wyruszeniu z Łeby do Alinge na
Bornholmie musieliśmy zmienić od razu, bo w nocy z niedzieli na poniedziałek
miał się zacząć ciężki sztorm z NW. Jedziemy pośpiesznie do Ustki. Jazda
częściowo na żaglach a częściowo na silniku. W Ustce jesteśmy około 2000. W
Y-bomach miejsc na nasz „duży”! jacht nie ma. Bosman wyznacza nam miejsce
w południowo-wschodnim rogu basenu węglowego, mówiąc, że przy
nadchodzącym sztormie to jest najlepsze miejsce. W Ustce trwa remont
falochronów wejściowych (miał być zakończony w tym roku, ale się nie zanosi)
i przy sztormowych wiatrach z kierunków północnych fale sieją w porcie
spustoszenie. Założyłem długie cumy i długie szpringi toteż, gdy przyszedł w
nocy ten silny wiatr było jeszcze jako tako. Prawdziwe rodeo zaczęło się od rana
(poniedziałek, 27 lipca). Trwało to rodeo przez cały dzień i noc z poniedziałku
na wtorek. Masakra! Warunki „bardzo precyzyjnie” opisuje mój krótki
wierszyk:
Ustka kochana,
Noc nieprzespana,
Cuma zerwana!!
Z powodu silnego sztormu bosman zawiesił opłaty.
We wtorek po południu zaczęło powoli cichnąć. O 1700 wyruszamy. Strefa S-6
wolna od ćwiczeń wojskowych, więc kierujemy się prosto w stronę Bornholmu.
Początkowo dość duża fala i wiatr do 10 m/s po paru godzinach się zmniejszyły.
Wiatr ustabilizował się na SW 7-8 m/s. Fajna i szybka jazda półwiatrem.
Do Alinge wpływamy o 1605 (środa, 29 lipca). Tłok niemiłosierny. Stajemy w
basenie wewnętrznym longside do burty dużego duńskiego jachtu. Na kamiennych
schodach, tuż przy marinie, skrzypaczka rozstawiła mały sprzęt nagłośnieniowy
i gra kompilację muzyki poważnej i współczesnego popu. Naprawdę nieźle!!
Wieczorem idziemy na spacer. W ogródeczku przy knajpeczce słychać muzykę.
Wchodzimy. Na niewielkiej scenie trzech muzyków gra country-folk, też nieźle.
Zostajemy do późnego wieczora.
Kerteminde
.
Startujemy rano o 0603. Omijamy północny cypel Bornholmu i kierujemy się na
zachód, do Szwecji. Wiatr SW, 8 m/s. W Giselövsläge koło Trelleborga
jesteśmy o 17-tej. (55° 21¢ 17¢¢ N, 13° 13¢ 42¢¢ E). Tuż obok portu postawiony
jest ogromny namiot imprezowy, grile na powietrzu, słychać próbę jakiegoś
zespołu muzycznego, pewnie przygotowywana jest jakaś firmowa impreza
integracyjna. Ciekawe czy będzie trwała do późnych godzin nocnych?
Nie ma obawy, przed godziną 22 na pewno zakończą. Idziemy na rekonesans a
później siadamy sobie na pomoście, moczymy nogi i patrzymy na słońce
zbliżające się do zachodu. Ale słońce szybko zakrywają nadciągające w
błyskawicznym tempie ciemne chmury. Po chwili widać pierwsze błyskawice,
słychać z oddali grzmoty. W prognozach były ostrzeżenia przed możliwymi
burzami. Między innymi właśnie dlatego zacumowaliśmy w tym porciku a nie
płynęliśmy kilkanaście mil dalej do Falsterbo. Po pierwszych, grubych kroplach
biegniemy na jacht. Nagle zrywa się bardzo silny wiatr. Napiera na stojące obok
siebie jachty. Wyskakujemy na pokład i wieszamy dodatkowe odbijacze. To
samo robi stojący obok nas Duńczyk. Wiatr SW wieje z prędkością 18 m/s w
porywach do 22 m/s!!! Błyskawice są coraz częstsze, deszcz zmienił się w
ulewę. W światłach portowych lamp widać, że krople deszczu nie padają
pionowo, nawet nie ukośnie tylko poziomo. Zastanawiamy się jak sobie radzą ci
imprezowicze w takich warunkach. Po niecałej godzinie wszystko się uspokaja.
Rano wieje lekki zachodni wiaterek. Pogoda śliczna. Wypływamy o 1030.
Decyzja - płyniemy do Landskrony! Nasz ulubiony kanał Falsterbo
przechodzimy o 15-tej i kierujemy się na północ. Wiatr wprawdzie dość fajny,
ale prosto w dziób. Halsowanie! Zamiast 30 mil, między Falsterbo a
Landskoroną, będzie trzeba przepłynąć ponad 45. Mieliśmy cały czas nadzieję,
że w końcu przyjdzie wiatr zachodni, taki, jaki był w prognozach, ale w połowie
drogi nadzieja znikła a pojawiła się znienacka... ZMIANA DECYZJI!
Klif koło Sassnitz
.
Nocujemy w Lomma. W marinie jesteśmy przed 20-tą. Rano, 1 sierpnia,
jeszcze przed analizą prognoz pogody, podjęliśmy nieodwołalną decyzję o naszym
następnym etapie rejsu do Mölle, gdzie zamierzaliśmy wybrać się na rowerkach
w kilkukilometrową wycieczkę do rezerwatu Kullaberg i obejrzeć słynne groty i jaskinie,
wysokie, skaliste klify oraz pierwszą w Skandynawii latarnię morską z 1561 roku. Miny
nam trochę zrzedły po obejrzeniu prognoz pogody. Zbliżał się kilkudniowy sztorm NW na
obszary Skagerrak i północną część Kattegat. Trudno, płyniemy, nieodwołalna
decyzja zobowiązuje.
.
O 1109 wypływamy. Do Mölle mamy niecałe 40 mil. Wiatr na razie przyjazny,
W 6 – 7 m/s. Ruch w cieśninie duży. Statki, jachty, jachty motorowe, i promy
płynące i wzdłuż i w poprzek. Mijamy okazały zamek Hamleta. Do celu zostało
trochę ponad 15 mil. Odbieramy duńskie oraz szwedzkie prognozy pogody.
Obie ogłaszają "gale warning” NW na Skagerrak i Kattegat już od dzisiejszej
nocy. Jeszcze raz analizujemy porcik w Mölle. Ma otwarte wejście akurat z
NW. W czasie sztormu może tam być nieciekawie. Silny argument. I co dalej?
Hmm... Wyszło na to, że nieodwołalna DECYZJA też może być...
ZMIENIONA!! Płyniemy do najbliższego portu duńskiego Hornbæk dobrze
osłoniętego i z zupełnie bezpiecznym basenem wewnętrznym (56° 05¢ 42¢¢ N,
12° 27¢ 31¢¢ E). Wpływamy o 1802 i kręcimy się po porcie w poszukiwaniu
wolnego miejsca. MIEJSC NIE MA!! W końcu lituje się nad nami Duńczyk i
stajemy przy jego dużym, pięknym oldtimerze. Okazało się, że był w Polsce
kilka razy a jego żona znała nawet kilka polskich słów, więc miło im było
przygarnąć polskie dusze. Pogadaliśmy trochę, poczęstowaliśmy się nawzajem
my polskim a on duńskim piwem. Wieczorem idziemy zwiedzić port i okolicę.
Na placyku przy marinie gra zespół (jak przyszliśmy brzmiał akurat „Easy
Lover" Phil'a Collins'a) - naprawdę bardzo dobrze. Znów spędziliśmy wieczór
przy muzyce na żywo, co nam się w Danii bardzo podobało.
Port Marup
.
Rano, 2 sierpnia, sprawdzamy prognozę. W Skagerrak'u szaleje sztorm. W
północnej części Kattegat'u silny wiatr 11 m/s w porywach do 15 m/s, i tak ma
być przez najbliższe dni. Czas na podjęcie DECYZJI! Tłuczemy się na północ w
ciężką pogodę czy stoimy w porcie i czekamy kilka dni aż się pogoda uspokoi.
A może... a może...??? Tak, to świetny i rozsądny pomysł. Płyniemy na zachód!!
W końcu jachtem w Danii (oprócz Bornholmu) nie byliśmy. Startujemy o 1000.
Na początek dość silny zachodni wiatr (do 10 m/s). Halsujemy cierpliwie.
Zanim, zmęczeni totalnie, dopłynęliśmy do Hundeasted (55° 57¢ 48¢¢ N, 11° 50¢
37¢¢ E) zrobiliśmy aż 23 zwroty. Tyle wyszło, bo nie chcieliśmy robić dłuższych
halsów, gdyż w większej odległości od brzegu była duża fala, która zmniejszała
nam prędkość dość znacznie.
Następnego dnia (poniedziałek, 3 sierpnia), wstaliśmy wcześnie, o 0530, gdyż
zaplanowaliśmy dość długi etap, ponad 50 milowy, do porciku Mårup Havn
(55° 56¢ 12¢¢ N, 10° 33¢ 05¢¢ E) na wyspie Samsø. Świetnie osłonięty od wiatrów
z wszystkich kierunków. Po drodze mijały nas szybkie promy-katamarany linii
Molslinjen. Trzeba na nie szczególnie uważać, gdyż zasuwają z prędkością
prawie 40 węzłów. Imponujące! Kilkanaście mil dalej przepłynął też obok nas
nieco wolniejszy użytkownik morza – delfin lub może morświn. Wyskoczył
dwa razy i popłynął w siną dal. Z ciekawostek przyrodniczych wspomnę o
ogromnych, pomarańczowych meduzach (bełtwa festonowa), których
„ławicę??” mijaliśmy kilkanaście mil na północny wschód od wyspy Samsø. Na
tej wyspie (na jej północnym cyplu) panują chyba niezłe warunki do uprawiania
paralotniarstwa. Widzieliśmy chyba z dziesięciu paralotniarzy. W pobliżu portu jest
spokojna zatoczka, w której stało kilka jachtów na kotwicach.
Wtorek, 4 sierpnia. Czas zrobić jakieś zakupy - owoce, warzywa. Wybraliśmy
miasto Horsens, z długim podejściem w Horsens Fjord. W ogromnej marinie
jesteśmy około 14-tej (55° 51¢ 25¢¢ N, 09° 52¢ 36¢¢ E).. Zakupy, krótki spacer po
Starym Mieście, (piękne, zabytkowe kamieniczki) i musieliśmy wrócić na jacht
(praca, praca, praca).
W środę wypływamy o 1101 do Kerteminde na wyspie Fionia. Na początek
mamy silny zachodni wiatr, który z biegiem dnia tylko się wzmagał. Płyniemy
najpierw baksztagiem, później półwiatrem. Staramy się płynąć blisko półwyspu
Hindsholm, aby przynajmniej fala była mniejsza. Wiatr osiągał 13 – 14 m/s,
gdyż płaskie pola uprawne na półwyspie, pozbawione drzew, nie ograniczały
wiatru zupełnie. Założyłem drugi ref na grocie a nadał płynęliśmy z prędkością
6 – 7 wężłów. Uciążliwa orka i halsowanie zaczęły się, gdy skręciliśmy na
zachód w zatokę Kerteminde. Wiatr 15 m/s W, ścichł dopiero w porcie (7-8 m/s)
zasłoniętym zabudowaniami miasta (55° 27¢ 15¢¢ N, 10° 39¢ 59¢¢ E).
Wsiadamy na rowerki i jedziemy zwiedzić to urocze miasteczko. Naprawdę
bardzo ładne. Stoimy tu dwa dni.
8 sierpnia, w piątek, startujemy o 1122 i płyniemy na południe, bo to czas, aby
już kierować się w stronę domu. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze na noc w
małym porciku Spodsbjerg (54° 55¢ 58¢¢ N, 10° 49¢ 58¢¢ E).
Rano, w sobotę startujemy w nocny przelot do Sassnitz na wyspie Rugia. Po
drodze mijamy wiele farm wiatrowych duńskich i niemieckich. Wzdłuż
słynnych klifów przepływamy około ósmej rano w niedzielę i oglądamy tę
wspaniałą panoramę. W porcie cumujemy o 0909. Po obiedzie idziemy pieszym
szlakiem krawędziowym wzdłuż urwiska klifowego. Szlak wiedzie przez gęsty
bukowy las, miejscami tuż nad przepaścią.
Widoki niesamowite. Warto je zobaczyć. Na jacht wracamy około 2030.
Czas do domu! W poniedziałek raniutko startujemy do Dziwnowa. Śpieszymy
się, bo wieczorem ma przyjść zachodni sztorm. I rzeczywiście sztorm przyszedł.
Z jego powodu staliśmy w Dziwnowie dwa dni.
12 sierpnia nocny przelot do Łeby (Life is life, na na na na na, life is life na na
na na na...) a 14 sierpnia, w piątek skok do Władysławowa.
W Gdyni jesteśmy w sobotę wieczorem.
Trzy tygodnie minęły błyskawicznie. Mieliśmy eksplorować zachodnie
wybrzeże Szwecji... a tu proszę, wyszedł całkiem fajny rejsik po Danii. Więc jak
widać wyraźnie zmiany decyzji mogą przynieść niezły efekt... a to, co jest
najważniejsze: Zmienność decyzji dowodem na ciągłość
dowodzenia!!
Co w przyszłym roku? Jak zwykle popłyniemy tam, gdzie jest pięknie!!
Teresa i Wiesiek Cybulscy, s/y „Free.Dom”.