JAK CYBULSCY RATOWALI ZAŁOGĘ KATAMARANA
<p><font color="#0000ff" size="3">W newsie o jesiiennym kongresie SIZ w Pucku pisałem o wreczeniu <em>Nagrody Kapitana z Jakem</em> - <strong>Wiesławowi Cybulskiemu</strong>, skipperowi s/y &quot;Free.Dom&quot;. Zamiesciłem fotografie laureata i pytałem - a gdzie <strong>Teresa?</strong> Wyraziłem zrozumienie dla trudnej decyzji Papy, no bo jak tu kobiecie wstawiac chocby jedno jajo? </font></p> <p><font color="#0000ff" size="3">Przyrzekłem też, ze zamieszcze news &quot;techniczny&quot;, czyli jak to było. Do gratulacji dołączam uznanie, ze wyławianie człowieka nie przeprowadzano nie tak, jak to mnie egzaminowano, nie zadnymi doktorskimi &quot;manewrami monachijskiemu&quot;, ale normalnie, to znaczy - niezawodnym, choć przez egzaminator&oacute;w pogardzanym sposobem.</font></p> <p><font color="#0000ff" size="3"><strong><u><font color="#ff0000" size="2">tu klik dla Teresy !</font></u></strong>&nbsp; <a target="_blank" href="http://www.zagle.pl/cgi-bin/top/rankem.cgi?id=kiedra"><img height="60" width="120" alt="" src="/att/Image/201000/ranking120x60.gif" /></a></font></p> <p><font color="#0000ff" size="3">Kamizelki (kombinezony) i zyjcie wiecznie !</font></p> <p><font color="#0000ff" size="3">Don Jorge</font></p> <p><font color="#0000ff" size="3">________________</font></p> <p><font size="3"><strong></strong></font></p> <p><font size="3"><strong>W sobotę 06.10.07 około południa, jak co weekend, wypłynęliśmy naszym Free.Dom&rsquo;em na Zatokę</strong>. Ja chciałem płynąć do Kuźnicy, Teresa do Jastarni więc po długiej, najeżonej argumentami dyskusji stanęło...jedziemy na Hel. Wiał p&oacute;łnocny wiatr, 3-4 B, fala była nieduża, max. p&oacute;łmetrowa. W odległości niecałej mili mijaliśmy lewą burtą bramkę podejściową do gdyńskiego portu, gdy zauważyłem coś granatowego na wodzie, jakieś 2-3 kable od nas, 30&deg; od kursu po prawej burcie. Z tej odległości i przy tej fali trudno było stwierdzić co to jest. Zmieniliśmy kurs aby podpłynąć bliżej. Patrząc przez lornetkę, po chwili powiedziałem do Teresy, że<strong> to chyba jest człowiek.</strong> </font></p> <font size="3"> <p><img height="600" width="800" alt="" src="/att/Image/201000/CYBteresa.jpg" /></p> <p><font color="#0000ff" size="2"><strong>Teresa</strong></font></p> <p><br /><strong>Podeszliśmy do niego.</strong> Ubrany w pływający kombinezon leżał na plecach, nie widział nas bo podchodziliśmy od strony jego głowy. Gdy nas zauważył krzyknął: &bdquo;Wypadłem z jachtu, wyciągnijcie mnie&rdquo;. Dalej wszystko potoczyło się błyskawicznie. Odpaliłem silnik, zrolowałem genuę aby Teresa nie musiała się szarpać z dwoma żaglami gdy ja będę się zajmował ratowanym, opuściłem drabinkę rufową i wyrzuciłem za rufę, długą ponad <strong>30 metrowa, pływającą cumę</strong>. Zawsze ją wożę podwieszoną na koszu rufowym &ndash; w lecie służy jako zabezpieczenie w czasie kąpieli. </p> <p><img style="WIDTH: 870px; HEIGHT: 566px" height="566" width="800" alt="" src="/att/Image/201000/CYBULSKIzJAJEM.jpg" /></p> <p><strong>W tym samym czasie Teresa zrobiła ciasne k&oacute;łeczko</strong>, cuma wleczona za jachtem zacieśniła jeszcze swoją cyrkulację, ratowany żeglarz bez trudu chwycił linę (na szczęście był przytomny i sprawny choć zmarznięty) i po chwili już stał na drabince rufowej. Cała ta akcja trwała minutę (sprawdziłem p&oacute;źniej wieczorem zapisany na GPS-ie track). W tym momencie nie wiedzieliśmy jeszcze, że w dużo dramatyczniejszej chyba sytuacji jest drugi żeglarz, kt&oacute;ry był na katamaranie. &bdquo;Musimy dogonić tamten jacht&rdquo;- krzyknął uratowany, &bdquo;Tam dryfuje m&oacute;j kolega&rdquo;. A więc szybko stawiam genuę, silnik cała naprz&oacute;d i z prędkością 6,5 kn zaczęliśmy gonić znajdujący się grubo ponad milę od nas, dryfujący mały katamaran. </p> <p><strong>Nie było czasu aby wypytywać co i jak się stało</strong>, gdyż w tej chwili wydawało się nam, że statek, kt&oacute;ry stał na redzie, ruszył w kierunku toru podejściowego do Gdyni, i akurat w rejon gdzie mieliśmy dogonić dryfujący jacht. Skoczyłem do UKF-ki, wywołałem kapitanat Gdynia (ch12), podałem informację, że jesteśmy w akcji ratowania dryfującego jachtu i zapytałem czy statek, kt&oacute;ry widzimy rzeczywiście schodzi z kotwicowiska. Kapitan poprosił o określenie naszej pozycji względem boi GW. Podałem, że jesteśmy około mili na południowy wsch&oacute;d od bramki podejściowej do portu. Dopiero p&oacute;źniej pomyślałem, że mogłem r&oacute;wnież podać naszą pozycję - z display&rsquo;a UKF-ki (co robią nerwy?!?). Tymczasem Teresa odczytała przez lornetkę nazwę statku. Z kapitanatu dostałem informację, że statek ten stoi na kotwicy. R&oacute;wnocześnie usłyszałem z kokpitu: &bdquo;Widzę kulę, jest na kotwicy&rdquo;. <br /><strong>Po kilkunastu minutach byliśmy w pobliżu katamaranu</strong>. Był to chyba mały Hobie. Dryfujący żeglarz znajdował się między kadłubami pod siatką i trzymał się za przednią rurę łączącą kadłuby. Jacht dryfował z prędkością ok. 2 kn i woda wpychała żeglarza pod sp&oacute;d &ndash; nie miał siły aby wciągnąć się na siatkę. Podeszliśmy bliżej i gdy byliśmy burta w burtę niecały metr od siebie, pierwszy żeglarz przeskoczył z naszej burty na katamaran i pom&oacute;gł drugiemu wydostać się z wody. Zrobiliśmy jeszcze dwa k&oacute;łka w pobliżu, zapytałem czy potrzebują jakiejś pomocy, odrzekli że wszystko jest w porządku, zmienili hals i popłynęli w stronę Gdyni. My popłynęliśmy na Hel. <br /><strong>Co się właściwie wydarzyło?</strong> W czasie stawiania katamaranu po wywrotce, jeden z żeglarzy wypadł za burtę a drugi wpadł pod siatkę. Postawiony jacht z zaknagowanym grotem, kt&oacute;ry zaczął pracować, ustawił się samosterownie i oddalił się szybko od wypadniętego. W momencie gdy wyłowiliśmy pierwszego żeglarza byliśmy ponad milę od katamaranu, a więc przebywali już oni w wodzie prawie 45 minut. Nasza akcja trwała niecałe 15 minut. Temperatura wody tego dnia wynosiła 13-14 &deg;C. W takiej wodzie człowiek może wytrzymać 1-2 godzin. Przed hipotermią uratowały ich ocieplane pianką kombinezony pływające. <br />Najważniejszy wniosek z tej akcji ratunkowej jest właściwie apelem do wszystkich.<strong> Rozglądajmy się po wodzie, wypatrujmy pływających obiekt&oacute;w, podpływajmy do nich &ndash; to może być potrzebujący pomocy człowiek. <br /></strong><br /><strong>Wiesiek Cybulski</strong> <br /></p> </font>
Komentarze
Brawo! Szacunek za udaną akcję. Marek Gałkiewicz z dnia: 2007-10-18 20:31:40
Odp: Brawo! Szacunek za udaną akcję. Wiesław Cybulski z dnia: 2007-10-19 00:52:23
Odp: Odp: Brawo! Szacunek za udaną akcję. Bury Kocur z dnia: 2007-10-21 21:55:44
Gratulacje Janusz Cichalewski z dnia: 2007-10-23 17:54:00